We wtorek w Tunezji zginęły co najmniej cztery osoby, gdy podczas powodzi w niektórych regionach kraju wystąpiły najgorsze ulewne deszcze od ponad 70 lat. Jak poinformowały władze, pojawiły się obawy, że liczba ofiar śmiertelnych może wzrosnąć.
Ulewne deszcze zalały ulice, zatopiły pojazdy i zakłóciły codzienne życie w wielu prowincjach tego północnoafrykańskiego kraju. Służby ratunkowe miały trudności z reagowaniem na skalę powodzi.
Zespoły ochrony cywilnej poinformowały, że wiele obszarów zostało odciętych od świata z powodu wzrostu poziomu wody, szczególnie w nisko położonych dzielnicach.
Szkoły zostały zamknięte w stolicy Tunisie oraz w miastach Nabul, Susa i Beja, posiedzenia sądów zostały zawieszone, a w niektórych dzielnicach sparaliżowany został transport publiczny i prywatny.
Filmy udostępniane w mediach społecznościowych pokazują, jak gwałtownie przemieszczająca się powódź niesie ze sobą gruz po ulicach domów mieszkalnych, a woda morska zalewa dzielnice nadmorskiego miasta Menzel Temime.
Malek Klibi, mieszkaniec Tunisu, powiedział: „Tunezja rzadko doświadcza takich ulewnych deszczów. Przepraszam, że mówię po francusku, ale za każdym razem, gdy to zjawisko występuje, patrząc wstecz, okazuje się, że kanały – które powinny być czyszczone co roku, aby woda mogła płynąć, a te powodzie się nie zdarzają – są brudne (zatkane)”.
Inny mieszkaniec, Mohamed Ghdira, powiedział, że cieszy się z deszczu.
„Potrzebujemy go do budowy zapór i wszystkiego innego, ale infrastruktura, jak zwykle, zawsze stanowi ten sam problem” – powiedział.
„Są dobrze znane obszary, o które nie zadbano w odpowiedni sposób. Spójrzmy na sytuację i zobaczmy, że nawet ktoś, kto chce po prostu iść do pracy, wrócić do domu lub wykonywać codzienne czynności, zostaje całkowicie zablokowany, przez co nie możemy pracować, a nasza gospodarka ponosi ogromne straty” – dodał.
Przedstawiciele meteorologii poinformowali, że w niektórych regionach odnotowano najwyższe opady deszczu od 1950 roku.






