Nie było wielkim szokiem dla Christophera Andersona, gdy dowiedział się, że jego nazwisko znajduje się w aktach Epsteina. W 2015 roku magazyn New York zlecił mu sfotografowanie amerykańskiego finansisty na potrzeby zaplanowanego wywiadu profilowego przeprowadzonego przez amerykańskiego dziennikarza Michaela Wolffa.
„W ogóle nie wiedziałem, kim był Jeffrey Epstein” – mówi Anderson. Przyznaje, że często nie sprawdzał, jakie osoby fotografuje, i rozpoczynał tę pracę nieświadomy, że Epstein jest przestępcą seksualnym wobec dzieci, skazanym w 2008 roku za nagabywanie do prostytucji nieletnich i odsiadującym 13 miesięcy więzienia w hrabstwie Palm Beach na Florydzie. „Wiedziałem, że ten facet jest bogatym i potężnym człowiekiem powiązanym z bogatymi i wpływowymi mężczyznami”.
Epstein zażądał wcześniejszego spotkania, „aby mnie przesłuchać” – uważa Anderson – i wynegocjować zakup praw do zdjęć za 20 000 dolarów (15 000 funtów). Anderson pamięta „całkiem wytrącającą z równowagi osobę. Bawił się teatrem zastraszania. Chciał mi wywrzeć wrażenie, że jest kimś potężnym, z kim nie chciałbym się spotkać”.
Zdjęcia kręcono w domu Epsteina w Nowym Jorku, gdzie w jednym pokoju znajdował się wypchany tygrys. „Epstein był przerażającym facetem o szczególnym guście do dekoracji wnętrz w stylu Donalda Trumpa” – mówi Anderson. Inne rzeczy, których był świadkiem, z czasem nabrały bardziej złowrogiego znaczenia, na przykład „młoda kobieta ze wschodnioeuropejskim akcentem, która otworzyła drzwi. W pewnym momencie demontowała stół do masażu, który znajdował się w jednym z pokoi”.
Artykuł w czasopiśmie upadł. Według Andersona Epstein zaczął następnie żądać zdjęć i to właśnie wymiana e-maili między Andersonem a Lesleyem Groffem, wieloletnim osobistym sekretarzem Epsteina, znajduje się wśród 3,5 miliona stron opublikowanych przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych. Ich wymiana zdań zakończyła się wysłaniem przez Epsteina mężczyzny imieniem Merwin – „bardzo dużego, z bardzo dużymi dłońmi w czarnych skórzanych rękawiczkach” – wspomina Anderson – do studia fotografa. „To było bardzo mafijne. Wysłał go, żeby mnie zastraszył i upewnił się, że dostanie dysk twardy. „
Niedawno Anderson ponownie odkrył kopie, które zapisał na innym dysku twardym. Jedno ze zdjęć zrobionych w rezydencji Epsteina przedstawia wydrukowaną wiadomość e-mail leżącą na biurku, która wydaje się przedstawiać roszczenie o kwotę 60 000 dolarów (45 000 funtów) z tytułu niezapłaconych wynagrodzeń pracowników w związku z Andrew Mountbatten-Windsorem i Sarah Ferguson. Z akt Epsteina wynika, że były książę i jego ówczesna żona zwrócili się do Epsteina o pomoc, prawdopodobnie prosząc go o uiszczenie rachunku w ich imieniu. „Zrobiłem kilka zdjęć w jego domu” – mówi Anderson. „Szkoda, że nie udało mi się teraz zrobić o wiele więcej”.
podwójny cudzysłówJestem fotografem. Chcę sfotografować najbardziej fascynujące rzeczy w moim momencie na tej planecie
Zdjęcia Epsteina pojawiają się w nowej książce Andersona „Index”; to obszerny zbiór prac powstałych na przestrzeni ostatnich 30 lat, w tym uderzające zdjęcia z Haiti i Afganistanu, fotografia uliczna z Chin, samochody, rodzinne wakacje, Donald Trump i najnowsze portfolio bliższego kręgu prezydenta.
