Strona główna Kultura Dream-pop w jego najbardziej boskim wydaniu: 20 najlepszych piosenek Cocteau Twins –...

Dream-pop w jego najbardziej boskim wydaniu: 20 najlepszych piosenek Cocteau Twins – ranking! | Pop i rock

7
0



20. Wosk i upadek (1982)

Na początku Cocteau Twins sprawiali wrażenie zespołu gotyckiego: posłuchajcie atmosfery Waxa i Wane’a w stylu Banshees – gitara jest bardzo podobna do Johna McGeocha – bas i maszyna perkusyjna z kołnierzem. Ale refren wyłania się z metaforycznej chmury suchego lodu, a głos Elizabeth Fraser już wyprzedza jej wpływy.

19. Półprezenty (1995)

Jeden z kilku intrygujących nowych kierunków obranych pod koniec ich kariery, EP-ka Twinlights oferowała nieprawdopodobne brzmienie Cocteau Twins, mniej więcej odłączone od prądu: ustawione na fortepian, smyczki i szept syntezatora, Half-Gifts jest całkowicie cudowne. (Jeśli wolisz, równie piękna, bogatsza dźwiękowo wersja znajduje się na ich ósmym i ostatnim albumie Milk & Kisses.)

18. Te oczy, te usta (1986)

W twórczości pełnej zapierających dech w piersiach moment, w którym rozpoczyna się refren „Te Eyes, That Mouth” – kiedy gitara nagle zamienia się w dźwięczny dźwięk, a Elizabeth Fraser uderza w serię wysokich, drżących dźwięków – jest jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach ze wszystkich.

17. Wiedz, kim jesteś w każdym wieku (1993)

Bardziej bezpośredni – i pełen emocji – niż wszystko, co Cocteau Twins nagrało wcześniej, debiutancki album Four-Calendar Café został chłodno przyjęty po wydaniu. Ale czas na nowo odzyskał swoją moc: ten otwierający album łączy leniwą gitarę akustyczną z tekstami, które bezkompromisowo opisują uwięzienie w żałobie po rozstaniu.

Cocteau Twins występujący na żywo, ok. 1994 r. Zdjęcie: Patrick Ford/Redferns16. Pandora (dla Cindy) (1984)

Trzeci album Cocteau Twins, Treasure, można postrzegać jako serię muzycznych portretów – każdy utwór nosi tytuł czyjegoś imienia. Głos Frasera nabiera napędowego charakteru podczas uroczego utworu Pandora (For Cindy), ale główną rolę odgrywa tu najbardziej niedoceniany atut zespołu: delikatnie wpleciony w utwór bas Simona Raymonde’a.

15. Musette i perkusja (1983)

Moment z przełomowego albumu Head Over Heels, na którym gotycka przeszłość Cocteau Twins wciąż była widoczna. Musette and Drums wyznacza nowy, bardziej abstrakcyjny styl wokalny Frasera pośród ciemnej chmury zniekształconych gitar; efekt jest silnie złowieszczy i ponury, a przymiotniki nie są zbyt często stosowane w odniesieniu do ich późniejszej twórczości.

14. Morze, połknij mnie (1986)

Doskonale oceniona współpraca z amerykańskim kompozytorem Haroldem Buddem, The Moon and the Melodies to marzenie o albumie. Złożony głównie z melancholijnych, pełnych pogłosów instrumentów instrumentalnych, Fraser dodaje tutaj nutę radości, gdy jej głos wznosi się nad fortepianem Budda i wielościeżkową gitarą Guthriego w otwierającym utwór Sea, Swallow Me.

13. Cico Buff (1988)

W bardziej rozsądnym świecie – w którym zespół w ogóle zadał sobie trud wydania jakichkolwiek singli z piątego albumu Blue Bell Knoll – senne, zadowolone i skąpane w słońcu westchnienie Cico Buff mogłoby być hitem. Mimo to dobro ostatecznie wyjdzie na jaw: obecnie cieszy się wirusową wszechobecnością na TikTok.

Zespół w 1993 roku. Fot: Dave Tonge/Getty Images12. Niebo czy Las Vegas (1990)

Szósty album Cocteau Twins „Heaven or Las Vegas” może być arcydziełem zespołu: wszystkie utwory na tej liście mogą pretendować do miejsca na tej liście. Ale utwór tytułowy to szczególna radość, subtelne ulepszenie brzmienia, które sprawia, że ​​jest jaśniejsze i bardziej komercyjne – ten refren! – nie rezygnując przy tym z wyjątkowości zespołu.

11. Rilkejskie serce (1996)

Podobnie jak w przypadku swojego poprzednika, ostatni album Cocteau Twins, Milk & Kisses, spotkał się z zdecydowanie mieszanymi reakcjami: więcej niż jeden krytyk sugerował, że zespół stąpa po wodzie. Ma jednak swoje momenty, między innymi marzycielską, cykliczną melodię Rilkean Heart, w której Fraser analizuje swój związek z Jeffem Buckleyem.

