Strona główna Wiadomości Wojna Trumpa ośmieliła Iran. Dyplomacja jest jedynym rozwiązaniem | Kennetha Rotha

Wojna Trumpa ośmieliła Iran. Dyplomacja jest jedynym rozwiązaniem | Kennetha Rotha

5
0


Donald Trump szybko ogłosił zwycięstwo nad Iranem, ale negocjacje prowadzone w ten weekend sugerują, że Teheran ma przewagę. Jego wybrana wojna przyniosła odwrotny skutek. Jego rozwiązanie militarne raczej ośmieliło, niż osłabiło Iran. Dyplomacja to jego jedyna rozsądna opcja.

Trump mógł mieć nadzieję, że maraton 16-godzinnych rozmów w Pakistanie wydobędzie go z stworzonego przez siebie bagna, ale kwestie, które od dawna dzielą Waszyngton i Teheran, są złożone. Kiedy okazało się, że Iran woli negocjować niż kapitulować, JD Vance, który stał na czele amerykańskiego zespołu dyplomatycznego, spakował walizki i wrócił do domu.

Przewidywalny brak szybkiego porozumienia jest najnowszym dowodem na to, jak katastrofalna była wojna Trumpa. Żaden ze zmiennych celów tego aktu agresji nie został zrealizowany.

Izraelski premier Benjamin Netanjahu sprzedał wojnę Trumpowi jako szansę na zmianę reżimu. Jeśli wyżsi irańscy urzędnicy byli na tyle nieostrożni, aby zgromadzić się na powierzchni na terenie siedziby najwyższego przywódcy, dlaczego ich nie wykończyć? Trump to kupił, ale wydawało się, że nie ma planu B, gdy reżim przetrwa, zastępując jedną grupę tyranów inną.

W każdym razie izraelskie ataki, zabijając kilku względnych umiarkowanych, wzmocniły twardogłowych. Trump ze śmiesznością twierdzi, że zmiana reżimu już nastąpiła, ponieważ personel jest teraz inny, ale polityka pozostaje niezmieniona.

Trump i Netanjahu chcieli także zniszczyć potencjał militarny Iranu, aby nie mógł on już grozić Izraelowi i państwom arabskim Zatoki Perskiej swoimi rakietami i dronami, ale wywiad USA odkrył, że zdolność Iranu do uzupełnienia tej broni pozostaje znaczna. Wydaje się, że nawet Netanjahu przyznaje się do tego. Iran wyrządza ogromne szkody państwom Zatoki Perskiej.

Głównym tematem od lat jest irański program nuklearny. Potwierdzając „główny cel Trumpa”, Vance powiedział, że Iran musi „pozytywnie zobowiązać się, że nie będzie szukać broni nuklearnej i nie będzie szukać narzędzi, które umożliwiłyby im szybkie zdobycie broni nuklearnej”. Ale właśnie to dałoby porozumienie wynegocjowane przez Baracka Obamę z 2015 r., choć Trump je zerwał w 2018 r. Do tego samego zobowiązał się Iran, ratyfikując Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej w 1970 r. Obydwa działania były poparte natrętnymi inspekcjami międzynarodowymi.

Dziś, dzięki przewadze Trumpa nad Obamą, Iran jest bliżej bomby. Zawiera prawie 900 funtów wysoko wzbogaconego uranu (o czystości około 60%), który w ciągu kilku tygodni można by poddać dalszej rafinacji do czystości 90% wymaganej dla bomby atomowej. Kontrole ustały.

Trump będzie miał szczęście, jeśli uda mu się osiągnąć porozumienie tak dobre jak Obama. Następnie na przykład Iran zgodził się zrzec się 97% swojego wysoko wzbogaconego uranu. W przypadku Trumpa, który jest mistrzem transakcji, nie zrezygnował z niczego.

Głównym punktem spornym było to, czy Iran powinien mieć możliwość prowadzenia niskostopniowego wzbogacania broni jądrowej. Teheran upiera się, że powinien mieć takie samo „prawo” jak każdy inny kraj na mocy traktatu o nieproliferacji. Biorąc pod uwagę ilość krwi i skarbów, jakie wydał na obronę tego twierdzenia, nie porzuci go łatwo.

Administracja Trumpa nigdy nie wyjaśniła, dlaczego rozsądny kompromis, taki jak zezwolenie jedynie na wzbogacanie na niskim poziomie do celów naukowych lub medycznych, byłby niedopuszczalny. Czy unikanie wzbogacania tokenów, które byłoby monitorowane w drodze ponownych inspekcji, naprawdę jest warte dalszych wojen? Netanjahu chce pretekstu do dalszych bombardowań, ale dlaczego Trump miałby się na to zgodzić?

