Kiedy ponad dziesięć lat temu Fidelma O’Kane odeszła na emeryturę z kariery pracownika socjalnego i wykładowcy, myślała, że będzie „podróżować, napić się wina, zjeść czekoladę i czytać książki”, mieszkając w cichym, pagórkowatym zakątku wiejskiego hrabstwa Tyrone, w którym mieszkała prawie przez całe życie.
Nie do końca tak to wyszło. Zamiast tego bezsensowna uwaga sąsiada skierowałaby O’Kane’a na ścieżkę, która stałaby się pochłaniającą wszystko misją. Sąsiadka powiedziała jej, że firma wydobywcza planuje odwierty w poszukiwaniu złóż złota, o których od dawna krążyły plotki, w Sperrins, niskim pasmie górskim na torfowiskach w Irlandii Północnej, gdzie rodzina O’Kane’a mieszka od pokoleń.
„Była tym bardzo podekscytowana” – powiedział O’Kane. „Ale kiedy powiedziałam o tym mężowi, powiedział mi: «Wydobywanie złota. To zła wiadomość»”.
Fidelma O’Kane i Cormac McAleer w swoim obozowisku. Zdjęcie: Paul McErlane/The Guardian
Poniżej wzgórz, gdzie O’Kane i jej mąż, Cormac McAleer, emerytowany społecznik, siedzą dziś w kuchni, pijąc herbatę i tosty z masłem, znajduje się jedno z najbogatszych i niewykorzystanych pokładów złota na świecie. Jest wart wiele miliardów funtów, a oni są zdeterminowani, aby utrzymać go w ziemi. Zaalarmowani przez sąsiada para zaangażowała się w badania nad globalnym wydobyciem złota i zaniepokojona tym, co odkryła, zaczęła gromadzić się wraz z innymi mieszkańcami, którzy byli równie zaangażowani w blokowanie proponowanej kopalni.
„Od chwili, gdy wstajemy rano do wieczora, gdy kładziemy się spać, skupiamy się na tym” – mówi O’Kane, który pozornie bez przerwy na oddech potrafi przewijać tematy, od zgód dotyczących odprowadzania ścieków, przez odprowadzanie wód gruntowych, aż po traktaty transgraniczne ONZ. „Przysięgam na Boga, nasi synowie powiedzieli nawet: «Mamo i tato, czy nie możecie rozmawiać o czymś innym?». Nawet w Boże Narodzenie (powiedzieli): „Nie rozmawiajmy dzisiaj o wydobyciu złota”.
Zdaniem pary i innych mieszkańców sprzeciwiających się planowi wydobycie złota w krajobrazie o głębokich korzeniach kulturowych i rodzinnych groziłoby profanacją obszaru o wyjątkowym pięknie naturalnym, zanieczyszczaniem rzek pełnych dzikiej przyrody i szkodą dla zdrowia ich dzieci.
Dla Dalradian Gold, amerykańskiej firmy wydobywczej, która chce wydobywać minerały z tych wzgórz, proponowana inwestycja mogłaby zapewnić setki miejsc pracy, duże wpływy podatkowe dla skarbu państwa i całkiem spektakularne bogactwa dla jego właścicieli.
Dalradianski pracownik dokonujący inspekcji obiektu w 2022 r. Zdjęcie: Catherine Falls/Dalradian
Oprócz olśniewająco cennych pokładów złota, te pola i torfowiska znajdują się również nad znaczącymi rezerwami srebra, miedzi i kluczowych minerałów, w tym antymonu i telluru. Przy obecnych cenach same znane rezerwy złota w tym miejscu są warte co najmniej 21 miliardów funtów.
Dalradian, którego właścicielem jest nowojorska firma inwestycyjna, twierdzi, że projekt kopalni będzie czysty, neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla i będzie wspierać łańcuch dostaw o wartości 1 miliarda funtów. Nieuchronnie niektórzy mieszkańcy są przychylni, w tym 56-letni Gerry Kelly, miejscowy mechanik mieszkający milę od proponowanej lokalizacji. „Większość ludzi pragnie spokojnego życia” – mówi – „ale wszyscy znaleźliby dobrze płatną pracę na wyciągnięcie ręki, gdyby była dostępna”.
