Strona główna Wiadomości Bałagan w ogrodzie to wspaniały ogród. Musimy przestać je sprzątać, motywować i...

Bałagan w ogrodzie to wspaniały ogród. Musimy przestać je sprzątać, motywować i brukować | Emmę Beddington

10
0


Na zewnątrz jest głośno. Zimą zapominam, jak głośno robi się w ogrodzie, kiedy konieczność pieprzenia się, walki o terytorium, a potem wychowywania dzieci staje się pilna – wróble odlatują, sikory toczą wojnę o darń, a konkurencyjne gołębie gruchają, by uwieść Susan, zbiegłą gołębicę weselną, która mieszka na naszym dachu. Kiedy wczoraj siedziałem na słońcu, pracowite brzęczenie pszczół walczących z pozostałościami kwiatu wiśni było głośne jak w kosiarce, któremu towarzyszyło „oddalające się” piski kosów gniazdujących w bluszczu.

Jednak był też inny dźwięk: warkot minikoparki rozrywającej pobliski ogród. Zaczęli od żywopłotu – właściwie myślałem, że to wszystko, co zamierzają zrobić, bo często się tu zdarza. Byłby to trzeci przypadek, jaki zauważyłem w ciągu kilku tygodni. Na pierwszą z dumą wskazał mi właściciel; drugi widziałem dopiero później – nagi rząd postrzępionych pniaków w miejscu, gdzie kiedyś rosły gęste liście. Ale tym razem zdałem sobie sprawę, że mieli większe plany: kiedy żywopłot zniknął, kopali dalej, usuwając krzaki, rośliny, drzewa i każdy centymetr wszystkiego, co kiedykolwiek tam żyło. Do wieczora pozostał już tylko wykopany rów z gołej ziemi i kontener pełen wyrwanych z korzeniami gałęzi, motków bluszczu i kęp trawy. W ciągu jednego pięknego, ciepłego kwietniowego dnia to, co było ogrodem, przestało istnieć.

Czyż nie powinniśmy być narodem miłośników ogrodów? Nie ma na to ochoty. Co roku w tym miejscu betonuje się kilka frontowych ogrodów: schludne drewniane płoty zastępujące rozłożysty ligustr (a nawet tarninę lub ostrokrzew); wybrukowane podjazdy pokrywały kępy omszałej, zaniedbanej, niejednolitej trawy i obrzeży pełnych ostów i mleczy. I dzieje się tak niemal wszędzie: opublikowany w zeszłym roku audyt Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego (RHS) wykazał, że prawie połowa powierzchni ogrodów w Wielkiej Brytanii jest obecnie wybrukowana. Ludzie mają swoje powody i nie jest to moja cholerna sprawa, ale co roku sam siebie zaskakuję emocjami, jakie to we mnie wywołuje. „Nie daj Boże, żeby coś urosło” – mruczę, przechodząc obok, nietypowo lekkomyślnie ryzykując walkę. „Nie daj Boże, żeby twoje wnuki oglądały motyle”. (Kiedy jestem smutny, staję się melodramatyczny i świętoszkowaty.)

Niedawno rozmawiałem z działaczami na rzecz ochrony przyrody i z takim zachwytem i szacunkiem opowiadają o ogrodach – tych małych oazach tlenu i różnorodności biologicznej, w których żyje „ponad 50% motyli, płazów i gadów w kraju oraz ponad 40% gatunków ptaków i ssaków” – twierdzi RHS. O tym właśnie opowiada nowy serial Davida Attenborougha „Tajemniczy ogród”. „Magiczne miejsca” – nazywa je Attenborough, niektóre „prawie tak różnorodne jak tropikalny las deszczowy”. Obejrzałem odcinek Bristolu – mały, ale piękny ogród miejski, w którym żyją jeże, żaby, sikorki modre i 50 gatunków pszczół – i zabawne (no cóż, wcale nie zabawne) było oglądanie tego hymnu na cześć magii ogrodu, gdy kolejny ogród został wyrwany.

„Wspaniała fantazja” – nazwano to w recenzji i rzeczywiście jedno na osiem gospodarstw domowych nie ma ogrodu, a biedniejsi ludzie i mniejszości etniczne są nieproporcjonalnie pozbawieni terenów zielonych. Nawet ci, którzy mają ogrody, często nie mają czasu ani zasobów, aby je pielęgnować, nie mówiąc już o tworzeniu gęsto, sprytnie obsadzonych, różnorodnych oaz dzikiej przyrody. Ludzie są zajęci; ogrodnictwo wydaje się uciążliwe lub onieśmielające.

Ale to, co może zrobić każdy, kto ma kącik przestrzeni zewnętrznej, jest niczym. Właściwie nic nie jest najlepsze: mlecze i osty dostarczają nektaru i pyłku; rozrzucona trawa żywi się gąsienicami; pszczoły górnicze nory składają jaja w łysych skrawkach ziemi; ptaki wyścielają gniazda mchem; mszyce są pożywieniem; martwe łodygi i zaspy niezamiecionych liści to schronienia i spiżarnie. Negatywna przestrzeń, w której nie uprawia się ogrodu, może być dokładnie tam, gdzie dzieje się zwykła magia życia. Przypuszczam, że praca ma charakter mentalny – pozwala sobie znaleźć coś innego, pięknego; oparcie się pokusie lub naciskowi zewnętrznemu, aby utrzymać porządek.

Wiem, że ma prawie 100 lat, ale czy moglibyśmy namówić Sir Davida na dodatkowy odcinek, który pokazałby nam, że zaniedbane ogrody pełne splątanych jeżyn, grządek pokrzywy, zarośniętych łysych trawników i przerośniętych żywopłotów mogą być również żywe i piękne? Jego kraj i żyjące w nim stworzenia go potrzebują.

Emma Beddington jest felietonistką Guardiana

Czy masz opinię na temat kwestii poruszonych w tym artykule? Jeśli chcesz przesłać odpowiedź zawierającą maksymalnie 300 słów pocztą elektroniczną, aby uwzględnić ją w publikacji w naszej sekcji listów, kliknij tutaj.