Strona główna Kultura Recenzja „This Is a Gardening Show” – nowy, uroczy serial Zacha Galifianakisa...

Recenzja „This Is a Gardening Show” – nowy, uroczy serial Zacha Galifianakisa wydaje się być idealnym serialem telewizyjnym | Telewizja

8
0


Może to brzmieć dla niektórych jak herezja, ale mogę śmiało stwierdzić, że powodem, dla którego nie jestem wykwalifikowanym ogrodnikiem, jest Świat Ogrodników. Kiedy dorastałem, Gardeners’ World – telewizja na spotkania na zlecenie mojego ojca – wydawało mi się najdłuższym i najnudniejszym 30 minut w tygodniu. Kiedy włączyła się melodia przewodnia, poczułem, jak opuszczają mnie siły życiowe. Jakże inaczej mogłoby wyglądać wszystko, gdyby wtedy istniało „This is a Gardening Show”.

Program „This Is a Gardening Show”, prowadzony przez Zacha Galifianakisa, sprawia wrażenie programu idealnego. Po części lekcja, po części żart i po części ostrzeżenie – sześć 15-minutowych odcinków serialu ma tak niesamowicie lekką atmosferę, że masz ochotę wybiec na zewnątrz i zanurzyć ręce w ziemi.

Duża w tym zasługa Galifianakisa. Galifianakis, wieloletni ogrodnik, który zaczął uprawiać orzeszki ziemne po przeprowadzce do Los Angeles, udaje mu się znaleźć idealne miejsce dla ciekawskiego początkującego. Robi to rozmawiając z wieloma dziećmi.

Każdy odcinek rozpoczyna się pozornie zaimprowizowanymi wywiadami z dziećmi. To sprytne posunięcie, bo pozwala Galifianakisowi rozciągnąć mięśnie, nad którymi pracował Między dwiema paprociami, na przemian absurdalnie i kpiąco. W pierwszym odcinku gra w „prawda czy fałsz” na temat różnych odmian jabłek. „Czerwone pyszne?” – pyta nieco niedowierzające dzieciaki. „Palce kiełbaskowe? Miasto biegunki?” Jest nieskończenie uroczy, a dzieci niezmiennie się w nim zakochują.

Sweet spot… w każdym 15-minutowym odcinku znajduje się część, w której Galifianakis rozmawia z dziećmi. Foto: AP

Następnie Galifianakis wyrusza na spotkanie z ekspertem. To tutaj dzieje się sedno informacji ogrodniczych. Odwiedza skąpaną w słońcu plantację pomidorów i poznaje rodzaje pomidorów, które z największym prawdopodobieństwem przetrwają kryzys klimatyczny. Poznaje specjalistkę od kompostowania, którą tak bardzo cieszy swoją praca, że ​​trudno nie zachwycić się każdym jej słowem. Idzie żerować i pyta: „Czy to wyniszczy moje wnętrzności?”

Pomimo tych wszystkich rozmów o toalecie – jest też fragment zatytułowany Bobbing for Turds, który jest dość oczywisty – nie można zignorować czystego uroku This Is a Gardening Show. Wyreżyserowany przez Brooka Lindera, człowieka odpowiedzialnego za nadanie zeszłorocznemu „Wszystkim na żywo z Johnem Mulaneyem” tak charakterystycznego wyglądu, serial przypomina zabawniejszą i bardziej zrzędliwą Ulicę Sezamkową. Małe animowane traktaty oferują lekcje historyczne na temat różnych produktów, a odcinki są ozdobione zdjęciami poklatkowymi, które pokazują, jak szybko możesz zjeść to, co zasadzisz.

Trudno sobie wyobrazić lepszego gospodarza tego programu. Galifianakis wie, że jest to praca dla początkujących – z góry twierdzi, że sam prawie nic nie wie – dlatego z radością patrzy, jak samokrytycznie obrzuca się samym sobą za to, że nie zna już różnych metod ogrodniczych. A kiedy niektórzy z ekspertów okazują się podstępnymi postaciami, widać, jak bardzo jest podekscytowany możliwością wspólnej zabawy. Dobrym przykładem jest Murray, siwy hodowca kukurydzy, którego ciąg (piskliwych) wulgaryzmów natychmiast podważa tezę Galifianakisa, że ​​ogrodnictwo czyni wszystkich szczęśliwszymi.

„Przyszłość jest agrarna”… Galifianakis z pasją troszczy się o planetę. Foto: AP

I wtedy, głęboko w DNA serialu, kryje się ostrzeżenie. Galifianakis wielokrotnie stwierdza, że ​​„przyszłość jest agrarna”, ponieważ ludzkość nie jest w stanie utrzymać niezrównoważonego tempa konsumpcji, jeśli nie nauczy się uprawiać własnej żywności. Najwyraźniej jest to sprawa, w którą gorąco wierzy, ale wie, że nie należy wpychać jej ludziom do gardeł. Lepiej pokazać im, jaka to świetna zabawa i jak satysfakcjonujące może być jedzenie rzeczy, które sam wyhodowałeś, oraz wieczna radość z dowcipu o kupce w odpowiednim czasie.

Zastanawiam się, co ludzie tacy jak mój tata – którego półki zapełnione są książkami o ogrodnictwie i który nie kocha niczego bardziej niż zatracanie się w chwastach związanych z konkretnymi technikami ogrodniczymi – pomyślą o „This Is a Gardening Show”. Coś mi mówi, że to nie będzie dla nich. Może się to okazać nieco zbyt podstawowym poziomem. I dobrze, bo Świat Ogrodników nadal istnieje. I to jest całkowicie dobry serial. Nawet ja w końcu zacząłem to doceniać.

Ale dla nowicjuszy „This Is a Gardening Show” jest idealny. To zabawne, wygląda pięknie i przepełnione jest tak nieskrępowanym entuzjazmem, że nie można się powstrzymać. Już planuję pokazać to moim dzieciom. Jeśli wyląduje tak mocno, jak myślę, następne pokolenie ogrodników zacznie tutaj.

„This Is a Gardening Show” jest już dostępny w serwisie Netflix.