Gerry Kelly na spotkaniu konsultacyjnym Dalradian. Zdjęcie: Gerry Kelly
Doprowadziło to do dekady często gorzkich podziałów w tych maleńkich wiejskich miasteczkach, gdzie każdy wie, kto gdzie mieszka, kto jest właścicielem jakiego pola i gdzie każdy z nich stoi na kopalni złota. Kilka osób twierdzi, że dawni bliscy przyjaciele nie rozmawiają już ze sobą w lokalnej kaplicy ani na stacji benzynowej. Osoby, które są zarówno za, jak i przeciw kopalni, twierdzą, że niektórzy z ich zwolenników boją się otwarcie dzielić swoimi poglądami. Obie strony opisują przypadki zastraszania, a nawet gróźb śmierci – w tej części świata, gdzie w przeszłości takie rzeczy były traktowane poważnie.
W poniedziałek 13 kwietnia ta długa i toksyczna bitwa wreszcie zakończy się, jak obie strony mają nadzieję, że będzie znaczącym krokiem w stronę rozwiązania – nawet jeśli każda z nich chce zupełnie innych rezultatów. Dziewięć lat po tym, jak Dalradian złożył wniosek dotyczący planowania wydobycia 3,5 miliona uncji złota w ciągu 20–25 lat ze stanowiska zwanego Curraghinalt w pobliżu miasta Greencastle, w pobliskim Omagh zostanie ponownie otwarte publiczne dochodzenie w sprawie tego wniosku.
To, że osiągnięcie tego punktu zajęło tak dużo czasu, wynika z szeregu czynników, w tym zawziętych kampanii opozycji, skomplikowanej bliskości irlandzkiej granicy oraz zdecentralizowanego i często lodowcowego systemu planowania w Irlandii Północnej, który w tym przypadku, zdaniem zwolenników kopalń, został zdławiony przez biurokrację i dysfunkcje systemowe.
Stawka dla obu stron jest niebotycznie wysoka – być może najlepiej ilustruje fakt, że Dalradian twierdzi, że wydał już na projekt ponad 250 milionów funtów, nie mając żadnej gwarancji, że uzyska ostateczną zgodę.
Inwestycję tę można wytłumaczyć zadziwiającym potencjalnym bogactwem tych wzgórz, które pod względem geologicznym stanowią część ogromnej supergrupy skał biegnącej przez Szkocję i północno-zachodnią Irlandię i są analogiczne do podobnych złóż złota we wschodniej Kanadzie i USA.
Złoto jest tak cenne – dzisiaj wielokrotnie bardziej niż wtedy, gdy Dalradian po raz pierwszy zaangażował się w tę działalność w 2009 roku – że w niektórych kopalniach na całym świecie uważa się, że warto wydobyć rudę zawierającą zaledwie 0,5 g metalu na tonę. Części pokładu w Curraghinalt zawierają od 200 do 300 g złota na tonę. Rozpatrywany wniosek planistyczny przewiduje wydobycie co roku złota o wartości prawie 500 milionów funtów po dzisiejszych cenach. („To fenomenalne” – stwierdziło źródło w firmie.)
Ci, którzy sprzeciwiają się kopalni, postrzegają to jako walkę Dawida i Goliata i zgromadzili każdą skromną broń, jaką mają do dyspozycji, przeciwko swoim dobrze finansowanym przeciwnikom. O’Kane i McAleer należą do grupy o nazwie Save our Sperrins, jednej z kilku małych lokalnych grup kampanii, która powstała i spędziła wczesne lata swojej kampanii podróżując po lokalnych wioskach i miasteczkach, organizując publiczne spotkania w pubach i ratuszach, aby zgromadzić opozycję.
