Jako zawód gwiazda muzyki pop od jakiegoś czasu przeżywa kryzys egzystencjalny. Kiedyś było to proste – przebojowy singiel był jedyną prawdziwą kwalifikacją – ale w postmonokulturowym świecie stanowisko jest często nadawane w wyniku bardziej fragmentarycznego sukcesu: nagrody brytyjskiej wschodzącej gwiazdy i miejsca na wsparcie Taylor Swift w tym przypadku, 4 miliony słuchaczy miesięcznie Spotify i 5 najlepszych albumów tam.
Okładka albumu Cruel World.
To w szczególności CV Holly Humberstone z Lincolnshire, która ugruntowała swoją pozycję w świecie popu, nie zajmując się nigdy miejscami na listach przebojów singli. Chociaż 26-latce wymknął się niezaprzeczalny banger, jej brzmienie jest bezbłędnie przyjazne na listach przebojów. Podobnie jak Swift, Humberstone dostarcza żarliwe, rozwlekłe teksty w intymnych tonach bliskich ASMR na bazie synth-popu z lat 80., ozdobionego mnóstwem haczyków. Na drugim albumie porzuciła nutę gotyckiej melancholii, która towarzyszyła jej debiutanckiemu albumowi Paint My Bedroom Black. Cruel World jest pełen werwy graniczącej z euforią: niezwykle słoneczna piosenka o zerwaniu To Love Somebody jest napędzana gotowym na stadion refrenem, podczas gdy genialnie chwytliwy White Noise łączy się z nostalgicznie naiwną dyskoteką, aby nadać Kylie fazę imperialną.
Pomimo dziwnego, żenującego wersu – „Trzęsę swoim nieistniejącym tyłkiem do tej gównianej piosenki” – ostrzega w Drunk Dialing – produkcja jest ogólnie rzecz biorąc przemyślana i fajna (zwłaszcza szczęśliwy, hardkorowy fragment kończący Make It All Better). W połączeniu z jej pracowitym podejściem do melodii, które podobają się publiczności, trudno wyobrazić sobie powód, dla którego Humberstone nie miałaby mieć długiej kariery gwiazdy popu – być może nawet w starym i nowym znaczeniu.