Strona główna Sport Arsenal przygotowuje się do meczu z Atlético w poszukiwaniu przeboju, który zapewni...

Arsenal przygotowuje się do meczu z Atlético w poszukiwaniu przeboju, który zapewni szczyt na początku sezonu | Arsenał

9
0


To był ten wieczór, kiedy Arsenal wygłosił swoje pierwsze ważne oświadczenie w sezonie w Lidze Mistrzów, ogłaszając chęć dotarcia do samego końca w najbardziej efektownych rozgrywkach w Europie; tworzyć historię klubu. Powitali Atlético Madryt w trzeciej rundzie meczów fazy ligowej, co stało się wizytówką wszystkich najlepszych elementów drużyny Mikela Artety.

Przykręcana obrona drzwi. Wściekła kontrapresja. Fizyczność. Szybkość i bezwzględność. Stała produktywność. I, powiązana ze wszystkim oprócz najważniejszego, całkowita wiara w siebie. Arsenal nie był w stanie znaleźć wyjścia w pierwszej połowie ani na początku drugiej – było ciasno – ale nie wpadli w panikę, bo wiedzieli, że bramka kiedyś nadejdzie. To było nieuniknione. Były nieuniknione.

Arsenal znajduje sposób, aby Chelsea odbiła się i dotarła do finału Pucharu Anglii | Tygodnik Piłkarski – wideo

Kiedy Gabriel Magalhães strzelił gola w 57. minucie, był to powód do druzgocącej salwy, a w 70. minucie Arsenal padał jeszcze przez trzy kolejne trzy minuty. Mecz zakończył się wynikiem 4:0, a Atlético odeszło poobijane i posiniaczone. Był koniec października, a występ i wynik Arsenalu w pierwszej połowie sezonu były w dużej mierze porównywalne.

Przygotowując się do rewanżu w półfinale Ligi Mistrzów, który będzie pierwszym meczem rozgrywanym w środowy wieczór na stadionie Metropolitano, można się zastanawiać, dokąd poszła ta drużyna. Wydaje się, że zabójstwo Atlético odbyło się dawno temu. Tam, gdzie było przekonanie, pojawia się niepokój, zwłaszcza wśród fanów. Tam, gdzie doszło do cięcia i pchnięcia, są blokady.

Główne statystyki od 22 marca, kiedy Arsenal przegrał finał Pucharu Carabao z Manchesterem City, pokazują, że strzelił pięć goli w siedmiu meczach. Zespół ciężko pracował, aby podnieść się i przedrzeć przeciwników, a nawet obrona czasami wyglądała niepewnie. Kiedy Atlético przybyło do miasta, było mniej zmęczenia i znacznie mniej presji. Sytuacja uległa zdecydowanej zmianie.

Viktor Gyökeres zdobywa uznanie po strzeleniu gola przeciwko Atlético w fazie ligowej. Zdjęcie: James Gill/Danehouse/Getty Images

U podstaw wszystkiego leży obsesja na punkcie wygrania Premier League po raz pierwszy od 22 lat, po zajęciu drugiego miejsca w ostatnich trzech sezonach. strach przed wydmuchaniem go lub, jak często się mówi, zabutelkowaniem.

Tego rodzaju drwiny były niesprawiedliwe podczas ich wyścigu do linii City w 2023 i 2024 roku. W pierwszym sezonie Arsenal spisał się lepiej, wyprzedził swoje możliwości i zmierzył się z jedną z najlepszych drużyn wszechczasów. W drugim wygrali 16 i zremisowali jeden z ostatnich 18 meczów ligowych. To nie była drużyna, której brakowało hartu ducha.

Tym razem byłoby inaczej w kolejnej walce z City, ponieważ Arsenal jest lepiej wyposażony pod względem głębi składu; są bardziej doświadczeni. I co równie ważne, nie jest to zespół City pokoleniowy. Wydawało się, że Arsenal jest w stanie stawić czoła temu wyzwaniu, więc potknięcia się spotęgowały.

