Strona główna Wiadomości Recenzja Malcolm in the Middle: Life’s Still Unfair – magia telewizyjna, którą...

Recenzja Malcolm in the Middle: Life’s Still Unfair – magia telewizyjna, którą tu stworzyli, jest absolutnie cudowna | Telewizja

8
0


W tym momencie Bryan Cranston jest mocno ugruntowany jako jeden z najlepszych aktorów na świecie. Ma na swoim koncie siedem nagród Emmy, dwie nagrody Tony i Złoty Glob. Historia, słusznie, zapamięta go jako jednego z największych. To powiedziawszy – i naprawdę nie było to zdanie, które spodziewałem się napisać kilka godzin temu – istnieje wyraźna możliwość, że największym dziełem w jego karierze może być scena z przebudzenia Malcolma w środku, gdzie rzuca się nago, gdy ogarnia go wywołana narkotykami śmierć ego.

Być może ma to jakiś niewielki sens. Chociaż Malcolm in the Middle stał się najbardziej znany jako absurdalny kontrapunkt dla Breaking Bad – czysta dramatyczna intensywność tego drugiego w porównaniu z typowym sitcomowym tatusiem pierwszego – ci z nas, którzy zawsze uwielbiali ten serial, wiedzieli, że Cranston spędził dużo czasu na pełnym gazie.

W końcu Malcolm in the Middle był serialem komediowym, w którym Cranston ciągle golił sobie plecy, był pokryty pszczołami lub krzyczał z przerażenia, bo myślał, że czaszka jego syna właśnie eksplodowała. Jeśli rzucisz tyle na Cranstona, zanim stał się ikoną, wtedy bełkotliwy rozkład chemiczny ledwo będzie sprawiał wrażenie rozciągania.

Wszystko to oznacza, że ​​Malcolm in the Middle: Life’s Still Unfair jest o wiele zabawniejszy, niż powinien być. Żyjemy w epoce, w której stare seriale komediowe mają zwyczaj wracać albo zmęczone (nowe Scrubs), albo leniwe (zjazd Przyjaciół), ale ta konkretna notatka nie dotarła tutaj do celu. Wszystko w nowym Malcolmie in the Middle jest podkręcone do góry nogami. Jest szybsza i zabawniejsza niż poprzednio, emocjonalne rytmy są mocniejsze, a historia tworzy spójną całość. Szczerze mówiąc, to niesamowite, jak dobrze to działa.

Jeśli chodzi o historię, minęło 20 lat od naszego ostatniego zameldowania. Malcolm, geniusz dziecięcy podatny na ataki socjopatii wywołanej stresem, wyrósł niepokojąco normalnie. Dowiadujemy się, że dzieje się tak dlatego, że stworzył dystans (fizyczny i emocjonalny) między sobą a pełnym chaosem życia rodzinnego. Okoliczności zmusiły go – i jego tajemniczą nastoletnią córkę – do powrotu do owczarni i wkrótce ten szanowany filar społeczności cofnie się do dawnego wrzeszczącego maniaka.

To, co jest tutaj tak odświeżające, to nie tylko to, że czteroodcinkowe wznowienie jest tak krótkie i samodzielne, ale także to, że udaje mu się zachować autentyczność oryginału, nie będąc zwykłym faksymile. Przesłanie serialu zawsze mówiło o tym, jak trudno jest wykuć własną tożsamość w apodyktycznej rodzinie, co wydaje się logicznym przedłużeniem tego. Jak stać się lepszą wersją siebie? Unikając kontaktu i zrywając się. To ma sens.

Większość dobrego materiału nadal otrzymują rodzice. Jane Kaczmarek pozostaje środkiem ciężkości, tak przyzwyczajona do trzymania wszystkiego razem dla innych, że stała się kruchym maniakiem kontroli. Cranston również jest wyraźnie w doskonałej formie, śpiewając, tańcząc i konfrontując się z wieloma wersjami samego siebie, zagubiony w pustce nieskończonej świadomości. A ponieważ serial zawsze lubił stawiać go w niewygodnych sytuacjach, ostatnia scena – której nie zdradzę – naprawdę poszła o krok dalej. Nie da się zobaczyć stanu Cranston bez myślenia: „Och, biedaku”. Wygląda to, bez przesady, absolutnie potwornie.

Muniz to cud… Frankie Muniz w Malcolm in the Middle: Life’s Still Unfair. Fot.: David Bukach/Disney

Niemniej jednak na szczególną uwagę zasługuje Frankie Muniz, dziecięcy aktor, który dawno porzucił zawód, aby zostać kierowcą wyścigowym. Daje z siebie wszystko, napinając się i wymachując, gdy starannie zbudowana rzeczywistość rozpada się wokół niego. Emocjonalnym punktem kulminacyjnym serialu jest scena, w której w końcu konfrontuje się z matką, a Muniz jest cudem. Oczy mu łzawią. Jego twarz zmienia kolor. Trzeba przyznać, że zapał tej sceny jest nieco podcinany przez ciągłe odgłosy biegunki w tle (długa historia), ale pokazuje to, jak rzadkim jest talentem i jak bardzo świat aktorski za nim tęsknił.

Na papierze to tyle. Malcolm in the Middle został wskrzeszony na tyle pomyślnie, że zachęcił widzów do ponownego obejrzenia oryginału, co w epoce streamingu jest zawsze zamierzonym celem. Ale z pewnością – z pewnością – wszyscy zaangażowani zobaczą magię, którą tutaj stworzyli i zaczną pracować nad zupełnie nową serią. To wspaniale, że w ogóle wszyscy wrócili, ale pozostawienie rzeczy tutaj byłoby naprawdę niesprawiedliwe.

Malcolm in the Middle: Life’s Still Unfair jest już dostępny na Disney+.