Strona główna Wiadomości A zwycięzcą wyborów jest… kandydat, którego stać na rosnące w Afryce opłaty...

A zwycięzcą wyborów jest… kandydat, którego stać na rosnące w Afryce opłaty za nominacje | Globalny rozwój

7
0


Alexis Mohamed bardzo chciałby stanąć przeciwko swojemu byłemu szefowi. Mohamed, wieloletni doradca prezydenta Dżibuti, Ismaila Omara Guelleha, złożył rezygnację ze stanowiska we wrześniu ubiegłego roku, powołując się na regres demokracji w kraju.

Jednak podczas weekendowych wyborów Mohameda nie było na karcie do głosowania. Obecnie przebywający poza granicami kraju twierdzi, że nie może wrócić do domu, aby swobodnie składać dokumenty nominacyjne lub prowadzić kampanię bez wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa. Nawet gdyby pozwolono mu startować, koszty nominacji nadal stanowiłyby stromą barierę w środowisku politycznym, które wielu krytyków określa jako ceremonialne, a Guelleh był zwyczajowym zwycięzcą.

W Dżibuti i Beninie odbyły się w weekend wybory prezydenckie, dołączając do około 18 krajów afrykańskich, które pójdą do urn w 2026 r. Obydwa kraje francuskojęzyczne łączy jedna uderzająca cecha: wysokie opłaty za nominacje, które wzbudziły powszechny protest. Opłata Dżibuti została ustalona na około równowartość 20 000 funtów, podczas gdy Benin ustalił ją na około 328 000 funtów.

Billboardy wyborcze w Kotonu, Benin, 6 kwietnia. Zdjęcie: Olympia de Maismont/AFP/Getty Images

„Na papierze może się to wydawać prostym wymogiem prawnym. W rzeczywistości jest to dodatkowy mechanizm selekcji i wykluczenia” – mówi Mohamed, określając udział w wyborach jako stratę czasu i pieniędzy. W Dżibuti opłata za nominację podlega zwrotowi wyłącznie kandydatom, którzy uzyskali co najmniej 10% oddanych głosów.

Mohamed dodaje: „W kraju, w którym urzędującego prezydenta wybory za wyborami uważa się za zwycięskie, przy wskaźniku blisko 97%, prawdziwym znaczeniem takiego postanowienia jest nie tylko uregulowanie konkurencji, ale także jej zablokowanie”.

Alexis Mohamed, wieloletni doradca prezydenta Dżibuti, Ismaila Omara Guelleha. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Alexisa Mohameda

Guelleh (78 l.) rządzi od 1999 r. i przeforsował zmiany w konstytucji, powszechnie postrzegane jako dostosowane do jego korzyści, najpierw umożliwiające sprawowanie urzędu na czas nieokreślony, a później zniesienie granicy wieku prezydenta, która wcześniej wynosiła 75 lat.

Ten schemat jest coraz bardziej widoczny w Afryce, gdzie opłaty za nominacje i szersze koszty prowadzenia kampanii szybko rosną, wpływając na to, kto może kandydować i jak wygląda demokracja.

Oburzenie w związku z podwyżką opłat za nominację staje się coraz głośniejsze w Zimbabwe, gdzie opłata w ostatnich wyborach wzrosła do 15 000 funtów, co stanowi wzrost o 1900%. Liderka opozycji w Zimbabwe Linda Tsungirirai Masarira, przewodnicząca Partii Ekonomistów Pracy i Afrykańskich Demokratów, twierdzi, że nie może wziąć udziału w wyborach w 2023 r. ze względu na „wygórowane opłaty”.

