Strona główna Sport Masters to mile widziana oaza w pełnym chaosu świecie golfa, pomimo jego...

Masters to mile widziana oaza w pełnym chaosu świecie golfa, pomimo jego sztywnych słabości | Mistrzowie

7
0


Łatwo jest naśmiewać się z prymitywnych tradycji Mistrzów. Golfiści, nie mówiąc już o widzach, wpadają w panikę z powodu tego, jaki straszny los może ich spotkać, jeśli złamią zasady panujące w Augusta National. To niedorzeczne pod wieloma względami; dorośli trawieni strachem przed błędami na turnieju golfowym. Ludzie zazwyczaj nie czują się tak w Kaplicy Sykstyńskiej.

W tym roku mamy powody do wdzięczności za bezkompromisowe podejście Augusty. The Masters zapewnia miłą odskocznię od uderzającego w uszy hałasu współczesnego świata. Stany Zjednoczone to szczególnie niespokojne miejsce. Ten kierunek oferuje także szybką ucieczkę od rakiety w samym golfie. Należy docenić krótki spokój.

Zeszłoroczny Puchar Rydera był niesforną i obrzydliwą hańbą, jeśli chodzi o zachowanie widzów. W zeszłym miesiącu na Players Championship doszło do wyrzucenia Rory’ego McIlroya, który był atakowany przy różnych okazjach. Matt Fitzpatrick w zadziwiający sposób zlekceważył obelgi, jakie spotkały go, gdy próbował wygrać te same zawody, ale scena była nadal ponura. Phoenix Open jest dziwnie obchodzony jako coroczna motłoch. Jakby na dowód, że nie jest to kwestia wyłącznie kulturowa w Stanach Zjednoczonych, okrzyki „Wchodź do wody”, po których nastąpiły wiwaty potwierdzające dokładnie ten wynik, utworzyły przygnębiające tło, gdy słabszy Joakim Lagergren walczył z McIlroyem na Irish Open. prostacka mentalność tłumu jest znacznie bardziej powszechna na turniejach golfowych, niż się powszechnie uważa.

Uczestnicy 90. edycji Masters natychmiast po przybyciu otrzymują lekcję manier. Broszura rozdawana uczestnikom zawiera cytat z 1967 roku autorstwa Bobby’ego Jonesa, założyciela kursu. „W golfie zwyczaje, etykieta i przyzwoitość są tak samo ważne, jak zasady rządzące grą” – czytamy. „Właściwe jest, aby widzowie oklaskiwali udane uderzenia proporcjonalnie do trudności, ale nadmierne demonstracje zawodnika lub jego stronników są niewłaściwe ze względu na możliwy wpływ na innych zawodników.

Ian Woosnam był zaskoczony, gdy w 1991 r. wygrał turniej Masters, zareagował hejtem publiczności, ale zachowanie widzów golfowych stale się pogarszało. Zdjęcie: Lenny Ignelzi/AP

„Najbardziej niepokojące dla tych, którzy kochają grę w golfa, są oklaski lub wiwatowanie w przypadku niewłaściwej gry lub nieszczęścia gracza. Takie zdarzenia są rzadkością na turniejach Masters, ale musimy je całkowicie wyeliminować, jeśli nasi klienci mają nadal zasłużyć na swoją reputację najbardziej kompetentnych i troskliwych osób na świecie.”

Ian Woosnam wywoła uśmiech na ten widok. W 1991 roku napotkał wrogą publiczność w Augustowie, pokonując Toma Watsona w drużynie Green Jacket. „Byłem zszokowany liczbą widzów, którzy jasno dali do zrozumienia, że ​​nie chcą, żebym wygrał Masters” – powiedział Walijczyk. „Jakby osobiście obwiniali mnie za to, że Tom Watson nie wygrał”. Jednak to było godne opublikowania jako wyjątek. Jak zauważono w felietonie Los Angeles Times z 1992 roku: „Niezwykłe jest to, że tradycyjnie powściągliwi widzowie aktywnie nękają graczy”.

Golf nie ma problemu z utrzymaniem popularności jako sportu partycypacyjnego – liczby nigdy nie były tak dobre – ale na zaśmieconym rynku wyzwaniem jest przykucie uwagi na profesjonalnym poziomie. Pojawienie się LIV, oznaczające rozłam w elitarnych szeregach, niewątpliwie miało negatywny wpływ na płacącego gracza, który chce przez cały czas oglądać najlepszych kontra najlepszych. Innych po prostu zniechęciły skandaliczne kwoty pieniędzy przekazywane golfistom. Dlatego dobrze jest, aby biznes odwoływał się do sportu, a nie do miłośników golfa. Wraz z tym pojawia się plemienność i krzyki w miarę przepływu piwa. Próby zarabiania przez Golfa na relacjach z firmami hazardowymi są podobnie problematyczne; jeden krzyk podczas backswingu może zmienić wynik turnieju.

Augusta nie ma takich zmartwień. Żadnych telefonów komórkowych, żadnego wyrzucania śmieci, żadnego zewnętrznego świętowania piłek wbitych w Rae’s Creek, żadnych uprawnionych dzieci żądających autografów. Bo. To pozostaje jednym z najbardziej klimatycznych obiektów w całym sporcie. W niedzielny wieczór, gdy cienie się wydłużają, na polu golfowym rozbrzmiewają ryki, a głowy odwracają się, aby sprawdzić aktualizacje na ręcznych tablicach wyników. Pozostanie w minionej epoce i duma nie wyrządziły turniejowi żadnej szkody.

Znane są opowieści o dziennikarzach, trenerach lub caddiesach, którzy wyłamali się z szeregu – nawet przypadkowo – i ponieśli tego konsekwencje. W 2025 r. jeden z nauczycieli został wyrzucony z obiektu za noszenie szortów na strzelnicy. Być może widzowie spotykają się z tymi samymi długimi ramionami prawa Masters, tyle że nigdy o tym nie słychać. Pracownicy ochrony są ledwo widoczni. Jedynym logicznym wnioskiem, jaki można wyciągnąć, jest to, że galerie Augusty wykazują postawę i/lub powściągliwość, które coraz bardziej je wyróżniają.

Zegar słoneczny Bobby’ego Jonesa w Augusta National, kontrolujący przyzwoitość. Zdjęcie: Rob Schumacher/USA Today Sports

„Chociaż zachęcamy do wiwatowania i pozytywnych reakcji patronów na wspaniałą grę, niechciane lub powtarzające się telefony z galerii są zabronione” – czytamy w arkuszu informacyjnym turnieju. Cztery dni, podczas których w centrum uwagi znajdzie się doskonałość sportowa, nie powinny być przedmiotem kpin. Cóż za odświeżające odejście od nowej normalności w golfie. Wdychaj to.