Strona główna Wiadomości Opinia Guardiana na temat rozmów USA-Iran: Dyplomacja Trumpa słabnie wraz ze wzrostem...

Opinia Guardiana na temat rozmów USA-Iran: Dyplomacja Trumpa słabnie wraz ze wzrostem ryzyka wojny | Redakcyjny

8
0


Gdy wiceprezydent USA JD Vance po 21 godzinach rozmów dyplomatycznych stanął na podium w Pakistanie i oznajmił, że nie osiągnięto porozumienia w sprawie zakończenia wojny z Iranem, jego szef Donald Trump przebywał w Miami, oglądając walkę mieszanych sztuk walki. Kontrast był wyraźny. Właśnie wtedy, gdy wynik wojny i stabilność rynków światowych wisiały na włosku, prezydent przedłożył spektakl zamiast zaangażowania. Trump może zamierzać pokazać siłę. Jednak wrażenie, jakie stwarza – w Teheranie i wśród sojuszników Ameryki – jest takie, że prezydent jest mniej zainteresowany istotą dyplomacji niż otaczającą ją polityką.

Rozmowy w Islamabadzie nie zakończyły się niepowodzeniem; USA i Iran rozmawiały obok siebie. Waszyngton stoi na stanowisku, że Iran musi porzucić swoją zdolność do opracowania broni nuklearnej, podczas gdy Teheran upiera się, że jej nie poszukuje i ma prawo do cywilnego programu nuklearnego. „Ostateczna i najlepsza oferta” amerykańskiego wiceprezydenta wymagałaby od Iranu całkowitej rezygnacji z tej zdolności – warunków, które nie przypominały podstawy negocjacji, a raczej próbę narzucenia warunków zwycięstwa.

Waszyngton chciał także swobodnego przejścia przez cieśninę Ormuz, ważną światową arterię energetyczną. Zamiast tego Teheran starał się przejąć kontrolę nad cieśniną poprzez opłaty tranzytowe, a także zniesienie sankcji, odmrożenie aktywów i wypłatę odszkodowań, a także szersze regionalne zawieszenie broni. Biorąc pod uwagę tę lukę, było mało prawdopodobne, aby stanowiska udało się pogodzić w jednej rundzie negocjacji. Rezultatem były rozmowy bez zaufania i wojna bez rozwiązania.

Winston Churchill słusznie argumentował, że szczęka i szczęka są lepsze niż wojna wojenna. Preferowane są rozmowy, ponieważ walka jest destrukcyjna, nieprzewidywalna i kosztowna. Ironią jest to, że Trump negocjuje program nuklearny, który kiedyś był objęty umową, którą zerwał, próbując jednocześnie ponownie otworzyć cieśninę zamkniętą przez nielegalną wojnę, którą zdecydował się rozpocząć. Porozumienie między Iranem a Ameryką – jakkolwiek niedoskonałe – pozostawiłoby świat w lepszej sytuacji niż ciągły konflikt. Jest to szczególnie prawdziwe, gdy rynki ropy, gazu i finansów są tak ściśle powiązane.

Czasu na powrót do stołu negocjacyjnego ucieka. Los obecnego zawieszenia broni zależy nie tylko od Waszyngtonu i Teheranu, ale także od Izraela, którego rozszerzona kampania w południowym Libanie przeciwko Hezbollahowi – niszczenie wiosek w celu utworzenia strefy buforowej – została oskarżona o popełnienie zbrodni wojennych.

Jest mało prawdopodobne, aby rynki zareagowały pozytywnie na weekendowe wydarzenia. Biały Dom traktuje groźby w sposób dyplomatyczny, co dziwaczne, oczekując uległości. Trump może i chce odgrywać rolę twardziela, ale amerykańscy wyborcy za każdym razem, gdy podjeżdżają do pompy, stają przed inną rzeczywistością. Ponieważ ceny paliwa już rosną, jego decyzja o nałożeniu blokady morskiej na Iran i cieśninę Ormuz stwarza ryzyko nasilenia presji, którą ma złagodzić. Zakłócenie trasy, którą transportuje jedną piątą światowych zasobów ropy, spowodowałoby wzrost cen, a skutki rozprzestrzeniłyby się daleko poza Zatokę Perską. Dla Teheranu przetrwanie samo w sobie jest formą sukcesu.

Zawieszenie broni wygasa za nieco ponad tydzień. Rozmowy się nie skończyły, ale panuje impas. Jednak logika eskalacji zaczyna obowiązywać. Jest mało prawdopodobne, aby Iran ustąpił – zamiast tego zdecyduje się przetestować determinację USA na morzu. Ofensywa lądowa na pełną skalę może być na razie ograniczona przez letnie upały w Zatoce Perskiej, istnieje jednak ryzyko, że konflikt przerodzi się w bardziej niebezpieczne formy – konfrontację morską, ataki powietrzne i wojnę zastępczą – bez wyjścia. W takim scenariuszu nie będzie zwycięzców, są tylko przegrani.