Strona główna Kultura Drogi Jacku, recenzja Drogi Louise – wojenne zaloty listowe dostarczają intymnej historii...

Drogi Jacku, recenzja Drogi Louise – wojenne zaloty listowe dostarczają intymnej historii miłosnej | Teatr

11
0


Ta epistolarna historia dwojga ludzi szukających miłości jest całkowitym przeciwieństwem współczesnej aplikacji randkowej. Akcja rozgrywa się w czasach, gdy wiadomość była mniej lotna i wolniejsza niż poczta, jest to zachwycająca komedia romantyczna za pośrednictwem listów. Przedstawia Jacka (Preston Nyman) i Louise (Eva Feiler), którzy zaczynają do siebie pisać, ponieważ członkowie rodziny uważają, że mogą pasować. Jest rok 1942, Jack jest lekarzem wojskowym, leczy oparzenia i amputacje, a Louise jest tancerką próbującą włamać się do musicali na Broadwayu.

Prowadzi to od sztywnych zalotów do spotkania umysłów jak kreda z serem, a następnie rozwija się w prawdziwy związek, a wszystko to bez spotkania się żadnego z nich, pierwsza randka zostaje na zawsze przełożona, ponieważ Jack nie może dostać urlopu lub Louise bierze udział w programie objazdowym.

Napisany w 2019 roku przez Kena Ludwiga, szanowaną postać na Broadwayu (napisał między innymi książkę do musicalu Crazy For You), nie ma tego samego dramatycznego napięcia w stylu „nie chcą, oni”, jeśli już wiesz, że historia oparta jest na historii rodziców Ludwiga. A jednak sprawia, że ​​kibicujesz tej parze, nawet pomimo postaci, które wydają się znajome, przemawiających szerokim tonem do wojennej ścieżki dźwiękowej wszystkich złotych przebojów. Ludwig podnosi to wszystko ponad stereotypy.

Romans listów… Preston Nyman wysyła depeszę z frontu. Zdjęcie: Tristram Kenton/The Guardian

Siła spektaklu wyreżyserowanego przez Simona Reade’a tkwi także w prostocie: dwóch aktorów daje niezwykle szczere role po przeciwnych stronach sceny. Czujesz dla nich niepoprawne ciepło, gdy próbują wyrwać szczęście w czasie wojny.

Jest słodki, zabawny i zaskakująco poruszający, nawet jeśli nawiązuje do nostalgicznego ducha płaczu. Oprócz coraz bardziej gorącej historii miłosnej, zawiera także romans listów – ich intymność na papierze, konieczność czekania i fizyczny dotyk.

Zwrot akcji pod koniec zbyt mocno próbuje dodać emocjonalnego zagrożenia, które nie jest potrzebne. Już czujesz tę parę i chcesz, aby wojna się skończyła, aby mogli być razem. Tak, to pomysł równie wyświechtany jak „Spotkamy się ponownie” Very Lynn, ale jednocześnie nieodparcie podnoszący na duchu.

W teatrze Arcola w Londynie do 2 maja