Są ważne gry, ale są też kluczowe konkursy, które definiują całe kampanie. A kiedy nadszedł decydujący moment, to Bath miał wystarczającą moc, aby po raz pierwszy od 20 lat dostać się do półfinału Pucharu Mistrzów dzięki próbie Teda Hilla w 76. minucie. Niewiele dzieli dwie najlepsze drużyny w Anglii, a tutaj doszło do kolejnej nieskończenie fascynującej bitwy sprytu i woli.
Przed nami jeszcze wiele pracy, aby w przyszłym miesiącu dotrzeć do finału w Bilbao, a Bath ma teraz zmierzyć się ze zwycięzcami niedzielnego, przepysznego, ogólnofrancuskiego meczu pomiędzy Bordeaux i Tuluzą. To była jednak naprawdę rewelacyjna przystawka, po dziewięciu próbach tylko w pierwszej połowie. Dawno minęły czasy, gdy w meczach pucharowych szliśmy na palcach i liczyliśmy na to, że wygramy 9:6.
To był humdinger od początku do końca. Przegrywając 28-7 już po 22 minutach, Bath z rykiem wróciło na prowadzenie zaledwie 38-33 na 20 minut przed końcem, a ich przeciwnicy chwilowo tracili 14 zawodników. Od tego momentu ich siła ataku przechyliła szalę, chociaż pod pewnymi względami szkoda, że jedna ze stron musiała przegrać, choć w tegorocznym finale Prem mogła jeszcze nastąpić kontynuacja.
Ostatecznie był to także triumf obu drużyn trenerskich. Chociaż wpływ Bath na ławkę rezerwowych w ostatniej kwarcie jest dobrze znany i tutaj znów był widoczny, Saints momentami spisali się znakomicie. Goście zawsze byli w rywalizacji, a Henry Pollock dominował przez cały mecz, aż do chwili, gdy do końca meczu, ku radości miejscowej publiczności, został pogrążony w grzechu, na siedem minut przed końcem.
W spokojny, chłodny wieczór pytanie brzmiało, czy Northampton zdoła odtworzyć oszałamiającą skuteczność, która przyniosła im spektakularne zwycięstwo ligowe 41-21 na tym boisku w zmienionym składzie jeszcze w grudniu. Goście byli tutaj prawdopodobnie jeszcze lepsi, wykonując pięć świetnych prób tylko w pierwszej połowie godziny.
Bath od samego początku znalazło się pod dużą presją, już po dwóch minutach tracąc Milesa Reida do kosza za cyniczną próbę spowolnienia musującej piłki gości. Saints nie potrzebowali drugiego zaproszenia, aby ruszyć do przodu i Pollock wkrótce rzucił się do przodu, zaznaczając ten moment celebracją wsadu tuż przed firmową lożą właścicieli Bath.
Alfie Barbeary z Bath zostaje zaatakowany przez graczy z Northampton. Zdjęcie: Ben Brady/Inpho/Shutterstock
Northampton jest jednak jeszcze bardziej niebezpieczne, gdy ma piłkę w pierwszej fazie gry. Następnie nastąpiła piękna, jednoręczna wskazówka pomocnika Archiego McParlanda, która całkowicie zmyliła obronę gospodarzy i pozwoliła Smithowi i Freemanowi odesłać Frasera Dingwalla po kolejny zapierający dech w piersiach gol. Kiedy atakują z taką chirurgiczną precyzją, oglądanie ich jest czystą przyjemnością.
I pomimo bardzo potrzebnej reakcji z bliskiej odległości zakończonej przez Toma Dunna, Rec znów miał ucichnąć. Po raz kolejny szansa została wymyślona poprzez wyładowanie tak genialne, że zachwyciłoby nawet najzręczniejsze osoby piszące na klawiaturze, tworząc więcej niż wystarczająco czasu i miejsca, aby wielki Tom Lockett mógł przewrócić się w prawy róg.
Dla porównania, Bath wyglądało na ołowiane i pozbawione inspiracji. Odrobina szczęścia spłynęła także na stronę Northampton, odbite kopnięcie trafiło w ramiona Rory’ego Hutchinsona, który natychmiast przypuścił kolejny ostry kontratak. Znów to niezwykle imponujący McParland zapewnił kluczowe połączenie, rzucając wspaniałą piłkę od wewnątrz i zapewniając Saints czwartą próbę, tym razem dla Josha Kemeny’ego.
Bath pilnie potrzebowała jakiejś odpowiedzi i znalazła ją, gdy Russell przedryblował luźną piłkę w przestrzeń i zakończył pewnie. Niewiele to jednak zmieniło z punktu widzenia Saints, gdyż świeżo poślubiony Ollie Sleightholme przemknął obok kilku obrońców, aby zgłosić swój setny występ w klubie.
Przy przewadze 35-14 Bath nie miał innego wyjścia, jak zbankrutować, do czego przyczyniło się wejście na ławkę energicznego Alfiego Barbeary’ego. Dwie próby Henry’ego Arundella i Francois van Wyka w ciągu siedmiu minut pod koniec połowy nadały tablicy wyników znacznie zdrowszy wygląd, ale po 40 minutach Northampton nadal utrzymywało dziewięciopunktową przewagę.
Rzut karny Smitha na początku drugiej połowy powiększył prowadzenie do 12, a fenomenalny wślizg Freemana, który odbił Bena Spencera w lewym rogu, jeszcze bardziej podbudował nadzieje East Midlands. Jednak JJ van der Mescht, udając się do kosza na grzechy, otworzył drzwi z przodu i Kepu Tuipulotu wdarł się przez nie, próbując nawrócić się, co dało wiernemu Bath świeży głos. Jeśli każdy mecz od teraz do końca sezonu będzie tak ekscytujący jak ten, do czerwca wszyscy będą zachrypnięci.