Strona główna Wiadomości „Czekaliśmy 12 lat”: przyszłość uciekinierów z syryjskich obozów jest niepewna | Syria

„Czekaliśmy 12 lat”: przyszłość uciekinierów z syryjskich obozów jest niepewna | Syria

8
0


Przez tygodnie krążył w pobliżu granicy Turcji z Syrią, mając nadzieję na dobre wieści. Na początku lutego Xhetan Ndregjoni otrzymał wiadomość, na co czekał – jego siostrzenica Eva była w drodze po ucieczce z obskurnego obozu na pustyni w Syrii, gdzie od dziecka była przetrzymywana bez postawienia zarzutów.

„Brak mi słów, żeby opisać ten moment” – powiedziała Ndregjoni o ich ponownym spotkaniu.

Ciężka sytuacja rodziny trwała ponad dekadę, kiedy dziewięcioletnia Eva Dumani i jej młodszy brat (7 lat) zostali porwani z domu w Albanii i zabrani do Syrii przez jej ojca, który później zginął walcząc dla Państwa Islamskiego.

Uwolnienie Dumaniego było rzadkim momentem radości w obliczu postępującej katastrofy w północnej Syrii. Stopniowe opróżnianie obozu al-Hawl – w którym przez lata arbitralnie przetrzymywano tysiące kobiet i dzieci z ponad 40 krajów rzekomych powiązań z IS – spowodowało, że wiele z nich zostało porzuconych w strefie pokonfliktowej, narażonych na wyzysk i budzących nowe obawy dotyczące bezpieczeństwa.

Upadek obozu, a także niepewność co do przyszłości mniejszego ośrodka al-Roj, w którym przetrzymywanych jest wielu obywateli Europy Zachodniej i Australii – w tym Shamima Begum, która w wieku 15 lat przyjechała do Syrii z Wielkiej Brytanii – doprowadziło do ponownych wezwań rządów do repatriacji obywateli przetrzymywanych od lat bez postawienia zarzutów i procesu.

„Ludzie będą wracać, czy tego chcesz, czy nie, zwłaszcza jeśli uciekną” – powiedziała Devorah Margolin, starsza specjalistka w Waszyngtońskim Instytucie Polityki Bliskowschodniej.

Po upadku Państwa Islamskiego w 2019 r. w al-Hawl przetrzymywano około 6000 cudzoziemców z takich krajów, jak Serbia, Bośnia i Albania, w tym wiele kobiet i dzieci. Większość z nich od lat pozostaje w warunkach, które Human Rights Watch określiła jako „nieludzkie, poniżające i zagrażające życiu”, charakteryzujących się chronicznymi niedoborami żywności i leków, a także przemocą ze strony kobiet nadal lojalnych wobec IS.

Członek syryjskich sił bezpieczeństwa przy wejściu do obozu al-Hawl w styczniu. Zdjęcie: Abdulmonam Eassa/Getty Images

Margolin powiedział, że opróżnianie obozu pokazało, że rządy, które wahały się lub odmawiały repatriacji obywateli, nie mogą już dłużej przymykać oczu. „Ludzie wrócą do Europy. Dlatego posiadanie proaktywnego planu, w którym można skoncentrować się na opiece opartej na wiedzy na temat traumy, reintegracji, wycofaniu się, a także monitorowaniu bezpieczeństwa, jest o wiele lepszą praktyką w zakresie bezpieczeństwa niż pozwalanie ludziom na wkradanie się i nie zajmowanie się tym w ogóle” – powiedziała. „To proszenie się, aby stało się coś złego”.

Władze belgijskie poinformowały, że oprócz Dumaniego w lutym wróciła także kobieta oskarżona zaocznie o członkostwo w IS i po przybyciu została aresztowana.

Źródło poinformowało także Guardiana o innej kobiecie z Europy Zachodniej, której udało się przemycić z al-Hawl do Libanu, gdzie pojawiła się w ambasadzie swojego kraju i poprosiła o pomoc w repatriacji. Niedawno w al-Roj ponad 30 Australijczyków próbowało samodzielnie opuścić obóz i wrócić do domu, ale w ostatniej chwili zostali zawróceni.

