Strona główna Wiadomości Recenzja The Fear of 13 – Adrien Brody i Tessa Thompson prowadzą...

Recenzja The Fear of 13 – Adrien Brody i Tessa Thompson prowadzą solidny, bezpieczny transfer na Broadway | Broadway

8
0


Jeśli cena biletu za mięso i ziemniaki w Śmierci komiwojażera jest zbyt wysoka, wystarczy udać się zaledwie kilka przecznic na południe i pół przecznicy na wschód, aby dostać (nieco) tańszą wersję standardowego biletu na Broadway. Strach przed 13-tką dramatopisarki Lindsey Ferrentino jest tak szczery i przystępny, że można go niemal pomylić z filmem biograficznym tego rodzaju, którego premiera odbędzie się jesienią i ma na celu zwrócenie uwagi na nagrody. Podobnie jak te filmy, sztuka Ferrentino jest solidna, niezawodna i w większości niczym niezwykłym.

Na pewno warto zwrócić uwagę na prawdziwą historię, na której opiera się sztuka. Jest to jeden ze zbyt wielu przypadków w USA osoby bezprawnie więzionej przez dziesięciolecia. Strach przed 13-tką dotyczy Nicka Yarrisa, który spędził trudną młodość uzależnioną od narkotyków i kradnąc samochody, zanim został skazany za morderstwo zakończone wyrokiem śmierci. Yarris przez 22 lata przebywania w celi śmierci utrzymywał, że jest niewinny, korzystając z pomocy różnych prawników i wolontariuszki Jackie Schaffer, którą poślubił jeszcze w więzieniu. Yarris został ostatecznie uniewinniony na podstawie dowodów DNA, a swoje trudy zamienił w pamiętniki i film dokumentalny, które stanowią narracyjną podstawę sztuki.

Ferrentino i reżyser David Cromer ciężko pracują, aby uczynić tę linearną historię, rozgrywającą się głównie w ciasnych pomieszczeniach więzienia, czymś niezwykle teatralnym. Cromer, reżyser z Chicago, który pod koniec XX wieku zyskał sławę w Nowym Jorku dzięki swoim oszałamiającym produkcjom „Maszyna dodająca” i „Nasze miasto”, posługuje się tutaj podobnym modernizmem z połowy stulecia. Postacie często stoją w małych kałużach światła, zwracając się bezpośrednio do publiczności. Bardziej ruchliwe sceny są blokowane w obrazach prezentacyjnych. Podaje się nam sztukę, a także w pewnym sensie ideę spektaklu; w nagiej teatralności Strachu 13 jest coś niemal brechtowskiego.

Co sprawia, że ​​chciałoby się, żeby tekst sztuki zrobił coś bardziej pomysłowego. Jest to natomiast dość konwencjonalny plan lat spędzonych w więzieniu Yarrisa, skupiający się szczególnie na jego rozmowach z Schafferem, zwanym tutaj po prostu Jacki. Dzięki tym dialogom poznajemy istotne szczegóły historii Yarris, recytację osi czasu, która zatrzymuje się jedynie na chwilę na wzniosły moment – ​​szczególnie na muzyczną przerywnik, w którym dwoje zakochanych więźniów śpiewa sobie nawzajem. Pisma Ferrentino są w najlepszym wydaniu ostre i porywające. Kiedy jednak próbuje czegoś bardziej lirycznego, jak w przesadnym, końcowym monologu sztuki, szybko popada w niejasność i banał.

Nadała także sztuce przekrzywioną strukturę. Zanim Nick i Jacki rozpoczynają swój związek, następuje wiele nakryć do stołu i wstępów, a potem ta część jest przyspieszana – być może po to, aby gra trwała 110 minut bez przerw. Odpowiednio odczuwamy przygnębienie i brutalne ograniczenia więziennego życia Yarrisa, ale nie czujemy wystarczająco trwałej pasji, którą dzielił z Jacki, która pomogła Yarrisowi wyrwać się z rozpaczy, gdy ten wypracowywał drogę do wybawienia. Kiedy sztuka śpieszy się do zakończenia, Jacki zostaje ubezpieczona, stając się bardziej narzędziem fabularnym niż równorzędnym partnerem.

A szkoda, bo Tessa Thompson, gwiazda filmowa, która czasami potrafi zachować się w filmie z dystansem, zagrała nią z ciepłem i niedopowiedzeniem. Scena może być jej idealnym miejscem; bez wysiłku wypełnia przestrzeń teatru, rzucając blask na imponującą scenografię Arnulfo Maldonado. Jej partnerem jest dwukrotny zdobywca Oscara Adrien Brody, który ponownie wciela się w tę rolę po występie w Londynie pod koniec 2024 roku. Z tej dwójki jest słabszy, mówi w niespecyficznym nowojorskim (prawdziwy Yarris ma łagodniejszy akcent z hrabstwa Delaware, znany fanom Mare z Easttown) i pełen żylastej energii jednoosobowego przedstawienia. Ale on i Thompson dobrze się uzupełniają; Najbardziej wzruszające momenty w życiu Brody’ego to moment, w którym Yarris i Jacki zostają złapani w chwili intymności.

Kiedy jednak pod koniec przedstawienia zaczyna padać deszcz, Brody puchnie, dopasowując się do dziwacznej scenografii chwili. Szczególna historia Yarris zostaje ostatecznie spłaszczona do bardziej ogólnego rozważenia codziennego piękna życia, wszystkiego, co jest uważane za oczywiste, dopóki ktoś, podobnie jak Yarris, nie zostanie skradziony światu. To dość godne uczucie, ale bardziej boleśnie i wyraziście wyrażone, powiedzmy, w „Naszym mieście”. Człowiek opuszcza Strach 13 z pewnością przerażony niesprawiedliwością wyrządzoną Yarrisowi i poruszony jego podróżą do wolności, ale jest to uczucie ulotne. Ferrentino i Brody nie zakopali się wystarczająco głęboko, aby gra się kleiła. To teatr grzeczny, który raczej łagodzi niż pali.