To podwójna 30. rocznica dla Belle i Sebastiana, których dwa pierwsze albumy, Tigermilk i If You’re Feeling Sinister, ukazały się w 1996 roku. Nie żeby większość ludzi słyszała wtedy Tigermilk: do reedycji w 1999 roku powstało tylko 1000 egzemplarzy. Jednak razem wzięte stanowiły doskonałe wprowadzenie do prywatnego świata frontmana Stuarta Murdocha, pełnego estetów i odmieńców (jak dziewczyna z „Oczekiwaniach”, „tworząca z gliny naturalnej wielkości modele Velvet Underground”), równie zachęcające jak debiut The Smiths, filmy Wesa Andersona z lat 90. czy opowiadania JD Salingera.
Glasgowians szybko stali się bardziej różnorodni i ekstrawertyczni, ale to właśnie te dwie płyty, wykonane tutaj w całości przez dwa wieczory, uczyniły ich kultowymi. Jak mówi w filmie wprowadzającym były basista Stuart David, mieli w sobie „nieco szamboliczną magię”.
W przypadku większości albumów wyzwaniem jest odtworzenie ich na żywo, ale Tigermilk, nagrany w trzy dni przy napiętym budżecie przez sześć osób, które nigdy wcześniej razem nie grały, w rzeczywistości jest lepszy dzięki wykonaniu. Belle i Sebastian, będący teraz bujnym, doświadczonym dziewięcioosobowym składem (w tym cztery z sześciu oryginalnych), rozjaśniają kolory, szczególnie w bardziej hałaśliwych piosenkach, takich jak You’re Just a Baby, i podkreślają skalę albumu. Choć wyraźnie zawdzięcza to Nickowi Drake’owi i Feltowi (których pomysłodawca, Lawrence jest dziś na widowni), kiwa także głową mariachi w „Oczekiwaniach” i „Sterelab” w „Electronic Renaissance”. Każdej piosence towarzyszy krótki film, który mówi o filarach zespołu: używanym winylu, niezależnych komiksach, Paryżu lat 60. Witamy w ich świecie.
Prywatny wszechświat… Bella i Sebastian. Zdjęcie: Sonja Horsman/The Guardian
Tigermilk został ukończony, druga połowa serialu to bardziej kudłata wędrówka po katalogu, w tym wysublimowany melodramat dla uczniów Lorda Anthony’ego i tęga, dławiąca się Lazy Line Painter Jane. Od 1996 roku Murdoch ewoluował od enigmatycznego mistrza kawalerek do uszczęśliwiającego ludzi Chrisa Martinesque, dowcipnego i kampowego. Opowiada historie, robi komiczne dygresje, wędruje w publiczność. Zawsze zaprasza na inwazję sceniczną, ale ta trwa trzy utwory. Jednak to pierwsza połowa czyni dzisiejszy wieczór wyjątkowym. Murdoch żartuje, że debiut w stylu „zrób to sam” po raz pierwszy może być ryzykowny („Wszystkie wypełniacze, żadnych zabójców”), ale nieważne samodeprecjonujące tupanie – ta radosna reanimacja udowadnia, że dokładnie wiedział, co robi.
Belle i Sebastian wykonują If You’re Feeling Sinister w Royal Albert Hall w Londynie, 9 kwietnia; następnie wyruszy w trasę z okazji dwóch koncertów rocznicowych w Manchesterze, Meksyku i Ameryce Północnej.