Strona główna Wiadomości Samoloty pełne negocjatorów i za mało czasu: 21 godzin rozmów USA i...

Samoloty pełne negocjatorów i za mało czasu: 21 godzin rozmów USA i Iranu | Wojna USA-Izrael z Iranem

7
0


Stałoby się tak, gdyby obie delegacje biorące udział w rozmowach pokojowych między Iranem a USA w Islamabadzie miały nadzieję, że sama liczba negocjatorów przylatujących do Pakistanu może pokonać przeszkodę wynikającą z posiadania tylko skończonej liczby godzin na rozstrzygnięcie dwudziestoletniego sporu dotyczącego nuklearnych ambicji Iranu, obecnie nałożonego na nowe, złożone kwestie, takie jak przyszła kontrola cieśniny Ormuz i rekompensata USA za atak na Iran.

Iran wysłał dwa samoloty z negocjatorami. Wśród nich było wielu członków Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), którzy czuwali nad tym, aby przy stole dyplomatycznym nie zrzec się żadnych zdobyczy w terenie. Dyplomaci rozproszeni po dokumentach politycznych, prawnych, bezpieczeństwa, gospodarczych i wojskowych. Jedno sporządzone przez Iran wyjaśnienie techniczne dotyczące bezpieczeństwa obiektu jądrowego liczyło ponad 100 stron.

Stany Zjednoczone, często oskarżane o pozostawienie rozmów „nienotowanemu” specjalnemu wysłannikowi Steve’owi Witkoffowi, wysłały nie tylko wiceprezydenta JD Vance’a, ale prawie 300 innych urzędników. Stałoby się tak, gdyby w końcu zdano sobie sprawę, że irański zespół negocjacyjny, w skład którego wchodzą takie osobistości jak Ali Bagheri Kani, zastępca sekretarza Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i główny negocjator podczas poprzednich rozmów nuklearnych oraz Abbas Araghchi, główny negocjator w 2015 r., a obecnie minister spraw zagranicznych, mogą znaleźć się w centrum uwagi.

Podczas rozmów Vance co najmniej kilkanaście razy rozmawiał z Donaldem Trumpem, a nawet raz z izraelskim Benjaminem Netanjahu, a rozmowa, jak Araghchi szybko stwierdził, doprowadziła do usztywnienia stanowiska USA. Prawdopodobnie jednak nierealistyczne było oczekiwanie, że kwestie, które zajmowały dwa lata negocjacji w Wiedniu w latach 2013–2015 w sprawie porozumienia nuklearnego, zostaną rozwiązane podczas jednej sesji maratonu.

Robert Malley, weteran rozmów nuklearnych z Iranem pod rządami Joe Bidena, zauważył zwięźle: „Dwadzieścia jeden godzin to o 20 godzin za dużo, jeśli celem było powtórzenie żądania, które Iran już odrzucił. To było o wiele godzin za mało, jeśli celem były negocjacje”.

Inny weteran Departamentu Stanu USA, Aaron David Miller, zauważył, że jeśli administracja wierzyła, że ​​po zaledwie 21 godzinach negocjacji Iran zrezygnuje ze wzbogacania – co sugerował Vance – to całkowicie błędnie odczytała moment i irańską delegację.

W tym kontekście niefortunne było, że Vance mówił o przybyciu do Islamabadu, aby sprawdzić, „czy uda nam się doprowadzić do sytuacji, w której Irańczycy będą skłonni zaakceptować nasze warunki”. Były minister spraw zagranicznych Iranu Javad Zarif, odważny orędownik rozmów z USA nawet w czasie wojny, nie był jedynym Irańczykiem, który twierdził, że to zdanie ujawniło niezmienną arogancję Stanów Zjednoczonych na zasadzie „bierz albo zostaw”. „Żadne negocjacje, przynajmniej z Iranem, nie zakończą się sukcesem na naszych/twoich warunkach” – powiedział. „Stany Zjednoczone muszą się nauczyć: nie można dyktować warunków Iranowi. Nie jest za późno na naukę. Jednak.”

Rodzi to jednak pytania, czy proces rozmów jest już zakończony, czy trwa, oraz co obie strony próbowały osiągnąć w weekend w Islamabadzie. W pierwszym pytaniu Pakistan, gospodarz rozmów i mediator, apeluje do obu stron, aby nie zamykały drzwi przed dyplomacją i nie wznawiały walk. Z kolei izraelski minister energetyki Eli Cohen twierdzi, że brak porozumienia oznacza, że ​​możliwy jest atak na Iran.

Vance był bardziej subtelny. „Wyjeżdżamy stąd z bardzo prostą propozycją, metodą porozumienia, która jest naszą najlepszą i ostateczną ofertą. Zobaczymy, czy Irańczycy ją zaakceptują” – powiedział, sugerując kontynuację rozmowy.

