To była długa i powolna praca, ale po latach badań rynku i widowni, a także sukcesie filmów takich jak The Substance, finansujący horrory w końcu zaakceptowali niezaprzeczalny fakt: kobiety konsumują ten gatunek nie tylko dlatego, że są na to gotowe, ale jako główna publiczność, która chce zobaczyć własne lęki i niepokoje w centrum uwagi. I jesteśmy tu po to, jak mówią dzieciaki, choć nieuchronnie oznacza to, że w ofercie będzie sporo tandetnego, bezczelnego ginocentrycznego horroru, często z hojnymi bocznymi porcjami niechęci do zjedzenia na bogato.
Ten film fabularny skupiający się na nastolatkach, podobnie jak niedawny gorący serial telewizyjny The Beauty, jest tego dobrym przykładem. Wyreżyserowane przez Nancy Leopardi, napisane przez Jonathana Bernsteina i Jamesa Greera (autora scenariusza „Unsane” Stevena Soderbergha), „The Cure” to opowieść o samotności biednej, małej, bogatej dziewczynki, która ma mnóstwo mądrych pomysłów, ale zbyt mocno skraca narrację, aby przenieść ją na wyższy poziom.
Główną bohaterką jest nastoletnia Ally Braun (Samantha Cochran), której diagnoza tocznia, choroby autoimmunologicznej, powoduje, że jest owinięta w pluszową izolację w rezydencji w Malibu, pod okiem jej niezwykle bogatych rodziców Jeffa (David Dastmalchian) i Georgia (Ashley Greene) oraz pluton służby. Pewnego dnia, gdy Jeff i Georgia organizują imprezę dla klientów zainteresowanych suwerenną wyspą, którą przygotowują dla bogatych, aby mogli na niej mieszkać na wypadek apokalipsy, Ally zakrada się na plażę i zaprzyjaźnia się z intruzem Brooke (Sydney Taylor), młodą kobietą w wieku Ally z bogatą kolekcją szydełkowanych krótkich topów, która nie jest do końca tym, kim się wydaje. Rodzice Ally niechętnie pozwalają im spędzać razem czas, aby zapewnić córce pozory normalnego życia nastolatka, ale wkrótce wykroczenia prowadzą do mrocznych odkryć dla wszystkich zaangażowanych.
Trudno opisać, co sprawia, że ta praca jest tak interesująca, nie psując jej, ale powiedzmy, że jako satyra ma helikopterowe rodzicielstwo, złowrogie innowacje medyczne wydłużające życie i naszą obsesję na punkcie młodości i piękna. Szkoda, że ostatnie rozdziały nie łączą tych płodnych tematów w bardziej zadowalający sposób, a film po prostu łączy wszystko za pomocą pobieżnej przemocy. Być może problemem był budżet, bo pomimo całego zamieszania wokół bajecznego bogactwa rodziny centralnej, ograniczone lokalizacje filmu i słabe oświetlenie zdają się ukrywać zasadniczy brak pieniędzy. Przynajmniej młodsi członkowie obsady mają charyzmę i iskrę, która pozytywnie napawa optymizmem.
The Cure dostępny jest na platformach cyfrowych od 13 kwietnia.