Doprowadziło to do dziwnych rzeczy. Na przykład kibice Emirates wygwizdują drużynę po porażce z Bournemouth na początku tego miesiąca. W tym momencie prowadzili z dziewięcioma punktami przewagi, choć rozegrali dwa dodatkowe mecze.

Niewielkie zwycięstwo nad Newcastle w zeszłą sobotę charakteryzowało się niewielką ilością futbolu i niesamowitą ilością nerwowości. Co dziwne, niepokój związany ze zwycięstwem był większy niż po ligowej porażce z City w poprzedni weekend. Stworzyli to dlatego, że Arsenal grał na Etihad. Była możliwość. W zaciętym, wyczerpującym meczu z Newcastle 1:0, w którym zawsze istniała perspektywa katastrofy, nie było już tak wiele do odrobienia, a co za tym idzie, więcej negatywnych emocji i więcej powodów do zmartwień.

Sytuacja przeniosła się na Ligę Mistrzów. Kiedy Arsenal zremisował u siebie ze Sportingiem 0:0 w drugim meczu ćwierćfinału i wygrał 1:0 w dwumeczu, nie było wielkiego nastroju do świętowania. Niektórzy kibice byli bardziej zaniepokojeni tym, jaki ton nadał występ meczowi ligowemu z City cztery dni później. Oraz o tym, jak dwa wyczerpujące remisy z Atlético mogą wpłynąć na ligową kampanię.

Arteta był wyraźnie zirytowany, komentując, że wyglądało to tak, jakby jego zespół walczył „w dolnej trójce” ligi, podczas gdy w rzeczywistości był o krok od być może najlepszego sezonu. To nie jest tak, że Arsenal jest seryjnym rywalem w biznesowej końcówce Ligi Mistrzów. Są w czwartym półfinale, a do finału dotarli tylko raz – w 2006 roku przegrali z Barceloną.

Arteta chce uznania za rzadki poziom osiągnięć w Lidze Mistrzów – 100% rekord w fazie ligowej; jak Arsenal przejął skalpy Bayernu Monachium i Interu, nie mówiąc już o Atlético. Warto pobyć samotnie. Jak można to postrzegać jako drugorzędne? Okazja jest teraz kusząca, między innymi dlatego, że Arsenal jest wyraźnie w korzystniejszej połowie losowania.

Atlético w tym sezonie przeżywało wzloty i upadki, a ich niedawna forma raczej schodziła niż wzrastała. Kiedy w sobotę pokonali Athletic Club, przerwali passę czterech porażek z rzędu w La Liga, a w poprzednią sobotę przegrali w finale Copa del Rey w rzutach karnych z Realem Sociedad. Wśród tego wszystkiego znalazło się ćwierćfinałowe zwycięstwo Ligi Mistrzów nad Barceloną. Atlético jest genialne w swoim dniu, zapewnia mnóstwo rozrywki, a odzyskana sprawność supergwiazda Julián Alvarez będzie stanowić oczywiste zagrożenie w ataku. Nie są pozbawione luk.

Mikel Arteta chce, aby postępy Arsenalu w Lidze Mistrzów były bardziej doceniane. Zdjęcie: Ben Stansall/AFP/Getty Images

Artetę cieszy powrót do fitnessu swojej własnej supergwiazdy, Bukayo Saki. A jeśli zabraknie Kai Havertza, który doznał kontuzji mięśnia w meczu z Newcastle, to przynajmniej Eberechi Eze znajdzie się w składzie po prewencyjnej zmianie.

Stawka jest zawrotnie wysoka, a w myślach Arsenalu będzie to, jak blisko byli w półfinale zeszłego sezonu z Paris Saint-Germain, a żal skupiał się na spudłowaniu skądinąd znakomitego Saki w 80. minucie rewanżu, które zmniejszyłoby łączny deficyt do jednego gola.

Mimo wszystko Arsenal może pójść o krok dalej. Kolejny demontaż Atlético wydaje się fantazyjny. Jak Arteta wie lepiej niż ktokolwiek inny, chodzi wyłącznie o to, aby znaleźć się po właściwej stronie prawdopodobnie najmniejszej marginesu.