W niedawnym wywiadzie dla al-Roj Elona Shuli – najstarsza z trzech sióstr przywiezionych do Syrii jako dzieci i poślubiona bojownikowi IS w wieku 13 lat – powiedziała, że ​​ma nadzieję na repatriację przez Albanię. Trzymając na rękach dwójkę dzieci, odezwała się, zerkając na stojącą w pobliżu Albanię. Krewny powiedział później, że bardziej ekstremistyczne Albanki działają jako „egzekutorzy” wobec Shuli i jej dwóch młodszych sióstr, próbując utrzymać je w zgodzie z ideologią IS.

Rząd albański powiedział rodzinie Shuli, że nie może jej repatriować, ponieważ nie może zlokalizować jej dokładnego miejsca pobytu w obozie Al Roj. Strażnik odnalazł Shuli w ciągu kilku minut, po podaniu władzom obozu jej nazwiska i zaprowadzeniu do jej namiotu.

W całej Europie opinia publiczna nie przyjęła do wiadomości zmieniającej się sytuacji w Syrii, pomimo utrzymujących się od dawna obaw związanych z powrotem osób powiązanych z IS.

Upadek al-Hawl i niepewność co do sytuacji al-Roj oznaczają, że kobietom i dzieciom grozi pozostawienie ich samych w strefie konfliktu, stwierdziła Beatrice Eriksson z organizacji prawniczej Repatriate the Children. Powiedziała, że ​​wiele kobiet zwracało się do swoich rządów o pomoc, często bez odpowiedzi.

Eriksson powiedziała, że ​​te dzieci i ich matki stoją w obliczu „bezpośredniego zagrożenia”. „Odpowiedzialne kraje muszą teraz wkroczyć i pomóc swoim obywatelom w powrocie do domu, nie ma już czasu do stracenia. W Syrii istnieją grupy niepaństwowe, które są zainteresowane werbowaniem, zmuszaniem i wykorzystywaniem tych dzieci i ich matek” – dodała.

Badania przeprowadzone przez Human Rights Watch wykazały, że wiele repatriowanych dzieci udało się pomyślnie zreintegrować, mimo że były przetrzymywane w tak strasznych warunkach, jak organizacja ostrzegła, że ​​ich skumulowany wpływ na psychikę może „przyrównać się do tortur”.

Chociaż Eriksson z zadowoleniem przyjęła powrót Dumani do Albanii, stwierdziła, że ​​„niepokojące” jest to, że jej rodzinie powierzono zapewnienie jej bezpieczeństwa. „Wujek Ewy jest prawdziwym bohaterem” – powiedziała.

Babcia Dumaniego udała się wcześniej do Syrii, aby zabrać do domu swoje wnuki, ale została zatrzymana i zmarła po sześciu latach bez postawienia zarzutów. Dumani została sama po repatriacji jej brata w 2020 roku.

Widok z lotu ptaka na obóz al-Hawl wykonany w styczniu. Zdjęcie: Anadolu/Getty Images

Po ucieczce z al-Hawl na początku tego roku Dumani szła przez cztery godziny, aby dotrzeć do głównej drogi, gdzie zorganizowała spotkanie przemytników i zabranie jej do Turcji – powiedział jej wujek Guardianowi. Albańscy urzędnicy powiedzieli, że pomogli jej w podróży z Turcji do Albanii.

Po powrocie do domu mogła w końcu przytulić rodzinę. „Czekaliśmy na ten moment od 12 lat” – powiedział Ndregjoni. „To było niesamowicie emocjonalne, kiedy zobaczyła swojego brata i matkę”.

Powiedział, że Dumani, obecnie 20-letni, dobrze przystosowuje się do życia w domu. Rozpoczęła naukę w szkole średniej, chcąc nadrobić zaległości w nauce, które utraciła w areszcie.

Teraz jego obawy przeniosły się na około 25 Albańczyków wciąż uwięzionych w północnej Syrii. „Prosimy rząd, aby sprowadził do domu inne dzieci znajdujące się w tej sytuacji. Dla nich naprawdę ważne jest, aby mieć swoje dzieci w domu” – powiedział.