Masarira mówi: „Pogląd, że wysokie opłaty za nominacje dają poważne przywództwo, jest zasadniczo błędny. Zdolności finansowe nie są miarą kompetencji politycznych, uczciwości, poparcia społecznego czy wizjonerskiego przywództwa. „

Nie odrzuca całkowicie potrzeby wprowadzania opłat, ale twierdzi, że muszą być one rozsądne i ostrzega, że ​​obecna kwota zawęża pole polityczne, utrudniając udział kobietom i młodym ludziom, zniechęca kandydatów niezależnych i mniejszych partii oraz konsoliduje władzę wśród aktorów politycznych, którzy mają już zasoby.

Liderka opozycji Zimbabwe, Linda Tsunigirai Masarira, przewodnicząca Partii Ekonomistów Pracy i Afrykańskich Demokratów. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Lindy Masarira

Motlapele Raleru, dyrektor wykonawczy Centrum na rzecz Demokracji i Świadomości Wyborczej z siedzibą w Botswanie, twierdzi, że rosnące opłaty wyrządzają „więcej szkody niż pożytku”. Jej zdaniem mogą zmniejszyć liczbę kandydatów, ale nie poprawią jakości pozostawionych wyborów. Co gorsza, „sprowadza (kandydację) do transakcji handlowej, a nie prawa obywatelskiego”.

W praktyce, twierdzi Raleru, wysokie opłaty stają się „systematycznym testem zamożności”, który uprzywilejowuje zamożnych aktorów politycznych, ogranicza wybór wyborców i „stawia na szali demokrację”, w rzeczywistości „sprzedając oferentowi, który zaoferuje najwyższą cenę”.

Malawi oferuje inny rodzaj ostrzeżenia. Tam opłata za nominację na prezydenta wzrosła do około 4200 funtów w wyborach we wrześniu 2025 r. z około 800 funtów pięć lat wcześniej. Teoria była prosta: podnieść cenę, aby przyciągnąć tylko „poważnych” konkurentów. Jednak liczba kandydatów wzrosła z siedmiu kandydatów w poprzednich wyborach do 17. Według doniesień niektórzy kandydaci weszli do składu późno i bez znanej historii politycznej.

Malawijska profesor nauk politycznych Nandini Patel nie wyklucza, że ​​potężni aktorzy finansowali „pełnomocników”, aby dzielić głosy i dezorientować przeciwników, co oznacza, że ​​wysoka opłata może nadal powodować zatłoczony wyścig, ale niekoniecznie bardziej wiarygodny. Obawia się, że podwyżka opłat za nominacje „może inspirować korupcję”, a obecny „straszny” poziom wynagrodzeń może zablokować zdolnych kandydatów.

Pracownicy wyborczy sprawdzają nazwiska w lokalu wyborczym w Blantyre, Malawi, 16 września 2025 r. W zeszłym roku opłata za nominację wzrosła w kraju do około 4200 funtów. Zdjęcie: Thoko Chikondi/AP

Milward Tobias, niezależny kandydat na prezydenta w wyborach w Malawi w 2025 r., odrzuca pogląd, że pieniądze mierzą powagę. „Konkurencja polityczna to zbyt duże poświęcenie, aby mierzyć je opłatą za nominację” – mówi. Jego zdaniem niektórzy kandydaci nie kandydowali nie dlatego, że brakowało im przekonania, ale dlatego, że przeceniono ich.

Podczas gdy Patel podejrzewa, że ​​za nadętymi kartami do głosowania kryje się zmowa, Tobias twierdzi, że było to „oświadczenie protestacyjne” spowodowane frustracją społeczną związaną ze stylem przywództwa. Twierdzi, że przywództwo opiera się na wierze, a nie na saldzie bankowym.

Politolog Michael Wahman z Uniwersytetu Michigan w USA zbadał koszty wyborów w Malawi i Zambii. Zwraca uwagę, że opłaty nominacyjne to tylko część ogromnych kosztów, jakie kandydaci ponoszą w wielu afrykańskich wyborach. Podobnie jak w USA, gdzie koszty kampanii prezydenckiej sięgają miliardów, jego zdaniem związane z tym kwoty sprawiają, że wybory stają się niebezpieczną pożywką dla korupcji.