Strona główna Kultura Dobry Boże, panno Molly! recenzja – władza ludzi w radosnym rock’n’rollowym wydaniu...

Dobry Boże, panno Molly! recenzja – władza ludzi w radosnym rock’n’rollowym wydaniu | Teatr

5
0


W pewnym momencie drugiej połowy zauważasz, jak intrygująco poruszył cię występ Boba Eatona. Do tego czasu nie masz powodu postrzegać tego jako więcej niż jednego z tych wesołych kawałków historii społecznej, typu, który podkreśla wspólne doświadczenia popu i polityki, wzbogaconego ścieżką dźwiękową standardów rock’n’rollowych i nadanym lokalnemu akcentowi z odniesieniami do ginących zabytków, takich jak huta stali Shelton Bar.

Kiedy po raz pierwszy wystawił Good Golly Miss Molly!, Eaton należał do awangardy przedstawień aktorsko-muzycznych! dla New Vic w 1989 r., a jego historia była aktualna. Chodzi o mieszkańców Hawes Street w Tunstall, którzy sprzeciwili się planowi rady dotyczącemu wyburzenia swoich domów w ramach programu oczyszczania slumsów i zamiast tego przedstawili skuteczny argument dotyczący modernizacji domów.

Reżyser zauważył, że muzyka jest spoiwem spajającym społeczność i że historię można opowiedzieć przez pryzmat zespołu spotykającego się ponownie na nostalgicznym spotkaniu w klubie towarzyskim. Molly jego tytułu (pięknie dyskretna Shirley Darroch w odrodzeniu Eatona) z wojowniczej uczennicy stała się wokalistką, pracownikiem NUM i przewodniczącą stowarzyszenia mieszkańców, po drodze znajdując samorealizację.

Headlinerami… Darroch, Jim Duah, Alice McKenna i Conor Litten. Zdjęcie: Andrew Billington

To część historii, która nie jest od razu oczywista ze względu na różne awantury rodzinne, ciąże i podróże tam i z powrotem do Londynu. Ale kiedy to uderza, wzmocnione przez niesamowitą kompanię doo, harmonizującą i zamieniającą instrumenty, wydaje się, że niepokój i tęsknota piosenek są doskonałym wyrazem walki klasy robotniczej Good Golly, Miss Molly! opisuje.

Miałoby to większy wpływ, gdyby konflikt został dokładniej zbadany. Być może w 1989 roku szczegóły były szerzej znane, ale sztuka daje jedynie pobieżny obraz tego, co mieszkańcy mają do stracenia, a w postaci współczującego radnego Eddiego (David Ahmad) jedynie mglisty obraz sił, z którymi muszą się zmierzyć. Istnieje jednak radosne poczucie muzyki, która wciąga nas do akcji – dosłownie dla osób w pierwszym rzędzie – i ożywia sezon z okazji 40. rocznicy firmy.