Strona główna Wiadomości Media społecznościowe były kiedyś wielką, globalną rozmową. Teraz są to tylko jednostki...

Media społecznościowe były kiedyś wielką, globalną rozmową. Teraz są to tylko jednostki zamknięte w swoich prywatnych światach | Tomka Whymana

8
0


Kiedyś publikowałem mnóstwo postów na Twitterze. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile dokładnie razy dziennie – ale po odkryciu platformy pod koniec 2010 roku odurzyło mnie poczucie, że mogę uczestniczyć w czymś w rodzaju globalnej rozmowy. Poczułem, że to platforma, do której każdy może dołączyć i na której każdego można wysłuchać. Twitter wydawał się łączyć ludzi: komentatorzy z entuzjazmem wypowiadali się na temat roli, jaką Twitter odegrał w ruchu Occupy; protesty dotyczące opłat studenckich; arabska wiosna.

Publikowałem posty, zawarłem przyjaźnie, poznałem ludzi, rozmawiałem z ludźmi, z którymi w innym przypadku nigdy nie byłbym w stanie nawiązać kontaktu. Relacje, które nawiązałem na Twitterze, ukształtowały moje wartości, moją politykę i moje życie. „Dziwny twitterowy” styl humoru dał mi kilka fraz, które nigdy nie przestaną grzechotać mi w głowie: za każdym razem, gdy wchodzę do apteki, myślę o kupieniu leków na uszy dla mojego chorego wujka, „a swoją drogą jest to model”. Ilekroć czytam coś o Watergate, wyobrażam sobie Richarda Nixona potępiającego film Fantastyczny pan Lis na tej podstawie, że jego główny bohater nosi „(przekleństwo) sztruksowy garnitur”.

Mamę moich dzieci poznałam na Twitterze – przeprowadziłam się do Berlina, żeby być z nią, a potem razem wróciliśmy do Wielkiej Brytanii. Za pośrednictwem Twittera mnie, który naprawdę jestem facetem, zaproponowano pracę przy pisaniu felietonów; występowanie w telewizji; nawet napisać książkę. Choć wstyd mi to przyznać, to dzięki Twitterowi stałam się osobą.

Nadal korzystam z Twittera – nigdy nie nazwę go X – ale obecnie już tylko półregularnie i na pewno bez entuzjazmu. Jestem jak były nałogowy palacz, który ograniczył się do kilku roll-upów dziennie: może sprawdzę to rano, ale przymus jest dużo słabszy niż kiedyś.

Przez chwilę bawiłem się Bluesky, ale nigdy nic mi to nie pomogło. Zaczynanie rozprawiania o czymś, co powiedział Keir Starmer, wydaje się bezcelowe, wręcz żenujące. Dlatego teraz rzadko loguję się do mediów społecznościowych. Wydaje się, że nie jestem w tym osamotniony. W ciągu ostatniego roku Ofcom zaobserwował gwałtowny spadek korzystania z mediów społecznościowych wśród dorosłych Wielkiej Brytanii – zaledwie 49% aktywnie publikuje posty w mediach społecznościowych, w porównaniu z 61% rok wcześniej.

Jak zauważa Ofcom, nie jest to zaskakujące. Obawy o prywatność i nadmierny zasięg technologii oznaczają, że wiele osób wraca do głupich telefonów. Ludzie nauczyli się martwić o swój cyfrowy ślad, że stare posty mogą zostać odkopane, by je uszkodzić lub zawstydzić. Nawet ktoś tak świadomy marki jak Wes Streeting zapomniał usunąć wszystkie posty, które umieścił na temat swojego byłego przyjaciela Petera Mandelsona, w których nazywał go „Mandy”. Kiedy użytkownicy Twittera odkryli, że narzędzie Grok AI Elona Muska może generować obrazy o charakterze seksualnym niemal każdego, uwydatnili niebezpieczeństwa związane z takimi działaniami, jak publikowanie zdjęć swoich dzieci w Internecie.

