Pytania otwierające w wywiadach z gwiazdami są odważne. Nie możesz sobie wyobrazić Nortona, Rossa czy Winklemana zaczynających od tego. Ale najnowszy gość The Assembly, Stephen Fry, właśnie siada na krześle, gdy na początek dostaje to: „Kilka razy próbowałeś się zabić. Czy jesteś szczęśliwy, że teraz żyjesz?”
Zgromadzenie nie jest oczywiście standardowym chatshow. To ten, w którym sławna osoba jest przesłuchiwana przez grupę młodych dorosłych z neurodywergencją lub trudnościami w uczeniu się, których w mniejszym stopniu ograniczają zwykłe protokoły wywiadów telewizyjnych. Każde pytanie jest jednocześnie czymś, czego żaden konwencjonalny ankieter nigdy nie pomyślałby o zadaniu, i czymś, na co od razu jesteśmy zainteresowani reakcją gościa. Gwiazdy wchodzą do jasnego pokoju z wysokimi oknami i widokiem na Tamizę z mieszaniną radości i niepokoju, wiedząc, że sztuczki i pretensje, które zwykle je chronią, tutaj nie mają zastosowania. „Widziałem was” – mówi Fry wchodząc do środka. „Uśmiechnięci zabójcy!”
Ale chociaż perspektywa wywiadu, podczas którego gościowi zadawane są bezpośrednie pytania – zamiast być obrzucanym anegdotami o softballu – wyraźnie przynosi widzom ulgę, odciąża także celebrytę, dając jej szansę przypomnienia wszystkim, dlaczego jest na piedestale. W przypadku Fry’a w jego późniejszej karierze jego talentem jest popularyzacja komunikatora, wyjaśnianie prostych, ale głębokich idei, zwłaszcza dotyczących religii i zdrowia psychicznego. Chętnie mówi o myślach samobójczych, dokonując porównania z tym, jak można się czuć, wspominając złamaną kończynę: ból był ogromny, ale ten moment i ta osoba wydają mu się teraz obce.
Wiele pytań dotyczących Zgromadzenia to perełki same w sobie, nawet zanim otrzymano na nie odpowiedź. „Czytałam, że cierpisz na chorobę afektywną dwubiegunową. Jedna osoba w mojej rodzinie ją ma. Jak mogę im pomóc?” to piękna rzecz, gdy jeden człowiek pyta drugiego, i znowu Fry jest w tym równy, ćwicząc przystępną, ale skuteczną analogię do choroby afektywnej dwubiegunowej, która przypomina szalejącą burzę: „W pewnym momencie wyjdzie słońce… to nie jest ich osobowość, to pogoda w nich”. Pomiędzy dwoma pytaniami dotyczącymi najciemniejszych chwil Fry’a zostaje zapytany: „Czy możesz mi pomóc poznać Céline Dion?”, „Ile wydałeś na kokainę?” i „Jesteś na górze czy na dole?”, ale patos bezczelnych zapytań tylko pogłębia patos tych poważnych.
Zasada, że gang Zgromadzenia może zrobić, co im się podoba, rozciąga się na to, że niektórzy z nich o nic nie pytają. Więc początkujący aktor imieniem Luca wstaje i zamiast tego wykonuje The World Is Too Much With Us Williama Wordswortha. I rzeczywiście go wykonuje, a nie tylko recytuje, umieszczając go gdzieś pomiędzy monologiem Szekspira a dramatycznym momentem mówionym z księgi musicalu. Telewizja rzadko widziała coś takiego, a Fry, ku swojej radości, najwyraźniej nigdy.
W inny sposób zostaje oślepiony przez uśmiechniętego zabójcę Jacoba, który dokładnie wie, co robi, kiedy wstaje i wymachuje kartką papieru: „Robiłeś reklamy dla Heinekena, Alliance & Leicester, Twinings, Pioneer…” Następnie następuje recytacja absurdalnie wydłużonej listy firm, przypominająca komiks z powieści Fry’a „Kłamca” z 1991 r., w którym bohater, Adrian, wykrzykuje do mikrofonu przypadkowe nazwy marek, próbując nakręcić o tym film dokumentalny. jego college’u w Cambridge nie można było transmitować w BBC. Jacob kontynuuje: „Walkers chips, Marks & Spencer, Honda, Virgin Media, Trebor Extra Strong Mints, After Eight Mints…” Uświadomił sobie, że to jeden z tych żartów, który jest zabawniejszy, jeśli trwa dłużej, niż ktokolwiek się spodziewa. Ale w końcu się kończy: „…Direct Line, EE i Whitbread”. Zasłużył sobie na rosnący, falujący śmiech, wymieniając wszystkie oferty pracy w reklamie Stephena Fry’a, jakie mógł znaleźć, Jacob robi pauzę, zanim zada nokautujący cios. „Czy jest coś, czego nie zrobiłbyś dla pieniędzy?”
Wywołuje to radosną wrzawę, zwłaszcza ze strony samego Fry’ego, który chętnie poddaje się programowi będącemu slalomem pomiędzy bezlitosnym sondowaniem programu „In the Psychiatrist’s Chair” Radia 4 a bezczelnym przekłuwaniem celebrytów, które często powtarzały Dame Edna Everage lub pani Merton.
Na koniec Fry zostaje poczęstowany piosenką i jest to ostatnia sztuczka, jaką przygotowało Zgromadzenie, aby delikatnie rozebrać gościa. Film Niny Simone „Chciałbym wiedzieć, jak to by było być wolnym” może nie być oczywistym wyborem dla wygodnej białej osobowości telewizyjnej, ale wcześniej podczas spotkania Fry mówił o strachu i traumie, jakie wciąż wywołuje u niego antysemityzm. Kiedy rozpoznaje początkowe takty, w jego oczach pojawia się wyraz podobny do tego, kiedy opowiadał o swojej chorobie afektywnej dwubiegunowej. Jednakże występ w The Assembly jest wyzwalającym doświadczeniem. Gdy tempo piosenki wzrasta, on wstaje i tańczy.