To nie jest spektakl polityczny – zapowiada na wstępie Yousef Sweid, pomimo prowokacji tytułem i stosu transparentów protestacyjnych na scenie. Sweid, izraelski Palestyńczyk mieszkający w Berlinie, przyjechał właśnie, aby porozmawiać o swoim rozwodzie, mówi.
Konflikt izraelsko-palestyński mimo to podnosi głowę w sztuce Isabelli Sedlak i Sweida, wystawionej w zeszłym roku w Edynburgu. Sweid jest chrześcijańskim Arabem i Palestyńczykiem, który dorastał w Hajfie z izraelskim paszportem i przyjaciółmi po obu stronach podziału. Rozwodzi się ze swoją drugą żoną, która jest Izraelką i ma dzieci, które są pół-żydowskimi berlińczykami z austriacką krwią pochodzącą od potomków Holokaustu.
Pomiędzy… Yousef Sweid w Między rzeką a morzem. Zdjęcie: Holly Revell
Zatem naprawdę utknął, jeśli nie pomiędzy rzeką a morzem, to z pewnością pomiędzy spornymi krainami i tożsamościami. Czarujący na scenie, prowadzi z humorem i lekkością w dotyku, pomimo toczącej się z żoną walki o opiekę nad dziećmi, która chce zabrać ich dziecko z powrotem do Izraela.
Odgrywa rozmowy ze swoim prawnikiem rozwodowym w Berlinie, ale cofa się do dzieciństwa, ze wspomnieniami ojca, który namawia go, aby „zajął stanowisko”, żydowskiego dziecka, które w przedszkolu nazywa go „śmierdzącym Arabem”, żydowskich izraelskich dziewczyn, które kochają jego arabskość, i innych, którzy nazywają go kochającym Hamas zagrożeniem. Krążą żarty na temat IDF i zmiany jego nazwiska na żydowską odmianę, aby się dopasować.
Spektakl jest próbą eksploracji obszaru pomiędzy wzajemnymi podejrzeniami a nienawiścią, gdzie może rozkwitnąć zrozumienie, a może nawet empatia i braterstwo. Odwraca się więc od postrzegania konfliktu w czerni i bieli, pozwalając nieporozumieniom wisieć, niewypowiedziane i nierozwiązane. Sweid wypowiada głos swoim rodzicom, przyjaciołom i dziewczynom, co czasami jest mylące, ale oferuje wiele punktów widzenia. Zmienia języki, aby odzwierciedlić swój stan pośredni, z angielskiego na hebrajski, arabski i niemiecki.
Dojście do sedna serialu zajmuje trochę czasu: presja, jaką odczuwa ktoś taki jak Sweid, aby zająć stanowisko, zwłaszcza po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. i następującym po nim izraelskim bombardowaniu Strefy Gazy. Pozostaje beztroski być może zbyt długo, ale nabiera siły, gdy staje się poważniejszy. Niechęć do zajęcia którejkolwiek strony wydaje się brakiem współczucia, zarówno w przypadku żydowskiego przyjaciela, który znał kilka osób zamordowanych 7 października, jak i jego palestyńskiego przyjaciela, którego przyjaciele byli wykorzystywani seksualnie przez izraelskich żołnierzy i sąsiadów aresztowanych bez konkretnego powodu.
Być może tak właśnie wygląda przestrzeń pomiędzy, sugeruje sztuka. Aby nawiązać połączenie, wstrzymanie się od ostatecznego pytania „za mnie czy przeciwko mnie?” wyrok jest kluczowy. Utopia nie ma granic – mówi i tak ją pozostawia.
W teatrze Royal Court w Londynie do 9 maja.