Strona główna Wiadomości Czy sztuczna inteligencja to największy napad na dzieła sztuki w historii? |...

Czy sztuczna inteligencja to największy napad na dzieła sztuki w historii? | AI (sztuczna inteligencja)

14
0


W roku 2026 łatwo zrozumieć, dlaczego generatywna sztuczna inteligencja jest zła. W Internecie nazwano jego wydzieliny „slopem”. Dyrektorzy generalni firm zajmujących się sztuczną inteligencją tańczą na scenie niczym superzłoczyńcy, przechwalając się, że ich produkty wyeliminują ogromną ilość pracy. Generatywna sztuczna inteligencja wymaga poświęcenia światowej wody, aby zasilić jej ohydne centra danych. Na całym świecie chatboty wywołują schizofreniczne urojenia i nawołują nastolatków do samobójstwa, a wszystko to zamienia mózgi użytkowników w papkę.

Kto mógł to przewidzieć? Artyści, to jest to.

Jestem artystą i rok 2022 był rokiem, w którym po raz pierwszy zacząłem widzieć podróbki moich prac. To nie było dokładnie moje dzieło. Zamiast tego było to dziwne faksymile, jakby zrobione przez niezbyt utalentowanego nastolatka na środkach uspokajających, a wszystkie moje linie i plamy zostały zniszczone. Szybko poznałem powód. Generatory obrazów AI pobrały całą moją pracę z Internetu i przekazały ją swoim botom, aby mogły zostać wydalone jako produkt. I nie była to tylko moja praca; to należało do wszystkich. Miliardy zdjęć pobranych z Internetu bez kredytu, bez wynagrodzenia, a nawet bez zgody. Postrzegałem to jako największy napad na dzieła sztuki w historii.

Władcy technologii wiedzieli, co robią. Już w 2023 roku inwestor venture capital Marc Andreessen twierdził, że egzekwowanie prawa autorskiego „zabije” całą branżę. Firmy technologiczne zrobiłyby to, co zawsze – działały szybko i psuły wszystko. To, co niszczyli, to my.

Co gorsza, ludzie wydawali się całkowicie nieprzygotowani, aby to kwestionować. Pamiętam festiwal dziennikarstwa w Perugii w 2023 r., podczas którego czołowe osobistości naszej branży chodzą, aby wyrazić swoje zdanie, wypić szpryce Aperol i uciąć targi. W tym roku festiwal był pełen szylingów dla branży technologicznej. Jeden po drugim wychodzili na scenę przed masową publicznością i mówili, że redakcje będą musiały przyjąć produkty swoich pracodawców, bo inaczej zostaną pozostawione w tyle niczym przysłowiowi twórcy koni i powozów. (Spacerując po wzgórzach Perugii w przerwach od konferencji, słyszałem, jak te same osoby mówiły sobie nawzajem, że sztuczna inteligencja w dziennikarstwie wyeliminuje pisarzy, czy pisarzom się to podoba, czy nie, ale nie wspominali o tym w swoich prezentacjach). W Perugii miałem wygłosić przemówienie na temat wykorzystania własnej sztuki do dokumentowania stref wojennych. Zamiast tego poświęciłem większość artykułu zagrożeniom, jakie firmy generujące sztuczną inteligencję stanowią dla kreatywnych ludzi. Mówiłem o tym, jak zawstydzają swoich krytyków jako głupich i zacofanych, o tym, jak ich narracja o nieuchronności jest sposobem na nakłonienie ludzi do wcześniejszego podporządkowania się. Powiedziałem, że nic, co robią ludzie, nie jest nieuniknione. O wszystkim decyduje polityka, pieniądze i władza. A jeśli brakowało nam pieniędzy i władzy, być może mieliśmy politykę.

Chcąc walczyć z narracją branży technologicznej, dziennikarka Marisa Mazria Katz i ja wystosowaliśmy list otwarty, w którym pokornie żądaliśmy, aby obrazy generowane przez sztuczną inteligencję nie pojawiały się w redakcjach. Zebrała tysiące podpisów z całego świata. Inni artyści walczyli w jeszcze potężniejszy sposób. W styczniu 2023 r. trzech ilustratorów złożyło pozew przeciwko wiodącym firmom zajmującym się generowaniem obrazów, Midjourney i Stability AI. Sarah Andersen, Kelly McKernan i Karla Ortiz widziały, jak internet zasypywano podróbkami ich prac. W ich skardze zarzucano, że obie firmy „naruszyły prawa milionów artystów”. (Pozew jest kwestionowany i nadal jest w toku.)