Tymczasem największym platformom mediów społecznościowych – TikTok, Instagram – dziś znacznie bliżej jest do czegoś w rodzaju błyszczących, ogólnodostępnych „platform rozrywki”, gdzie zakłada się, że przeciętny użytkownik będzie jedynie pasywnie konsumował treści. Można się zastanawiać, co dokładnie sprawia, że ​​przeciętny Instagram jest „mediami społecznościowymi”, a nie tylko „mediami”. YouTube jest często uważany za media społecznościowe, ale moje dzieci nie postrzegałyby go jako innego niż którykolwiek z pozostałych kanałów telewizyjnych. Bycie influencerem to praca na pełny etat i choć nigdy nie było żadnych szczególnych barier wejścia na rynek, jeśli chodzi o publikowanie tweetów, to „przestawienie się” współczesnych mediów społecznościowych na wideo oznacza, że ​​aktywni użytkownicy będą musieli przynajmniej dokonać edycji.

W rezultacie platformy mediów społecznościowych są obecnie zdominowane przez garstkę dużych użytkowników. A to, co tworzą ci użytkownicy, samo w sobie jest coraz bardziej homogenizowane: obecnie algorytmy poradziłyby sobie z „dziwnym Twitterem”, zanim w ogóle się zaczął.

W ten sposób dochodzimy do tego, co wydaje mi się prawdziwym powodem, dla którego dorośli Brytyjczycy rzadziej zamieszczają posty w mediach społecznościowych: w pewnym sensie media „społecznościowe” już nie istnieją. Tweetowanie wydawało się kiedyś czynnością społeczną – a nawet sprawiało mi przyjemność (nigdy nie zapomnę wieczoru, na przykład, kiedy padły zarzuty Michaela Ashcrofta pod adresem Davida Camerona). Ale potem – mniej więcej w czasie pierwszego zwycięstwa Donalda Trumpa, Brexitu i najbardziej optymistycznego momentu w latach Corbyna – nastąpiła wyraźna zmiana nastrojów.

Pośród różnych wstrząsów wszystko, co indywidualni użytkownicy zamieszczali na Twitterze, zaczęło wydawać się pilnie poważne i ważne, w związku z czym zaczęto pociągać osoby prywatne do odpowiedzialności za ich uwagi, jakbyśmy wszyscy osobiście ubiegali się o urząd polityczny. Tweetowanie przestało być zabawą – ale nadal wydawało się w pewnym sensie konieczne: dla mnie stało się rodzajem bolesnego obowiązku społecznego. Dziś ból w dużej mierze minął – Twitter nie jest już na tyle ważny, aby jego „anulowanie” miało znaczenie. Ale w dzisiejszych czasach tweetowanie wydaje się po prostu daremne. Twitter stał się miejscem, w którym możesz być świadkiem okropności, jakie siły te wyrządziły światu – a potem być może wyrzucić w pustkę kilka myśli na temat tych okropności.

Ale z drugiej strony nie jestem już pewien, czy ludzie w Internecie naprawdę są sobą zainteresowani. Twitter był Internetem jako wielka, globalna rozmowa. Jednak dzisiaj społeczeństwo internetowe osłabło do tego stopnia, że ​​ludzie wydają się szczęśliwsi, utrzymując paraspołeczne relacje z wpływowymi osobami lub zakochując się w dużych modelach językowych, którym kazano udawać idealnego partnera.

Wiele z najbardziej przekonujących głosów na klasycznym Twitterze wycofało się do swoich prywatnych substacków. To wydaje się teraz idealne: Internet, w którym każdy użytkownik jest zamknięty w swoim prywatnym świecie; jaskinia Platona, w której cienie z biegiem czasu uczą się dopasowywać do podświadomych preferencji. Nie ma już czegoś takiego jak media społecznościowe: są tylko jednostki i ich algorytmy.