Strona główna Świat Słowo na L – Gazeta

Słowo na L – Gazeta

3
0

DWA noce temu zalogowałem się na nasze wieczorne spotkanie w ten sam sposób, co robiłem dwa razy dziennie, pięć dni w tygodniu przez prawie sześć tygodni. Na moim ekranie: pół tuzina twarzy, które uważam za rodzinę, mieszkających w Bejrucie.

Nadchodziły wieści o zbliżającym się izraelskim bombardowaniu. Zajmowali się czymś — sprawdzali telefony, dzwonili do krewnych, próbowali zlokalizować członków rodziny — a jednocześnie pracowali. Montaż, produkcja, filmowanie. Ponieważ wiadomości wciąż krążą.

Siedziałem bezpiecznie w Islamabadzie i obserwowałem, jak trzymają się razem zza ekranu. Tarcie było nie do zniesienia. Na moim podwórku też wybucha wojna, a ja tam byłem nietknięty, podczas gdy oni podzielili się na dwie części – na wpół przerażoną, na wpół profesjonalną – bo tak wygląda przetrwanie, kiedy bomby spadają z przerwami przez całe życie.

Pomyślałem o tym, kiedy ostatni raz byłem w Libanie w 2009 roku. Mój przyjaciel Shaan i ja przemierzaliśmy kraj wzdłuż i wszerz przez dwa tygodnie, tracąc połowę czasu, przed udostępnieniem Map Google, odnajdując drogę przez łamany arabski, francuski, angielski i niezwykłą hojność nieznajomych.

Weszliśmy do stoiska Hezbollahu, czegoś w rodzaju podróżującego muzeum ruchu oporu, i gdy usłyszeliśmy, że jesteśmy z Pakistanu, potraktowano nas jak dawno niewidzianych przyjaciół. Ci młodzi mężczyźni oprowadzili nas po plakatach i literaturze na temat zbrodni wojennych Izraela w Libanie, po czym wyszliśmy z jaśniejszą perspektywą, niż przyszliśmy.

Ta jasność najbardziej mnie wkurza w języku wydobywającym się z Waszyngtonu i Tel Awiwu. Oswobodzenie. Używają tego słowa, jakby był to prezent, który dostarczają zawinięty w gruzy budynków mieszkalnych, szpitali, szkół. Tak jakby ludność Libanu, Gazy, Iraku, Wietnamu itd. potrzebowała uwolnienia się od czegoś innego niż same bomby.

Nie było wówczas wątpliwości, kto jest agresorem. Teraz nie ma wątpliwości.

Kogo dokładnie wyzwolili?

Zapytaj Wietnamu. Po latach bombardowań dywanowych – o tonażu większym niż zużyto podczas całej II wojny światowej – Stany Zjednoczone pozostawiły po sobie kratery, Agenta Orange i pokolenie dzieci urodzonych z deformacjami. Wietnam odbudował się i stał się jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Azji. Nie, dzięki jego wyzwolicielom. Muzeum Pozostałości Wojennych w Ho Chi Minh stanowi dokument pokazujący, jak wyglądało wyzwolenie na miejscu. Każdy Amerykanin, którego tam zabrałem, mówił mi, że nie otrzymał pełnego obrazu roli swojego kraju. Muzeum im to przekazało.

Zapytajcie Irak, gdzie wyzwolenie nadeszło w 2003 roku i jeszcze nie zakończyło swojego dzieła, dwie dekady później, w kraju rozczłonkowanym przez przemoc na tle religijnym, która nie istniała na taką skalę przed przybyciem wyzwolicieli.

Zapytaj mieszkańców Gazy – którzy nie czekają na wyzwolenie, ale żyją pod okupacją, pozbawieni podstawowych praw, bezpaństwowcy na ziemi, którą zawsze zamieszkiwali. W 2023 roku były szef izraelskiego Mossadu powiedział to wprost: „Tutaj panuje państwo apartheidu. Na terytorium, gdzie dwie osoby są osądzane w dwóch systemach prawnych, to jest państwo apartheidu”.

A teraz zapytaj Iran. „Ktoś” prawdopodobnie trzykrotnie uderzył w szkołę podstawową dla dziewcząt w Minab w południowym Iranie. Zginęło od 150 do 168 osób, w większości dziewczynki w wieku od 7 do 12 lat. Ameryka twierdzi, że nie uderzyłaby „celowo” w szkołę, a mimo to oto jesteśmy.

Słowo „wyzwolenie” zostało tak zniekształcone przez jego użycie, że teraz oznacza jego przeciwieństwo. W języku możnych oznacza to wolność niszczenia bez konsekwencji.

Oglądając nas w Islamabadzie i moją rodzinę w Bejrucie na ekranie, pomyślałem o słowie „odporni”, które zachodnia prasa uwielbia stosować do ludzi, którzy nie mają innego wyboru, jak tylko przetrwać. To nie jest komplement. To obserwacja dokonana z bezpiecznej odległości przez osoby, które nigdy nie będą musiały nią być. „Odporny” – tak się nazywa, gdy nikt nie przychodzi ci z pomocą.

Mężczyźni na stoisku Hezbollahu opowiedzieli nam o Pakistanie z większym ciepłem i polityczną precyzją niż większość międzynarodowych komentatorów o nas.

Mówili o naszych skorumpowanych politykach, naszym establishmentu, naszych stosunkach klient-państwo z tymi samymi imperiami, które obecnie bombardują swoich sąsiadów. Ani słowa o religii. Żadnego rejestru apokaliptycznego. To tylko logika ludzi, którzy nauczyli się, że nikt inny nie przyjdzie.

Nie było wówczas wątpliwości, kto jest agresorem. Teraz nie ma wątpliwości.

Demonstracje na całym świecie nie są skomplikowane. To ludzie stwierdzający oczywistość: nie można zbombardować ludności cywilnej i wyprowadzić ją na wolność. Nie można głodzić dzieci, aby wprowadzić demokrację. Nie można nazwać tego wyzwoleniem, skoro wyzwoleni nie żyją, aby je otrzymać.

Jutro rano zalogujemy się ponownie. I gdzieś w Waszyngtonie ktoś powie o prawie Izraela do samoobrony, a słowo „wyzwolenie” zawiśnie w powietrzu, czekając na wyzwolenie następnego kraju.

Autor jest byłym instruktorem dziennikarstwa.

X: LedeingPani

Opublikowano w Dawn, 8 marca 2026 r