Strona główna Wiadomości Karol G na recenzji Coachelli – elektryzujący set przeznaczony do galerii sław...

Karol G na recenzji Coachelli – elektryzujący set przeznaczony do galerii sław festiwalu | Coachella

11
0


Późno ostatniego wieczoru pierwszego weekendu Coachelli, po kilkunastu piosenkach, kilku wspaniałych zmianach kostiumów i najwspanialszych choreografiach, jakie kiedykolwiek widziano w występie headlinera, kolumbijska supergwiazda Karol G w końcu przedstawiła się po angielsku: „Jestem Carolina Giraldo z Medellín w Kolumbii, a dziś jestem pierwszą Latynoską, która jest headlinerem Coachelli” – powiedziała, słysząc ogłuszające wiwaty tłumu usianego flagami Meksyku, Portoryko i Wenezueli, Kolumbia i inne kraje łacińskie. „Jestem bardzo szczęśliwa i bardzo dumna” – dodała, ale „jednocześnie czuję, że jest już późno. To już 27 lat tego festiwalu”. Jej uwagi, zarówno szczere, jak i dosadne, przypomniały sobie słowa Beyoncé z 2018 roku, gdy dziękowała festiwalowi za umożliwienie jej bycia pierwszą czarnoskórą kobietą, która zatytułowała: „Czy to nie jest jakaś suka?”

Beyoncé to nazwisko, które warto przywołać – być może już nigdy nie zobaczymy setu tak wirtuozowskiego i znaczącego kulturowo jak Beychella – ale w niedzielny wieczór Karol G z pewnością przedstawił argumenty za umieszczeniem jej w festiwalowej galerii sław. Jej 90-minutowy set, który wydawał się powstawać latami i nie wymagał żadnego wysiłku, był, podobnie jak przełomowy występ Bad Bunny trzy lata wcześniej, żywiołowym oświadczeniem latynoskiej dumy i panamerykańskiej jedności, a także radości płynącej z absolutnie zabójczej, wstrząsającej tyłkami muzyki tak nieubłaganie tanecznej, że spociłem się w najzimniejszą noc festiwalu. Od chwili, gdy pojawiła się po raz pierwszy, olśniewająca w błyszczącym złotym bikini, otoczona przez armię krętych tancerek w tle, z falującymi biodrami widocznymi gołym okiem z tylnych rzędów – „nawet Nascar nie ma takich krągłości” – chwali się w zuchwałym wstępie Latina Foreva – fajerwerki, dosłowne i fizyczne, ledwo ustały. Jeśli ma to zająć 27 lat, cóż, najlepiej urządzić niezaprzeczalną fiestę.

W tym roku Karol G, bardziej niż większość innych znaczących artystów, dał występ, który wydawał się równie dostosowany do wrażeń na żywo, jak transmisja na żywo. Być może była to skala jej rave’owego występu w stylu proto-jaskiniowym (luźnym motywem była wrodzona, pierwotna dzikość kobiet), która uniosła ją prawie dwa piętra nad ziemię, albo maksymalna zmysłowość jej wielu, wielu tancerek rezerwowych, ale była jedyną artystką, którą widziałem w ten weekend, która nie wydawała się przyćmiona na głównej scenie, potrafiąca grać zarówno przy wentylatorze w połowie trawnika, jak i precyzyjnie trzymanych kamerach kręcących się podczas jej licznych tanecznych popisów. Wszelka frustracja związana z jej pojawieniem się półgodzinnym opóźnieniem – wygląda na to, że w tej jaskini było dużo światła do zabezpieczenia – została natychmiast rozwiana przez ekscytujący set otwierający, w którym zmieszały się najtrudniejsze utwory z jej albumu z 2025 r./oświadczenia o muzyce latynoskiej Tropicoqueta z hitami z ugruntowanej sławą Mañana Será Bonito z 2023 r.

„Tematyka o pierwotnej dzikości kobiet” Karola G. w niedzielę na Coachelli. Zdjęcie: Amy Harris/Invision/AP

Aby nie dać się prześcignąć, La Bichota – tytuł, który wymyśliła i oznaczający „sukę szefa” – pojawiła się ponownie po na szczęście krótkiej przerwie w zapierającym dech w piersiach nakryciu głowy z piórami w stylu karnawałowym w utworze Tropicoqueta z intonacją mambo, pierwszym z kilku ukłonów w stronę szerokiego obszaru historii muzyki latynoskiej. Mówiąca prawie wyłącznie po hiszpańsku, 35-letnia piosenkarka płynnie połączyła wycieczkę po regionalnych stylach latynoskich z własnym, mocnym, seksualnie pozytywnym popem reggaeton. Tropicoqueta ustąpiła miejsca złożonemu wyłącznie z kobiet meksykańskiemu zespołowi mariachi, którego brzmienie na Ese Hombre Es Malo było wspaniale złożone, a następnie duetowi z meksykańsko-amerykańską gwiazdą popu Becky G, która przedstawiła bardziej bezpośrednie uwagi na temat obecnego klimatu politycznego w USA, niż Karol G mógł lub prawdopodobnie powinien powiedzieć: „¡Que viva Mexico! ¡Que viva Colombia! I wszystkim naszym imigrantom bardzo was kochamy” – powiedziała po hiszpańsku, zanim przeszła na angielski: „Słyszeliście co powiedziałem. Pogrążona w smutku ballada z Gregiem Gonzalezem z Cigarettes After Sex przeszła do niektórych choreografii w wodzie po kostki tak paskudnej, że dostrzegłem kobiecą boskość, sfilmowaną jak w odlotowym, lubieżnym klubie; następnie solowa przerywnik w wykonaniu portorykańskiej legendy reggaeton Wisin, zawierający szereg hitów – Saoco, Mayor Que Yo, Rakata – które były jednymi z najgłośniejszych do śpiewania podczas bardzo głośnego występu.

Nie trzeba chyba dodawać, że celebrowanie dumy Latynosów na gigantycznej scenie w tej chwili w USA ma zarówno znaczenie symboliczne, jak i podchwytliwe: nie mówcie nic o rządowych atakach na imigrację wymierzonych w hiszpańskojęzycznych Latynosów, bo ryzykujecie, że wyjdziecie na nieśmiałych i powściągliwych; powiedzieć coś i narazić się na oskarżenia o nieudolność, nie mówiąc już o gniewie przywódców kraju. Karol G, któremu nieobce są kontrowersje wokół tego, co robi, a czego nie mówi, nawlekł bardzo cienką igłę. „Tu nie chodzi tylko o mnie, tu chodzi o społeczność latynoską, o miłość moich ludzi” – powiedziała na 10 minut przed końcem swojego programu. „A jednocześnie to jest dla moich Latynosów, którzy ostatnio borykają się z trudnościami w tym kraju. Jesteśmy za nimi. „

Ugruntowała kwestię „jedności, odporności i siły” – „Chcę tylko, żeby wszyscy byli dumni z tego, skąd pochodzisz” – dodała – energicznym coverem Mi Tierra w wykonaniu pionierskiej kubańsko-amerykańskiej artystki Glorii Estefan, a następnie finałem do Provenzy z EDM, która wykorzystała całą moc głównej sceny. Tęczowe lasery, światła stroboskopowe, pirotechnika, fajerwerki i konfetti na raz, nie jedna, ale trzy fałszywe kończące się beaty i megawatowy uśmiech, który przyćmił światła sceny, nie pozostawiały żadnych wątpliwości w przesłaniu: to mógł być moment Karola G, ale zwycięstwo należy do znacznie więcej.