Nie tylko my, twórcy, byliśmy świadkami zabierania naszej pracy, ale była ona zabierana przez niektórych z najbogatszych ludzi na świecie z otwartą pogardą.

W 2024 r. dyrektor ds. technologii OpenAI, Mira Murati, powiedziała w wywiadzie, że kreatywne miejsca pracy zniszczone przez produkt jej firmy być może „w ogóle nie powinny tam być”.

Takie ataki na sztukę ujawniają jedynie głęboki antyhumanizm elity technologicznej. Są klasą, która stroni od interakcji międzyludzkich, z ich nieoczekiwanymi przypadkami, irytacją i radościami. Reprezentuje tarcie. Nauka tworzenia sztuki to także tarcie. Nieważne, że tarcie jest podstawą wszelkiej przyjemności, niezależnie od tego, czy masz na myśli tarcie długopisu o kartkę papieru, czy tarcie ust kochanka o twoje własne.

Minęły trzy lata, odkąd Marisa i ja opublikowaliśmy nasz list otwarty. Sztuczna inteligencja przedarła się przez i tak już kruchą branżę ilustracyjną. Wielu moich kolegów jest bez pracy. Co gorsza, podstawowe występy ilustratorskie, podczas których młodzi artyści uczyli się kiedyś swojego fachu, zostały unicestwione. Ten sam proces zachodzi w niezliczonych branżach kreatywnych. Zastępują nas cyfrowe homunkulusy, szkolone na naszych skradzionych dziełach. I nie, praca nie jest dobra, ale to nie ma większego znaczenia. Generatywna sztuczna inteligencja to narzędzie do dyscyplinowania, a następnie eliminowania ludzkiego pracownika. Widzowie będą musieli się po prostu przyzwyczaić. To jest sprzedawane jako postęp.

Kiedy zwolennicy technologii chcą demonizować opór, odwołują się do luddytów. Jak twierdzili, luddyci byli prymitywnymi idiotami, którzy niszczyli maszyny, których byli zbyt głupi, by je zrozumieć. Historia jednak opowiada inną historię. Jak opisuje wzniosłe dzieło Briana Merchanta Blood in the Machine, luddyci byli wykwalifikowanymi rzemieślnikami, walczącymi o swój sposób życia z „szatańskimi młynami” – zakładami tekstylnymi napędzanymi przez dzieci-półniewolników. W ramach taktyki protestu luddyści, którym zakazano tworzenia związków zawodowych, niszczyli maszyny. I nie przegrali z nieuniknionym marszem postępu. Przegrali z siłą fizyczną. Rząd wezwał wojsko, a luddytów albo rozstrzelano, albo wysłano do kolonii karnych w Australii.

Artyści też walczą o sposób na życie. A jeśli będziemy zbyt zdezorganizowani, aby zwyciężyć, będzie to strata dla wszystkich. Nieodpowiednie skrobanie firm zajmujących się sztuczną inteligencją mogło zacząć się od pracy ilustratorów takich jak ja, ale rozrosło się i obejmuje wszystko inne. Rozciąga się na miliardy dolarów, które te firmy trwonią każdego roku, na spalany przez siebie węgiel, rzadkie minerały w ich chipach, na ziemię, na której znajdują się ich centra danych, na kulturę, edukację, zdrowy rozsądek i naszą wyobraźnię. W zamian za całość świata ludzi i nieludzi, władcy technologii mogą nam zaoferować jedynie dystopię. Ich fantastyczna przyszłość nie zawiera ani znaczącej pracy, ani prawdziwych społeczności, a jedynie roboty rozmawiające ze sobą, nie pozostawiające nam nic.

Molly Crabapple jest artystką i autorką książki Here Where We Live Is Our Country (Bloomsbury).

Dalsza lektura

Krew w maszynie: początki buntu przeciwko wielkiej technologii, Brian Merchant (Little, Brown, USA, 25 funtów)

Publikacja Enshittification: Dlaczego wszystko nagle się pogorszyło i co z tym zrobić, autor: Cory Doctorow (wersja, 22 funty)

Technofeudalizm: co zabiło kapitalizm, Yanis Varoufakis (Bodley Head, 19,95 funtów)