Oprócz tych tradycyjnych kwestii Trump dał Iranowi nową, potężną broń – możliwość zamknięcia cieśniny Ormuz i siania spustoszenia w światowej gospodarce. Cieśnina nie jest międzynarodową drogą wodną, ​​lecz leży na wodach terytorialnych Iranu i Omanu. Jednak Konwencja Prawa Morza traktuje cieśninę jako swobodnie przejezdną dla żeglugi międzynarodowej i zabrania opłat drogowych. Chociaż ani Iran, ani Stany Zjednoczone nie ratyfikowały traktatu, przestrzegały go – aż do teraz. Świat Trumpa, w którym siła czyni dobro, w którym on napada na narody i grozi im, chcąc nie chcąc, jedynie zachęcił Iran do wykorzystania swojej potęgi militarnej w swojej własnej strefie wpływów.

Zamknięcie cieśniny jest bardziej realną bronią niż bomba atomowa. Nie można użyć bomby bez ryzyka niszczycielskiego odwetu, nie mówiąc już o światowym potępieniu. Jednak cieśnina okazała się wyjątkowo użyteczna, ponieważ już spowodowała gwałtowny wzrost cen ropy i gazu.

Iran postrzega cieśninę jako punkt poboru opłat, potencjalnie uzyskujący większe dochody niż ze sprzedaży ropy. Trump odpowiedział, że nałoży własną blokadę, prawdopodobnie wycelowaną w każdy statek, który uiścił opłatę za przejazd Iranowi lub który pływa do lub z irańskich portów. Jest to akt wojny pomimo rzekomo obowiązującego zawieszenia broni.

Trump kalkuluje, że Iran skapituluje, bo potrzebuje dochodów z własnej ropy przepływającej przez cieśninę. Iran zakłada, że ​​w obliczu zbliżających się w listopadzie wyborów śródokresowych w USA „Taco” Trump będzie bardziej wrażliwy na wzrost cen na stacji benzynowej. Kto pierwszy mrugnie? Nie liczyłbym na to, że będą to Irańczycy.

Iran chce także zadośćuczynienia za szkody wyrządzone jego infrastrukturze w wyniku sześciotygodniowych bombardowań amerykańsko-izraelskich. Jest to mało prawdopodobne, ale Teheran ma nadzieję zabezpieczyć część potrzebnych środków, pobierając opłaty za przejazd w cieśninie, znosząc sankcje i uzyskując dostęp do 27 miliardów dolarów swoich środków zamrożonych za granicą. Trump na razie odrzuca te propozycje.

Rząd irański uważa, że ​​pomimo swojej wojowniczej retoryki i pomimo pragnienia Netanjahu dalszych bombardowań Trump nie chce wznowienia wojny. Jego baza polityczna buntuje się przeciwko niewojennemu prezydentowi, który stał się podżegaczem wojennym, perspektywy wyborcze Republikanów w listopadzie gwałtownie spadają wraz ze wzrostem cen ropy, a wielu Amerykanów jest oburzonych, gdy domaga się on rocznego 1,5 biliona dolarów na finansowanie swoich wojskowych przygód, co stanowi wzrost o 40%, przy jednoczesnym obcinaniu federalnych funduszy na mieszkalnictwo i opiekę zdrowotną.

Ten kolosalny błąd wojny nie dotyczy już zachowania Iranu. Stało się to wojną o polityczną przyszłość Trumpa. Jeśli nie „zwycięstwo”, potrzebuje wyjścia ratującego twarz. To okropna postawa negocjacyjna i rząd irański o tym wie. Pomimo fasady macho Trumpa jest to pozycja słabości.

Choć uśmiechnięcie się, gdy Trump próbuje wyplątać się z tej klęski, którą sam spowodował, może wydawać się kuszące, stawka jest zbyt wysoka. Trump zagroził unicestwieniem cywilizacji irańskiej – składając przysięgę ludobójstwa, nawet jeśli prawdopodobnie zostanie ono zrealizowane „jedynie” poprzez masową zbrodnię wojenną polegającą na dalszym niszczeniu infrastruktury Iranu. Ile jeszcze cierpienia trzeba znieść, aby ocalić dumę słabnącego prezydenta?

Oczywistym rozwiązaniem są negocjacje. Tak było w lutym, kiedy Trump udawał, że się targuje, przygotowując się do zamachu bombowego. Tak było w 2018 r., kiedy odrzucił starannie wynegocjowany pakt swojego poprzednika. Nic dziwnego, że Teheran mu nie ufa, ale nie zwalnia to z konieczności negocjacji. Drzwi do porozumienia są nadal otwarte.

Ale negocjacje wymagają dawania i brania. Wymaga kompromisu. Nie czynią tego edykty preferowane przez Trumpa. W przypadku reżimu, który wydaje się mieć nieskończoną cierpliwość w wytykaniu drobnych błędów, może to być powolne i bolesne. Jednak supermocarstwo napotkało granice siły militarnej, zwłaszcza w obliczu reżimu, któremu bardziej zależy na utrzymaniu władzy niż na ochronie swoich obywateli. Świat jest skomplikowanym miejscem. Witamy w rzeczywistości, Donaldzie Trumpie.