Strona główna Kultura Recenzja „Mój wujek nie jest Pablo Escobarem” – kolorowy dramat bankowy Latinx...

Recenzja „Mój wujek nie jest Pablo Escobarem” – kolorowy dramat bankowy Latinx traci żądło | Teatr

9
0


W sztuce Valentiny Andrade, Elizabeth Alvarado, Lucy Wray, Tommy’ego Ross-Williamsa i Joany Nastari nie brakuje twórczych ambicji, eksplorujących doświadczenia latynoskich kobiet we współczesnym Londynie. W stylu koncertu popowego cztery niewyraźne postacie pozują do rytmu techno zmieszanego z opcjami z brytyjskiego spisu ludności. „Biały, czarny, azjatycki, mieszany” – mówi – Latinx jest szczególnie nieobecny.

Potem następuje zderzenie tożsamości w czymś, co wygląda jak gigantyczna opaska na włosy. Karnawał w Notting Hill czy karnawał w Rio? Brazylijskie bikini czy kostium kąpielowy? Aktorzy rozciągają gumkę w różnych kierunkach, tworząc obraz, który przedstawia ciągłe naciskanie i ciągnięcie, dając poczucie przynależności do dwóch miejsc jednocześnie. Później publiczność proszona jest o udzielenie odpowiedzi na pytania z testu na obywatela brytyjskiego; oczywiście mało kto zna odpowiedzi.

Szkoda zatem, że tak uderzające wizualizacje tego, jak to jest być latynoskim imigrantem, przyćmione są przez główną część serialu: fikcyjną narrację luźno inspirowaną skandalem HSBC z 2012 roku. Fabuła koncentruje się na Ale (Yanexi Enriquez), która łączy maturę z porannymi zmianami jako sprzątaczka w banku, oraz jej siostrze dziennikarce śledczej Catie (Lorena Andrea), która przyjeżdża z Chile i rekrutuje Lucię (Cecilia Alfonso-Eaton), aby działała pod przykrywką, dołączyła do zespołu Ale i przyjrzała się wyzyskowi praktyk banku.

Uderzające efekty wizualne… Nathaly Sabino. Zdjęcie: Tristram Kenton/The Guardian

To napad na bank w stylu Scooby-Doo, z chwilami pełnymi napięcia, gdy trio – do którego dołączyła sprzątaczka Honey (Nathaly Sabino) – ściga się, by dokończyć naruszenie bezpieczeństwa danych, podczas gdy wokół nich toczy się wystawna impreza. Istnieje kilka pomysłowych zastosowań rekwizytów, w tym zabawkowego chihuahua i plastikowej maski, a mimo to wydaje się, że jest to raczej siatka pomysłów niż coś płynnego.

Być może wynika to z faktu, że uznano pięciu autorów; czasami słyszymy głosy niektórych z nich, w tej produkcji również wyreżyserowanej przez Wraya i Rossa-Williamsa. Jest napięcie między rodzeństwem, poczucie, że nigdzie nie pasuje, a wątek imigracyjny pojawił się w ostatniej chwili. Jednak przesłanie, jakie scenarzyści chcą nam przekazać, ginie po drodze. Potrzebujemy więcej historii Latynosów – najszybciej rosnącej populacji w Wielkiej Brytanii – na naszych scenach. Ale tej sztuce brakuje jednoczącego skupienia.

W Brixton House w Londynie do 3 maja