10. Sinobrody (1993)

Sinobrody był pod wieloma względami głęboko nieprawdopodobną rozkoszą. Po pierwsze, kto w latach 80. mógł sobie wyobrazić utwór Cocteau Twins inspirowany muzyką country? Po drugie, kto by pomyślał, że kiedykolwiek wymyślą tekst tak przenikliwy i bezpośredni, jak badanie rozpadającego się związku?

9. Leniwy spokój (1986)

Victorialand to najbardziej leżący, ambientowy album Cocteau Twins. Pod nieobecność Simona Raymonde’a Fraser i Guthrie po prostu obeszli się bez basu i w dużej mierze zrezygnowali z utworów rytmicznych: na Lazy Calm pojawia się samotny bęben basowy, ale jego dźwięk wspomagany saksofonem wydaje się unosić i dryfować, odpowiednio ospały i niemożliwie wspaniały.

8. Różowy Pomarańczowy Czerwony (1985)

Wybór ośmiu utworów z bliźniaczych EP-ek Tiny Dynamine/Echoes in a Shallow Bay, Pink Orange Red powoli rozwija się od intro zawierającego prawie minutę samotnego echa gitary, poprzez refren, w którym wokal Frasera wykorzystuje „muzykę ustną” z oszałamiającym efektem, aż do płonącej, omdlewającej kulminacji gitary.

7. Frou-Frou Lisy w letnich pożarach (1990)

Pod zabawnym tytułem „no-more-Cocteaus” kryje się poważna piosenka napisana przez Raymonde’a o śmierci ojca. Słynny autor tekstów i aranżer z lat 60. otrzymuje odpowiednio epickie pożegnanie: piosenka wznosi się i opada, głos Fraser jest jednocześnie nieważki i duchowy: jej zdolność do przekazywania emocji bez (możliwych do zidentyfikowania) słów w najlepszym wydaniu.

6. Czkawka cukrowa (1983)

Head Over Heels to album, na którym Cocteau Twins odnaleźli coś dla siebie: zostawiając za sobą gotyckie afektacje, Fraser i Guthrie napisali piosenki, które eksplorowały ich rozwijający się związek w wystawnym, marzycielskim przypływie dźwięku. Singiel Sugar Hiccup brzmi ekstatycznie, oczyszczająco i zaraźliwie z miłością.

5. Palce Carolyn (1988)

Fraser opisał album Blue Bell Knoll jako brzmienie zespołu „płynącego z nurtem, bez oczekiwań” i słychać to w ekstatycznym Carolyn’s Fingers: brzmienie jest popowe, ale całkowicie własne; ekstrawagancko przekręcając Rs, czujesz, że jest zachwycona tym, co potrafi jej głos.

4. Lorelei (1984)

Lorelei ma zaskakująco funkowy nurt – za jednym naciśnięciem przycisku można do niej tańczyć, aczkolwiek w sposób, w którym nikt nie patrzy. Ale jego piękno tkwi w wzajemnym oddziaływaniu muzyki – mrocznej chmury gitary i syntezatorów – oraz wokalu Frasera, niesamowitej, wielościeżkowej mozaiki westchnień, gruchania, a nawet warczenia.

Robin Guthrie i Elizabeth Fraser w 1983 r. Zdjęcie: Kerstin Rodgers/Redferns3. Aikea-Gwinea (1985)

Bardziej niż jakikolwiek inny zespół Cocteau Twins zainspirował fioletową odmianę dziennikarstwa muzycznego, wyśmiewaną frazą „katedry dźwięku”. Ale jak uchwycić lśniącą, trzepoczącą magię Aikei-Gwinei bez kwiecistych metafor? Być może w bardziej przyziemnych słowach Guthriego: „To wkurza większość rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiliśmy”.

2. Funk w kolorze wiśni (1990)

To mówi coś o tym, jak daleko wyprzedzili grę Cocteau Twins, ponieważ brzmienie, które zaczęli eksplorować w 1983 roku, brzmiał idealnie na czasie w erze shoegaze w 1990 roku. Ale na Cherry-Coloured Funk prześcignęli swoich naśladowców: przejście od nastrojowych zwrotek do zachwyconych refrenów jest boskie.

1. Perłowe krople rosy (1984)

Można godzinami spierać się, czy to ich najlepszy utwór, ale jeśli chciałbyś zagrać komuś, kto nigdy nie słyszał Cocteau Twins, czegoś, co całkowicie oddawałoby ich wyjątkowy urok – niezrozumiałe teksty, dudniąca perkusja, brzęcząca gitara wypełniona efektami i tak dalej – byłby to Pearly-Dewdrops. To błogo melodyjna piosenka, pobłogosławiona całkowicie niezwykłym wokalem Frasera. Nurkuje, zawodzi, jednocześnie całkowicie namiętnie i zupełnie niezrozumiało, jakby śpiewała językami w jakimś dzikim, uszczęśliwiającym stanie. Cocteau Twins mogli okazać się niezwykle wpływowi – w ich cieniu istnieje cały podgatunek dreampopu – ale 40 lat później nikt inny tak naprawdę nie brzmiał tak.