Strona główna Wiadomości Opinia Guardiana na temat polityki sztucznej inteligencji: protesty w amerykańskich centrach danych...

Opinia Guardiana na temat polityki sztucznej inteligencji: protesty w amerykańskich centrach danych są ostrzeżeniem dla wielkich technologii | Redakcyjny

6
0


Kiedy robotni wyborcy Trumpa i przyjazne Magie stany Środkowego Zachodu przyłączają się do tej samej sprawy co Bernie Sanders i liberalni nauczyciele z Kalifornii, szykuje się coś nowego. W zeszłym miesiącu przyszła kolej Partii Republikańskiej w Teksasie, aby wyrazić jawny sprzeciw wobec budowy centrów danych dla sztucznej inteligencji do czasu zapewnienia odpowiednich zabezpieczeń środowiskowych dla społeczności lokalnych. W całych Stanach Zjednoczonych prowadzone są podobne kampanie, podczas których wyborcy z całego spektrum politycznego sprzeciwiają się ogromnym wpływom i potędze wielkich technologii.

Dla Białego Domu, który w swoim planie działania dotyczącym sztucznej inteligencji uznał szybki rozwój centrów danych za priorytet, skala protestów jest niepożądaną niespodzianką. Jednym z pierwszych działań Donalda Trumpa po powrocie na urząd było zatwierdzenie zderegulowanego podejścia „buduj, kochanie, buduj”, którego domagali się zwolennicy Doliny Krzemowej, którzy pomogli w finansowaniu jego kampanii. Giganci branżowi, tacy jak Amazon i Microsoft, inwestują w tym roku w centra danych o wartości szacunkowej 710 miliardów dolarów, stawiając swoją przyszłość na utrzymaniu przewagi w wyścigu sztucznej inteligencji.

Boom ma także swoją cenę polityczną dla państw, które zabiegały o ten kapitał poprzez ulgi podatkowe i inne dotacje. Lokalne wady przejawiają się w postaci wyższych rachunków za energię elektryczną dla konsumentów oraz intensywnej presji na lokalne systemy i sieci wodociągowe w wyniku żarłocznego zapotrzebowania ośrodków na energię. Niepokojące dla Trumpa wydaje się, że wśród urzędników Maga przed listopadowymi wyborami śródokresowymi przeważa poczucie, że potrzeby dużych technologii są traktowane priorytetowo przed potrzebami wyborców znajdujących się pod presją.

Demokraci powoli dostrzegają potencjał polityczny kwestii, która przeciwstawia interesy najpotężniejszych korporacji świata interesom zainteresowanych społeczności lokalnych. Jednak w niektórych przypadkach agresywnie konkurując o przyciągnięcie inwestycji związanych z dużymi technologiami, osobistości wyższego szczebla, takie jak gubernator Pensylwanii Josh Shapiro, podkreślają obecnie potrzebę unikania nieuregulowanego modelu „free-for-all”.

To mądrzejsze miejsce, ponieważ obawy związane ze sztuczną inteligencją, rosnącymi kosztami energii i środowiskiem przenikają się. W 2025 r. sprzeciw wobec budowy centrów danych doprowadził do zablokowania lub zawieszenia projektów o wartości szacunkowej 156 miliardów dolarów. Skala i intensywność buntu była taka, że ​​Waszyngton zagroził wstrzymaniem finansowania federalnego stanom, które uznano za stawiające zbyt wiele przeszkód. Gubernator Florydy Ron DeSantis, potencjalny republikański kandydat na prezydenta w 2028 r., skrytykował takie podejście jako próbę „zmiażdżenia stanów i pozwolenia wielkim technom na pisanie zasad”.

Z pewnością są to wczesne potyczki w szerszej bitwie, w której rozgrywa się polityka sztucznej inteligencji. Niedawne badanie przeprowadzone przez Pew Research Center wykazało, że 56% ekspertów w dziedzinie sztucznej inteligencji uważa, że ​​będzie ona miała pozytywny wpływ na Stany Zjednoczone w ciągu najbliższych 20 lat. Tylko 17% wszystkich Amerykanów myślało tak samo.

Ta ambiwalencja odzwierciedla głęboki i zrozumiały niepokój w związku z wpływem tej sytuacji na miejsca pracy. Rośnie jednak także świadomość kosztów społecznych rewolucji cyfrowej, która przyniosła zamożnej elicie ogromne fortuny, przekraczając jednocześnie zdolność polityków do regulowania związanych z nią szkód. Dolina Krzemowa powinna potraktować protesty dotyczące centrów danych jako ostrzeżenie: obywatele kraju znajdującego się w czołówce rewolucji sztucznej inteligencji chcą odzyskać kontrolę.