Strona główna Kultura Recenzja Big Mistakes – twórca Schitt’s Creek, Dan Levy, wyróżnia się w...

Recenzja Big Mistakes – twórca Schitt’s Creek, Dan Levy, wyróżnia się w nowej komedii | Telewizja

8
0


Ogólnie rzecz biorąc, istnieją dwa rodzaje programów telewizyjnych: te, które tworzą gwiazdy i te, które tworzą gwiazdy. Do tej pierwszej zaliczają się produkcje zespołowe, które zmieniają nieznane nazwiska w powszechnie znane – Bridgerton, Euphoria, Industry – a także projekty pełne miłości, dzięki którym ich twórcy gotowi do użycia kamery stają się gorącą własnością branży (Fleabag, I May Destroy You, Baby Reindeer). Schitt’s Creek, serial komediowy Dana Levy’ego opowiadający o niegdyś bogatej rodzinie zmuszonej do zamieszkania w slumsach w obskurnym motelu na odludziu, zdecydowanie należy do tej kategorii. Levy (42 l.) rzeczywiście miał przewagę w świecie rozrywki – współtworzył serial wraz ze swoim ojcem, Eugene’em Levy’m z American Pie, który grał także nieświadomego patriarchę klanu – ale ogólnie rzecz biorąc, Schitt’s Creek był oddolną historią sukcesu, debiutując w 2015 roku w kanadyjskiej sieci CBC, zanim stopniowo stał się światowym hitem po przejęciu go przez Netflix kilka lat później.

A co z drugim rodzajem? Cóż, to są te, które nie mogłyby istnieć bez pierwszego: są to po przełomowe, trudne drugie projekty wykonane przez świeżo upieczone gwiazdy, takie jak Levy, które zostały sowicie nagrodzone za popularność swojego olśniewającego pomysłu bardzo lukratywnym kontraktem na transmisję strumieniową. Historycznie rzecz biorąc, transakcje te nie zawsze wydawały się najmądrzejszą inwestycją: według doniesień Amazon zapłacił twórczyni Fleabag Phoebe Waller-Bridge 100 milionów dolarów, ale podobny hit jeszcze się nie zmaterializował. Netflix miał odrobinę więcej szczęścia z Levym, który w 2023 roku nakręcił dla nich film zatytułowany Good Grief – chociaż podejrzewasz, że melancholijny film niezależny nie był dokładnie tym, na co liczyła platforma, zatrudniając twórcę hałaśliwej komedii rodzinnej za ośmiocyfrową sumę.

Prawdopodobnie jednak tak jest w przypadku „Wielkich błędów”. Stworzony wspólnie z Rachel Sennott z I Love LA (która nie pojawia się w serialu), Levy wciela się w Nicky’ego, zdenerwowanego pastora, który ukrywa swojego chłopaka przed rodziną i trzodą. Ma fajną siostrę nauczycielkę, Morgan (Taylor Ortega), z którą może sparować, oraz bardzo zdenerwowaną, niepowściągliwą emocjonalnie matkę (Laurie Metcalf grana przez Roseanne), która stawia mu ciągłe wymagania podszyte poczuciem winy. W pierwszym odcinku obejmuje to zdobycie fałszywego diamentowego naszyjnika dla umierającej „nonny”. Cudem Nicky i Morgan znajdują idealny przedmiot w sklepie z pamiątkami, ale kasjer w tajemniczy sposób odmawia im jego sprzedaży. Ponieważ tak, zgadłeś: naszyjnik jest prawdziwy. Morgan nie zgaduje, kradnie rzecz, a ona i Nicky zostają należycie ścigani przez gang przestępczy, który ma tego pilnować.

Dan Levy i Taylor Ortega (w środku) w filmie Wielkie błędy. Zdjęcie: Spencer Pazer/Netflix © 2025

Nigdy nie zostało właściwie wyjaśnione, dlaczego tak cenny zasób wystawiono na widok publiczny. Tak naprawdę większość „Wielkich błędów” nie wytrzymuje szczegółowej analizy; jest zbyt wiele niezgrabnych i nieprawdopodobnych wydarzeń, które mają na celu wyłącznie przedłużenie obecności Nicky’ego i Morgana w podziemnym świecie gangów, w który się natknęli. Pomysł, że zaniepokojeni cywile wplątują się w przestępczość zorganizowaną, nie jest szczególnie oryginalny (patrz: Fargo, Ozark, Only Murders in the Building), ale w tym przypadku zarozumiałość została przedstawiona w rozczarowująco niejasnych i ogólnych terminach: ci złoczyńcy są bardziej nudni niż przerażający. Zaskakujący finałowy zwrot akcji – rażąca konfiguracja na drugi sezon – rzeczywiście zapewnia chwilowy dreszczyk emocji, ale nawet on szybko znika, gdy zdasz sobie sprawę, jak niewielki ma to sens dla całej historii.

Innymi słowy, jest to nie tyle świetne założenie, co zadowalający pretekst dla Levy’ego do stworzenia kolejnej kłótliwej, dziesiątkującej granice rodziny na ekranie. Jak udowodnił Schitt’s Creek, właśnie tam przoduje, a dynamika pomiędzy stłumionym i obowiązkowym Nickym a żądnym mocnych wrażeń Morganem o zjadliwym języku jest przyjemnością być świadkiem. Levy dostrzega natychmiastowy regres psychologiczny, który następuje po ponownym spotkaniu z dorosłym rodzeństwem – żarty rodziców, wulgarne sprzeczki, możliwość bycia całkowicie szczerym i nieco okropnym w stosunku do drugiej osoby, bez wpływu na życie towarzyskie – a związek pary z drugą siostrą, doprowadzającą do szału Natalie, jest również radośnie dobrze narysowany. Tymczasem stres emanujący z apodyktycznej matki całej trójki podczas jej kampanii na burmistrza wypełnionej katastrofami ładnie komponuje się z nierówną pracą kamery i szorstką partyturą; nie trzeba dodawać, że ten rodzinny dramat o ostrym ostrzu jest o wiele łatwiejszy do kupienia niż kaprysy przestępczości zorganizowanej.

Cała obsada jest genialna. Metcalf po mistrzowsku balansuje między stalowym autorytetem a papierową kruchością, Levy jest przewidywalnie czarujący, a Ortega wręcz przezabawny (duet ma także godny pozazdroszczenia styl osobisty: Nicky ubiera się jak Seinfeld przyjazny dla Instagrama; Morgan ma świetną linię w stylu gotyckim boho chic). Krajowa komedia kryminalna w swej istocie oznacza, że ​​„Wielkie błędy” nie są wielkim błędem, ale nie jest też całkowitym triumfem. Być może jest to nieuniknione. Mogą wydawać się bezpieczniejszym rozwiązaniem dla niechętnej do ryzyka branży telewizyjnej, ale programy tworzone przez gwiazdy rzadko mogą konkurować z tymi, które je tworzą.