Strona główna Wiadomości Czy jestem szczęśliwszą osobą dzięki posiadaniu dziecka? To złe pytanie | Rhiannon...

Czy jestem szczęśliwszą osobą dzięki posiadaniu dziecka? To złe pytanie | Rhiannon Lucy Cosslett

9
0


Czy posiadanie dzieci czyni cię szczęśliwszym? Najwyraźniej nie, jak wynika z nowego badania opublikowanego w „Evolutionary Psychology”, które pomimo zaangażowania ponad 5000 uczestników w 10 krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, nie znalazło mocnych dowodów na to, że rodzicielstwo prowadzi do wymiernego wzrostu pozytywnych emocji. Naukowcy pod kierunkiem Menelaosa Apostolou z Uniwersytetu w Nikozji przyjrzeli się zarówno dobrostanowi hedonicznemu (codzienne stany emocjonalne, takie jak radość, smutek i samotność), jak i dobrostanowi eudajmonicznemu (poczucie celu i znaczenia). Z wyjątkiem matek w Grecji, które miały większe poczucie tego drugiego, nie było statystycznie istotnej różnicy między rodzicami i osobami niebędącymi rodzicami, co sugeruje, że bycie rodzicem pozostawia dobrostan emocjonalny w dużej mierze niezmieniony.

Uznano to za zaskakujące, ale czy rzeczywiście tak jest? Kocham mojego syna i bycie jego matką nadało mojemu życiu wielką radość i sens, ale to nie znaczy, że moje życie ma więcej radości i sensu niż życie kogoś bez dzieci. Do pewnego stopnia porównywanie mojego życia jako matki z życiem obcej osoby bez dzieci jest pozbawione sensu: dzieci to nie dodatki, których obecność lub brak ujawnia statyczny stan emocjonalny. Jedynym sposobem, aby naprawdę uzyskać dane, byłby dostęp do dwóch osi czasu. W jednym miałeś dzieci, w drugim nie. Każda z równoległych ja wypełniłaby kwestionariusz terapii poznawczo-behawioralnej (CBT), który można następnie porównać.

Jednak nawet wtedy nie dociera to do sedna sprawy. Równie dobrze możesz zapytać: czy kochanie ludzi uszczęśliwia cię? Odpowiedź brzmiałaby: czasami tak, ale innym razem powoduje to ogromny ból. Taki jest stan człowieka. Decydując się na posiadanie dzieci, w zasadzie poszerzasz grono ludzi, których bardzo kochasz, których smutki są twoimi smutkami i których śmierć lub nieobecność zniszczyłyby cię. Kiedy to jest Twoje dziecko, te uczucia są silniejsze, niż kiedykolwiek mogłeś sobie wyobrazić. Cytując moją mamę: „Kiedy już urodzisz dziecko, będziesz bezbronny na zawsze”. Cytując Shadię, która opiekowała się moim synem, gdy był niemowlęciem: „Oto on, twoje serce poza ciałem”.

Intensywność tego uczucia jest jednak ulotna. Tak jak szczęście nie jest stanem ciągłym, podobnie jak nowa wrażliwość rodzicielstwa. To są złożone emocje. Dyskusja na temat Godziny Kobiet poruszyła wiele istotnych kwestii – presję wywieraną na kobiety, aby angażowały się w intensywne macierzyństwo, ciężar, jaki spoczywa na dzieciach za szczęście rodziców oraz to, jak fajnie może być przebywanie w towarzystwie dzieci, o czym często zapominamy. Jednak to niepewne poczucie bezbronności? Chwiejne uczucie niemal żalu, które może cię dosięgnąć, kiedy najmniej się tego spodziewasz, jak rodzaj okropnego zawrotu głowy? Nie dotyczyło to tego.

Bez wątpienia znajdą się ludzie, którzy powiedzą, że wszystko mi się myli. No wiesz, „kochanie bycia mamą”. Dokonam więc obowiązkowego zastrzeżenia, a mianowicie, że ja też uwielbiam być mamą. Jednocześnie nie sądzę, że społeczeństwo nie jest uczciwe w kwestii realiów pracy opiekuńczej. Stare kłamstwo głosi, że praca opiekuńcza daje pełną satysfakcję (dla kobiet), choć oczywiście tak nie jest, nawet jeśli kocha się odbiorcę tej opieki bardziej niż wszystkich innych. Mamy taki problem z oddzieleniem opieki od miłości, przyznaniem, że praca opiekuńcza to ciężka praca i że zostając rodzicem, podpisujemy się na wiele, wiele lat, a może i całe życie, pracy opiekuńczej i że czasami wolimy poczytać książkę, pójść na spacer lub popływać w morzu. Że można tęsknić za tymi rzeczami, a nawet żałować utraty wolności.

Na drugiej osi czasu mam więcej pieniędzy i mniej zmartwień. Jestem wolna od pracy związanej z opieką nad dzieckiem i nie muszę żyć z zawrotami głowy, jak to nazywam, a przynajmniej nie w takim stopniu. Moje życie nadal ma sens, oczywiście, że ma. Co najważniejsze, nie mam świadomości mojej obecnej osi czasu, tej, w której znam radość, jaką można znaleźć w odkryciu idealnego kija, tej, w której moje dziecko biegnie do domu ze śmiechem po usianych kwiatami chodnikach, z wyrazem jego twarzy, gdy zatrzymuje się i odwraca, uśmiechając się wyczekująco, dopóki nie podniosę ramion nad głowę i wiwatuję jego imię. „Jesteś taki szybki!” krzyczę. To absurdalna euforia: taka prosta, taka łatwa.

Czy jestem szczęśliwszy? Kto ma powiedzieć? Mam inne odczucia niż znajoma, która mając problemy z zajściem w ciążę, stwierdziła, że ​​nie wierzy, że jej zdrowie psychiczne kiedykolwiek wróci do zdrowia, jeśli nie będzie mogła mieć dziecka. Myślę, że mogłabym znaleźć sposób na bycie szczęśliwym, być może po intensywnym żalu. Mój syn był bardzo poszukiwany. Nie miałam go, żeby mnie „uzupełnił” i uszczęśliwił, ale jego posiadanie z pewnością uchroniło mnie od bycia strasznie nieszczęśliwą, przynajmniej na jakiś czas.

Rodzicielstwo nie jest trwałym stanem emocjonalnym, ale serią intensywnych wzlotów i upadków. Skoki radości są z pewnością wyższe niż kiedyś (badanie również to sugerowało), a spadki są niższe. Jednak tym, co sprawia, że ​​trudne uczucia są łatwiejsze do opanowania, jest zabawa. I, co najważniejsze, posiadanie systemu wsparcia. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wyniki badania byłyby zupełnie inne, gdyby wszystkim uczestnikom zwrócono wioskę, którą historycznie powinni posiadać ludzie. Być może dlatego greckie matki są szczęśliwsze i mają większe poczucie celu. Bo kiedy dostaną zawroty głowy i zmęczenie, są tam ludzie, którzy potrzymają dziecko.