Strona główna Kultura Recenzja Dydony i Eneasza – młody walijski talent błyszczy w Purcell |...

Recenzja Dydony i Eneasza – młody walijski talent błyszczy w Purcell | Opera

7
0


Mid Wales Opera podejmuje swoje produkcje OpenStages z pozytywnym zapałem misyjnym, pielęgnując zarówno lokalne społeczności, jak i wschodzące talenty wokalne. Zatem pełne oceny – jeśli nie pełne pięć gwiazdek – należą się im za tę inscenizację Dydony i Eneasza Purcella, zrealizowaną w niezwykły sposób w ciągu jednego intensywnego tygodnia pracy. Biorąc pod uwagę sposób, w jaki kompozytor dostosował swoją operę z 1689 roku dla pań z internatu Josiasa Priesta w Chelsea, był to wybór całkowicie trafny.

Pstrokata grupa amatorów utworzyła chór, przedstawiający na różne sposoby kartagińskich dworzan, wyznawców sabatu czarownic i marynarzy. Dobrze wyszkoleni w zakresie charakterystycznych gestów i ruchów, śpiewający w podobny sposób, od żywiołowego huśtania po smutnie trzeźwy, dali z siebie wszystko. Większy szlif wokalny zapewniła młoda obsada, z której część rozpoczęła już karierę wokalną, a wszystkim zajmował się z najwyższą starannością dyrygent Jonathan Lyness, zwłaszcza podczas jego akompaniamentu do ich recytatywów.

Reżyser Richard Studer był także projektantem niezwykle prostej, ale niezwykle efektownej scenografii: na tle zachodniego krańca katedry nieskomplikowana metalowa konstrukcja tworzyła centralny wysoki pawilon na podwyższeniu, elegancko otaczając akcję. Chór ubrany na czarno miał dziwaczny dodatek w postaci bladozłotej łaty na lewych kościach policzkowych, podczas gdy tytułowa para Królowej Dydony i Eneasza, ubrana w wyróżniającą się biel, miała bardziej wyszukane złote ozdoby na twarzy, odpowiadające ich królewskiemu i bohaterskiemu statusowi. Służące Dydony nosiły burgund; rozsypały płatki jak krople krwi, kolor ten następnie odbił się echem w długim aksamitie, który stał się rzeką krwi, ostatecznie owiniętą wokół umierającej Dydony.

Prosty, ale niezwykle efektowny zestaw: Dydona i Eneasz, Mid Wales Orchestra, Katedra w Brecon, kwiecień 2026. Zdjęcie: Stephen Cain

Tragiczna śmierć Dydony jest zawarta w jej pierwszej arii, a pełna wdzięku postawa i skupienie sopranistki Kathy Macaulay również od samego początku niosły ze sobą atmosferę bezbronności. Potwierdza się niechęć Dydony do przyjęcia zachęty do poślubienia Eneasza od jej głównej służebnicy, Belindy (ekspresyjny Alaw Grug Evans); potencjalne szczęście zostaje udaremnione przez złą Czarodziejkę i jej wiedźmy, chcące oszukać Eneasza, aby zapewnić ostateczne zniszczenie Kartaginy. Nieubłagany postęp w kierunku ostatniej arii Dydony „Kiedy jestem w ziemi”, co sprawia, że ​​zakończenie Purcella jest tak poruszające, zatacza koło.

Choć jest to bolesne, miło jednak jest pomyśleć, że librecista Nahum Tate – który zapewnił szczęśliwe zakończenie Królowi Learowi Szekspira – nie wtrącił się w tę sprawę, być może na polecenie Purcella. Ze smutnym stąpaniem basu u podstaw słów, każda z powtarzających się wypowiedzi Dydony: „Pamiętaj mnie!” wydawało się coraz pilniejsze. Zespół smyczkowy MWO odtworzył nastrój lamentu. Cisza, która zapadła na koniec, powiedziała wszystko.