Aby zilustrować swoje stanowisko, jeden z czterech synów pary, architekt, wykonał w zmniejszonej skali ogromny zaproponowany przez Dalradian „suchy stos” przetworzonej skały płonnej. Miejscowi umieścili kamery wideo w okolicznych małych rzekach i przy wypaleniach, aby uchwycić różnorodność dzikiej przyrody, którą zamieszkują, w tym wydry, kuny leśne i liczącą międzynarodowo populację perłowców słodkowodnych. Grupa młodych matek, które spotykają się, aby spacerować po Greencastle, została poproszona o zarejestrowanie gatunków ptaków, które widziały. Kilka lat temu kilku mieszkańców zorganizowało okupację kilku przyczep kempingowych w pobliżu planowanej kopalni, ogłaszając obozowisko – dziś ozdobione wyzywającymi znakami – „Biurem Ludowym Greencastle”.
Marella Fyffe, lat 67, mieszkająca pomiędzy Omagh a terenem kopalni, w zeszłym roku zrezygnowała z pracy jako nauczycielka jogi, aby prowadzić pełnoetatową kampanię przeciwko kopalni.
Bitwa w Greencastle to „tylko mały występ na większej scenie” – mówi Fyffe – „ale to walka o serce ludzkości. Naszymi wartościami są nasz język, nasz dom, nasza społeczność – to jest dla nas cenne. Ci inni ludzie – nie myląc się – ale ich wartościami są pieniądze, wzrost gospodarczy, ekstraktywizm i kapitalizm. Są to różne wartości. Te rzeczy rozgrywają się na arenie globalnej, ale tutaj rozgrywają się także w Greencastle”.
Marella Fyffe w „Biurze Ludowym Greencastle”. Zdjęcie: Paul McErlane/The Guardian
Obecnie prowadzi podcast, w którym przeprowadza wywiady z okazującymi wsparcie mieszkańcami i innymi działaczami na rzecz ochrony środowiska na całym świecie, z których niektórzy postrzegają protestujących w Sperrins jako innych „obrońców pierwszej linii” środowiska i praw człowieka.
Ale przeciwnikami protestujących jest nie tylko Big Mining – to także niektórzy z ich sąsiadów. Kelly, wspierający lokalny mechanik, jest przewodniczącym grupy o nazwie Cicha Większość i twierdzi, że większość lokalnych mieszkańców popiera kopalnię, choć on jest jednym z nielicznych, którzy są gotowi wypowiadać się publicznie – inni, jak twierdzi, boją się reakcji ze strony sprzeciwiających się sąsiadów.
„Zdecydowanie większość lokalnych osób wspiera tę inicjatywę” – mówi. „Nie podaliśmy liczb, ale kiedy rozmawia się z ludźmi po cichu, większość z nich nie może się doczekać dnia, w którym zostanie otwarte. W okolicy panuje główne podejście, że Dalradian to zwykła firma składająca wniosek o planowanie, a my mamy organy regulacyjne, których zadaniem jest regulowanie tych rzeczy.
„Nietrudno zrozumieć, jak coś takiego mogłoby przynieść dobre lokalne korzyści gospodarcze, powstrzymać ludzi od konieczności ciągłego podróżowania na duże odległości lub emigracji. Zajmujemy się wydobywaniem i użytkowaniem ziemi od pokoleń. To po prostu kolejna wersja tej branży.”
Kelly kwestionuje podział obszaru. „Faktem jest, że ci, którzy wspierają kopalnię, chcą po prostu dalej żyć, zająć się rodziną, iść do pracy i zapłacić rachunki. Wysoce zmotywowani ludzie tutaj to protestujący.”
Ze swojej strony działacze przeciw minom kwestionują liczby, które to popierają. „Nazywanie siebie większością nie oznacza, że jesteś większością” – mówi Sinéad Ní Mhearnóg, lat 37, urzędniczka ds. rozwoju języka irlandzkiego, która dorastała i buduje dom na rodzinnej działce w pobliżu terenu kopalni.