Plan Trumpa zakłada, że ​​tymczasowy plan zakłada blokadę cieśniny Ormuz, próbując przejąć najlepszą kartę negocjacyjną Iranu, aby uniemożliwić eksport irańskiej ropy. Takie posunięcie, jak podkreśla wielu irańskich dyplomatów, może jedynie zwiększyć presję na wzrost cen ropy.

Jeśli chodzi o to, co obie strony próbowały osiągnąć w ciągu 21 godzin dyplomacji, na jednym poziomie pojawiły się, aby sprawdzić swoją determinację po prawie 40 dniach walk. Przed rozmowami Iran nieco ustąpił, ponieważ nie zapewnił pełnego zawieszenia broni w Libanie, którego żądał, ani nie uzyskał uwolnienia swoich zamrożonych aktywów przed spotkaniem z Vance’em. Zamiast tego Netanjahu zgodził się na bezpośrednie rozmowy z Libanem we wtorek, po raz pierwszy od 30 lat.

Celem Iranu było sporządzenie protokołu ustaleń przed sfinalizowaniem porozumienia pokojowego na okres dłuższy niż dwa tygodnie, co oznaczałoby przedłużenie dwutygodniowego zawieszenia broni.

Rzecznik irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych Esmaeil Baghaei przyznał, że ramy czasowe ustalone w Islamabadzie oznaczają, że prawdopodobnie nie zostanie osiągnięte ogólne porozumienie, i wspomniał o dwóch lub trzech kwestiach, które pozostają nierozstrzygnięte. Kwestie te nie są techniczne, ale fundamentalne: Izrael kończy swoją ofensywę w Libanie; protokół dotyczący przyszłego zarządzania żeglugą w cieśninie Ormuz; oraz przyszłość irańskich zapasów wysoko wzbogaconego uranu, w tym to, czy Iran wystarczyłby domieszkę uranu pod ścisłym nadzorem inspektoratu nuklearnego ONZ w Iranie, czy też zamiast tego konieczne byłoby jego wyeksportowanie do kraju trzeciego, takiego jak Rosja.

Odnosząc się do prawa Iranu do wzbogacania uranu na rynku krajowym, Vance powiedział: „Prosty fakt jest taki, że potrzebujemy pozytywnego zobowiązania, że ​​nie będzie on szukał broni nuklearnej ani nie będzie szukał narzędzi, które umożliwią im szybkie zdobycie broni nuklearnej”.

Przysłówek kwalifikujący „szybko” może mieć znaczenie, ponieważ zgodnie z jedną z interpretacji wzbogacenie do poziomu czystości 3,67% – maksymalnego poziomu czystości określonego w porozumieniu nuklearnym Baracka Obamy z 2015 r. – pozostawia Iranowi daleko od czystości na poziomie broni nuklearnej. Praktyczna zdolność Iranu do wzbogacania uranu wynosi obecnie zero ze względu na poprzednie ataki USA na jego obiekty nuklearne, zatem debata na temat prawa do wzbogacania jest w dużej mierze teoretyczna i dotyczy suwerenności narodowej.

Mniej teoretyczna jest najbliższa przyszłość cieśniny Ormuz, trującej pigułki podanej światu przez niezdolność ekipy Trumpa do wyobrażenia sobie reakcji Iranu na atak, który według niego będzie trwał kilka dni.

W tej chwili Iran wybiera narodowość statków przepływających przez cieśninę. Według Tanker Tracker w sobotę przez cieśninę przepłynęło 2 mln baryłek irackiej ropy i 4 mln baryłek saudyjskiej ropy. Zezwolenia ad hoc, na zasadzie łaski i przysługi, mogą dać Iranowi nową broń gospodarczą i dyplomatyczną, ale nie stanowią trwałej podstawy do prowadzenia światowego handlu. Po pierwsze, Iran po prostu nie ma aparatu administracyjnego, aby nakładać selektywne cła lub pilnować cieśniny, co musiałby zrobić wspólnie z Omanem po drugiej stronie cieśniny.

Ale Iranowi trudno jest zrezygnować ze swojej nowej broni, ponieważ była ona źródłem jego zbawienia w tej wojnie. Mohammad Taghi Naghdali, członek irańskiego parlamentu, powiedział: „Cieśnina Ormuz jest dla nas czymś więcej niż bombą atomową, bombą atomową, która działa nieprzerwanie na poziomie globalnym i ukazuje strategiczną głębokość republiki islamskiej”. Powiedział, że opcje to powrót do wojny lub utrzymanie kości w gardle świata.

Głębokie problemy Iranu nie wyparowały. Inflacja zmierza w kierunku trzycyfrowym. Należy znaleźć sposób na rozwiązanie problemu przerwy w dostępie do Internetu, w przeciwnym razie przedsiębiorstwa upadną, a społeczeństwo obywatelskie straci cierpliwość. Kraj pozostaje odcięty, a jego przywódcom w każdej chwili grozi zamach. Jak dotąd przetrwanie dla Iranu jest oszałamiającym osiągnięciem, ale przetrwanie, podobnie jak patriotyzm, może nie wystarczyć.