Urodzony w 1970 roku w Kelowna w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, Anderson dorastał w Abilene w Teksasie. W 1999 roku on i dziennikarz Michael Finkel dołączyli do 44 haitańskich uchodźców na małej, drewnianej łodzi domowej roboty, którzy próbowali przedostać się do USA. Statek zaczął tonąć na otwartej wodzie. Na szczęście amerykańska straż przybrzeżna przybyła w samą porę. Zdjęcia Andersona z łodzi przyniosły mu złoty medal Roberta Capy w 2000 r. i zaowocowały pracą w strefach konfliktu, w tym w Afganistanie, Gazie, Libanie i Iraku po 11 września. „Jestem fotografem. Chcę sfotografować najbardziej fascynujące rzeczy w danej chwili na tej planecie” – mówi.
Obecnie mieszkający w Paryżu Anderson pracuje głównie nad portretami gwiazd (George Clooney, Jeremy Allen White, Rosalía) dla magazynów, a także nad projektami osobistymi, w tym przy tworzeniu filmów. Kiedy Vanity Fair poprosiło go o sfotografowanie zespołu Trumpa w Białym Domu, założył, że chce, aby potraktował ich jak „celebrytę”, dlatego początkowo odmówił, zgadzając się na występ dopiero, gdy powiedzieli mu, że chcą, aby „odkurzył” swój „kapelusz dziennikarza”. Mimo to wielu fotografów odmówiłoby przyjęcia tego zlecenia. „Uznałem, że moją rolą jako fotografa jest opisanie tego, czego doświadczyłem i zobaczyłem – tak dokładnie i szczerze, jak tylko mogłem” – mówi. „To jest ta praca”.
Czy ta dziennikarska odpowiedzialność rozciąga się także na znanych pedofilów? Wielu fotografów nie chciałoby mieć nic wspólnego z kimś takim jak Epstein. Wiedząc to, co wiemy teraz, łącznie z dziesięcioleciami handlu przez Epsteina nieletnimi dziewczętami w celach seksualnych, czy Anderson nadal przyjąłby zlecenie fotografowania go, gdyby żył dzisiaj? „Tak, przyjąłbym to zadanie, ponieważ czuję, że moim obowiązkiem jest zrobić zdjęcie, które ujawni coś o tej osobie” – mówi. „Jeśli jest jedna rzecz, do której jestem przygotowany, to właśnie to”.
Zapisy historyczne… pięć obrazów z Indeksu
Jeffrey Epstein w swoim domu w Nowym Jorku, Stany Zjednoczone, 2015 (zdjęcie główne) „Ten portret przedstawia mężczyznę, który patrzy na mnie w sposób, który daje mi znać, że mnie onieśmiela. To nie jest zdjęcie celebryty. Lubię myśleć, że zrobiłem jego portret, który coś o nim mówi.”
Zdjęcie: Christopher Anderson/Magnum Photos
Staten Island Ferry, Nowy Jork, Stany Zjednoczone, 2011 „To zdjęcie zostało zrobione na promie Staten Island kursującym między Dolnym Manhattanem a Staten Island. Przechodzisz obok Statuy Wolności. Jest coś na tym zdjęciu, co przenosi mnie do idei imigracji, tego, co to znaczy być Amerykaninem, i sprzecznych uczuć, jakie wiążą się z tym w dzisiejszych czasach”.
Zdjęcie: Christopher Anderson/Magnum Photos
Środowisko Trumpa w Białym Domu „Zdjęcia grupowe to koszmar fotografa” – mówi Anderson. „Do tego dochodzą jeszcze czynniki: kim są ci ludzie i jak mało czasu macie na to. Wystąpiła ogromna presja.”
Zdjęcie: Christopher Anderson/Magnum Photos
Płonący rynek podczas zamieszek w Port-au-Prince na Haiti, 1999 r. „Długo pracowałem na Haiti. To był czas przewrotów politycznych. Tego dnia na rynku doszło do zamieszek i przemocy, a część rynku zapaliła się. To zdjęcie pokazuje, czym jest dla mnie Haiti – pięknym miejscem, które istnieje w rozdzierającym serce chaosie. „
Zdjęcie: Christopher Anderson/Christopher Anderson/Magnum Photos
Zakonnice podczas lotu z Mediolanu do Paryża, 2003 „To zdjęcie było dla mnie ważne, ponieważ stanowiło przeciwwagę dla mojej codziennej pracy, czyli fotografowania trudnych rzeczy na wojnie. To cudowny mały prezent od bogów fotografii, a kto nie lubi latających zakonnic!”
Indeks autorstwa Christophera Andersona jest publikowany przez Stanley/Barker.