Wskazują, że do procesu planowania wpłynęło ponad 50 000 listów z zastrzeżeniami. Z kolei głosy zwolenników kopalń zauważają, że sygnatariuszy jest znacznie więcej niż ogółem mieszkańców Omagh. Kwestionują liczbę osób, które reprezentują te listy, twierdząc, że do niektórych osób wysłano w ich imieniu listy protestacyjne bez ich wiedzy.
Tymczasem przy bramie szkoły i lokalnego klubu Gaelic Athletic Association „stało się tak, że w pewnym sensie nie rozmawiamy o tym, aby załatwić sprawy” – mówi Ní Mhearnóg – „ponieważ nadal musimy być społecznością i radzić sobie ze sprawami. Ale to zdecydowanie zmieniło społeczność”.
Znak protestu na bramie w Greencastle. Zdjęcie: Paul McErlane/The Guardian
Dalradian twierdzi, że kopalnia Curraghinalt „wyznaczy nowe standardy w branży” i stanie się pierwszą w Europie kopalnią neutralną pod względem emisji dwutlenku węgla, co, jak twierdzi, uda się osiągnąć, tam gdzie to możliwe, wykorzystując pojazdy napędzane energią elektryczną i biopaliwem oraz kompensując emisję dwutlenku węgla. Nie zgadza się z twierdzeniem, że kopalnia będzie stwarzać jakiekolwiek zagrożenie dla zdrowia. W oświadczeniu firma stwierdziła, że „prowadzi energiczny, niezależnie zweryfikowany monitoring lokalnych rzek wykraczający poza nasze wymogi regulacyjne”.
Stwierdzono: „Dalradian utworzy 1000 miejsc pracy w naszej lokalnej społeczności i uzupełni pozycję Tyrone jako centrum światowego sektora inżynierii wydobywczej. Po uzyskaniu pozwolenia projekt przyniesie około 3 miliardy funtów podatków, wesprze łańcuch dostaw o wartości 1 miliarda funtów i wygeneruje 9 miliardów funtów dla gospodarki (wartość dodana brutto).” Procent dochodów zostanie również przekazany majątkowi koronnemu, który legalnie jest właścicielem prawie wszystkich złóż złota i srebra w Anglii, Walii i Irlandii Północnej.
„Nie możemy się doczekać rozpoczęcia badania publicznego, które zapewni niezależną, opartą na dowodach ocenę projektu i umożliwi społeczeństwu zaangażowanie się w proces planowania”.
Dochodzenie publiczne, nadzorowane przez Komisję Apelacyjną ds. Planowania Irlandii Północnej, będzie prowadzone w centrum sztuki w Omagh do początków czerwca, po czym komisarze przedstawią zalecenia ministrom infrastruktury oraz rolnictwa, środowiska i spraw wiejskich zgromadzenia w Stormont, do których zostanie podjęta ostateczna decyzja.
Dla działaczy przeciw minom dochodzenie będzie zwieńczeniem lat finansowania społecznościowego, koncertów, poranków kawowych, wystaw sztuki i wyprzedaży garażowych, których celem było opłacenie garstki ekspertów, w tym geofizyka z Utah oraz eksperta w dziedzinie górnictwa i wód gruntowych, aby złożyli zeznania w ich imieniu. Przydzielono zapasowe sypialnie, aby przyjąć kibiców, natomiast innych znajomych i znajomych posiadających wiedzę specjalistyczną w różnych dziedzinach poproszono o złożenie zeznań.
A co jeśli decyzja będzie niekorzystna dla nich? „Musielibyśmy sprawdzić, czy są jakieś punkty, w których moglibyśmy zwrócić się o kontrolę sądową” – mówi O’Kane. „Ale jeśli to się nie uda, to znaczy, jeśli dojdzie do tego, że wszystko zacznie działać i pojawią się maszyny, dosłownie będziemy musieli położyć się na ziemi i postawić nasze ciała przed maszynami. Ponieważ jesteśmy zdeterminowani, aby chronić powietrze, wodę, ziemię i zdrowie ludzi. „