Rodzice, którzy zapomnieli, jak wyczerpujące są małe dzieci, czasami zatrzymują cię i mówią: „Dni są długie, ale lata krótkie”. Niektóre kołowrotki – z których obecnie czerpię wszystkie informacje – lekko je zmieniły, mówiąc: „Dni są długie, ale tygodnie też są długie”, co wydaje się dokładniejsze, gdy na rękach i kolanach leżysz na podłodze w kuchni i zbierasz wilgotną chusteczką lepki ryż.
Mniej przesłodkich postów na Insta o sezonach piłkarskich, które wydają się tak żmudnie długie, a jednocześnie nagle się kończą. „Ach, nie pamiętasz, kiedy była pierwsza runda Pucharu Carabao – to takie urocze”. To mnie zaskakuje co roku. Być może nikt inny nie zostanie oślepiony sezonem piłkarskim w ukryciu, ale znowu tu jesteśmy: pozostało tylko kilka meczów, które zadecydują o wszystkim – a nie jestem do końca pewien, na jakim etapie jesteśmy.
Mam wrażenie, jakbym siedział w barze sportowym na Old Street wczoraj i całe życie temu, zafascynowany Spurs (moją wielką drużyną, która wygrywa wszystko). Być może przegrali ten Superpuchar na rzecz Paris Saint-Germain w stylu Spursy – a nowość w postaci długiego rzutu Kevina Danso dość szybko zniknęła – ale rządził pragmatysta. Kilka tygodni i zwycięstwo 2:0 na Etihad później mała część mojego mózgu myślała, że Thomas Frank może zdobyć dla nas tytuł. Nigdy się nie uczymy.
Do tego dochodzi dziwne podekscytowanie/obojętność, jakie odczuwa każdy fan niższej ligi, gdy na jego koncie w mediach społecznościowych pojawiają się informacje o transferach, o których nigdy nie słyszałeś. Wszyscy ci nieznajomi – Louis Appéré, Dom Ball, Ben Knight – czują się teraz jak starzy przyjaciele, na tyle, na ile można zaprzyjaźnić się z kimś, kogo oglądałeś biegającego w środku nocy w telewizji CUFC przez dziewięć miesięcy.
Teraz nagle Cambridge United wypadło z miejsc automatycznego awansu w niewłaściwym momencie, podczas gdy Tottenham ma trzeciego menedżera i do czasu niedzielnego meczu na Stadium of Light może znaleźć się w strefie spadkowej.
Wpadam więc w podwójną panikę i ponownie pytam, czy sprawia mi to jakąkolwiek przyjemność – w wolnej chwili wpatrując się w tabelę League Two i w myślach dodając cztery punkty, które straciliśmy w dwóch ostatnich meczach. Jeśli Ian Holloway jest tak honorowy, jak wiem, da nam dwa punkty na koniec sezonu po tym, jak w ubiegły czwartek pokonaliśmy Swindon 1:1 w Abbey; ich wyrównanie w 90. minucie nie było nawet strzałem. A w poniedziałek nasz bramkarz Jake Eastwood popełnił być może pierwszy błąd w sezonie w ostatniej minucie meczu w Cheltenham.
Teraz w sobotę będzie mecz czwarty z trzecim, gdy będziemy gościć w Notts County, a następnie w czwartkowy wieczór udamy się do liderów, Bromley. To zbyt stresujący tydzień. Jesteśmy w przededniu apokalipsy i analizuję starcie z drugim w tabeli MK Dons (dwa trudne mecze z czterech, jeśli jesteś zainteresowany).
W międzyczasie muszę skupić się na agonii oglądania Spurs, którzy obiektywnie są obecnie najgorszą drużyną w Premier League. Atrofia ostatnich kilku miesięcy. Brak zrozumienia przez wszystkich, że w przyszłym sezonie mogą grać w Championship. Nawet pisząc to, część mnie nie wierzy. To nie jest rzecz, która się zdarza.
Jednak poza etyką związaną z nominacją Roberto De Zerbiego i niezbędnymi, jeśli nie całkowicie zadowalającymi przeprosinami za komentarze Masona Greenwooda, jego osiągnięcia nie wskazują na natychmiastowy wpływ: jedno zwycięstwo w pierwszych 13 meczach w Palermo, żadne w pierwszych dziewięciu w Benevento, dwa punkty w pierwszych pięciu meczach w Brighton. Być może wybieram te złe.
Porażka Spurs 3:0 z Nottingham Forest oznacza, że od 28 grudnia nie wygrywają w lidze – przed kolejnym meczem w niedzielę mogą znaleźć się w dolnej trójce tabeli. Zdjęcie: Izzy Poles/AMA/Getty Images
Lewis Dunk był często cytowany od czasu nominacji De Zerbiego: pierwsze dwa tygodnie Włocha w Brighton były „zaskakujące”, „rzeź” lub „naprawdę trudne przejście”. Dopiero co doszedłem do wniosku, że jedna z nóg Jamesa Maddisona jest o połowę mniejsza od drugiej – nie po raz pierwszy prawdopodobnie brakowało mi perspektywy – i teraz jesteśmy przed Sunderlandem. Trudno określić, dlaczego część mnie wierzy, że zdobędziemy trzy punkty. Ale to tam jest.
Pocieszająca jest świadomość, że fani w całej Wielkiej Brytanii doświadczają tych samych niepokojów. W najnowszym wydaniu Guardian Football Weekly kibic Arsenalu Philippe Auclair zapowiedział mecz z Bournemouth: „Będzie ból, a potem jeszcze większy ból, a potem ludzie zakryją twarz rękami” – i to jest najlepsza drużyna w kraju. Jutro wczesny mecz w sobotę oznacza po prostu więcej weekendu na zirytowanie się z powodu wyrównującego wyniku Evanilsona w połowie drugiej połowy.
A co z West Hamem – drużyną pogrążoną w ciągłej panice. A jeśli nie panika, to po prostu gniewna frustracja. Ich forma się poprawia, ale piątkowy mecz Wilków u siebie może być katastrofą. Czy jakikolwiek fan West Ham może się doczekać tego meczu?
Kibice Liverpoolu wpadają w panikę w związku z zakończeniem ligi poniżej Evertonu. Kibice Chelsea wpadają w panikę w związku z jakimkolwiek projektem. Zejdź do niższej ligi, jest tak samo. Każdy, kto jest na krawędzi awansu, play-offów lub spadku, jest zestresowany – w Ipswich, Middlesbrough, Oksfordzie, Leicester, Harrogate i Barrow, Newport i Tranmere.
Kto właściwie teraz się tym cieszy? Kibice Paris Saint-Germain i Bayernu są prawdopodobnie zadowoleni z tego, co im podano. Coventry, Lincoln, Roy Hodgson? Czy na tym polega trik: być po 70. roku życia, nosić okulary przeciwsłoneczne i zdobyć kilka zwycięstw dla Bristol City? To niszowy remake Blues Brothers.
Ale bez tego wszystkiego nie można cieszyć się radością. Wszyscy znamy sytuację i rzeczywistość, w której większość z nas będzie paniką, niepokojem i frustracją, a na koniec nie zaznacie radości. Możesz jedynie winić/dziękować* temu, kto narzucił ci ten sport.
*Niepotrzebne skreślić w zależności od tabel ligowych w maju