W tę niedzielę, zaledwie cztery miesiące po nieudanym zamachu stanu, Benin uda się do urn, aby wziąć udział w wyborach prezydenckich, które bardziej przypominają koronację niż konkurs.
Patrice Talon, biznesmen, który stał się politykiem i który jest prezydentem od 2016 r., po odbyciu dwóch pięcioletnich kadencji nie może ponownie kandydować.
Zwycięzca niedzielnych wyborów będzie miał zamiast tego szansę kandydować przez dwie siedmioletnie kadencje po kontrowersyjnej nowelizacji konstytucji wydłużającej kadencję prezydenta.
Romuald Wadagni, minister finansów kraju, który wyłonił się jako kandydat koalicji rządzącej bez prawyborów, jest zdecydowanym faworytem do zwycięstwa w ten weekend.
Według biuletynu śledczego Africa Confidential droga do zwycięstwa Wadagniego została oczyszczona z bezwzględną skutecznością, ponieważ inni potencjalni pretendenci zostali odsunięci na bok, udobruchani lub usunięci.
Wadagni, który po latach spędzonych jako technokrata w USA płynnie mówi po angielsku, jest postrzegany jako architekt niedawnej stabilności fiskalnej Beninu w erze Szponu. Obiecał wprowadzenie bezpłatnej edukacji i zwiększenie liczby miejsc pracy, co jest kuszącą obietnicą w kraju, w którym młodzi ludzie stanowią ponad połowę populacji.
Jeśli 49-latek zwycięży, będzie jednym z najmłodszych przywódców na kontynencie, gdzie średni wiek prezydenta wynosi 65 lat. W Afryce Zachodniej i Środkowej mieszka dwóch najdłużej urzędujących przywódców na świecie: 93-letni Paul Biya z Kamerunu i 83-letni Teodoro Obiang Nguema z Gwinei Równikowej.
Pokojowe przemiany demokratyczne po nieudanym zamachu stanu dają Beninowi także szansę na przełamanie innego regionalnego trendu: co najmniej trzech jego sąsiadów jest rządzonych przez junty. Krytycy Talona twierdzą jednak, że jest on również siłaczem o podobnym charakterze i oskarżają go o tłumienie sprzeciwu pomimo zauważalnego rozwoju sytuacji w kraju.
Niezadowolenie ogarnęło część żołnierzy i doprowadziło do grudniowej próby przejęcia władzy przez wojsko. Wielu uważa jednak, że żołnierze podjęli działania także ze względu na nasilenie się ataków dżihadystów na granice z Burkina Faso, Nigrem i Nigerią.
Władze zamknęły kilka gazet na czas nieokreślony po opublikowaniu informacji krytycznych wobec rządu. Hugues Sossoukpè, dziennikarz przebywający na wygnaniu w Togo od 2021 r., został w lipcu aresztowany na ziemi Wybrzeża Kości Słoniowej przez agentów benińskich. Przebywa w więzieniu w Ouidah, oznaczony jako „niebezpieczny cyberaktywista propagujący terroryzm”.
Patrice Talon, biznesmen, który stał się politykiem i który jest prezydentem od 2016 r., nie może ponownie kandydować. Zdjęcie: Benin TV/Reuters TV/Reuters
„Przestrzeń obywatelska w Beninie nadal się kurczy wraz z falą ataków na niezależne media, a ludzie wciąż są arbitralnie aresztowani i przetrzymywani za sprzeciw” – powiedziała Dieudonné Dagbéto, szefowa Amnesty International Benin. „Pomimo postępu kobiety i grupy marginalizowane spotykają się z dyskryminacją, a przymusowe eksmisje zagrażają prawom człowieka tysięcy ludzi”.
Istnieją również obawy, że Benin w coraz większym stopniu stanie się państwem jednopartyjnym. W 2024 r. parlament podniósł progi kandydowania, wymagając obecnie, aby partie uzyskały co najmniej 10% głosów, aby zapewnić sobie mandaty, a kandydata na prezydenta wspierało co najmniej 15% burmistrzów i prawodawców. Pomogło to koalicji rządzącej zdobyć wszystkie 109 mandatów w styczniowych wyborach do organów legislacyjnych, ponieważ partiom opozycji niezwykle trudno było dokonać tej obniżki.
W styczniowym sondażu wzięło udział jedynie 36% z około 7,8 miliona osób zarejestrowanych do głosowania. Przed weekendem istnieją obawy, że może dojść do podobnego wyniku.
Główną opozycją wobec Wadagniego jest były minister kultury Paul Hounkpè z skrajnej partii opozycyjnej Cowry Forces for an Emerging Benin (FCBE). Jest postrzegany jako symboliczny kandydat po zawarciu porozumienia z koalicją rządzącą w celu osiągnięcia wymaganego progu.
Nie mogąc sprostać wymaganiom, główna partia opozycji, Demokraci, nie wystawia żadnego kandydata. Chociaż nie wzywali do bojkotu, odmówili poparcia kogokolwiek w wyborach, które odbędą się w ten weekend. W rzeczywistości partia zawiesiła prawie dwudziestu członków za działalność antypartyjną po podobno poparciu kandydata koalicji rządzącej.
„Dyswalifikacja naszego duetu (kandydata i kandydata na kandydata) jest zaprogramowanym wykluczeniem” – stwierdzono w oświadczeniu wydanym po tym, jak Trybunał Konstytucyjny potwierdził wykluczenie w październiku ubiegłego roku. „To dowodzi, że wybory w 2026 roku są organizowane tak, aby wykluczyć poważnego pretendenta do władzy”.