Scott Parker spędził większą część sezonu użalając się nad „drobnymi marginesami” Premier League, a po tym, jak był świadkiem porażki Burnley z Brighton i tego, jak dwóch z nich zostało wykluczonych z powodu cienkich jak papier spalonych, być może nie może się doczekać perspektywy na mistrzostwo.
Asystenci stwierdzili spalonych po bramkach Jaidona Anthony’ego i Bashira Humphreysa, ale długie opóźnienia sędziego asystenta wideo dały nadzieję, a technologia musiała ciężko pracować, aby wykryć nieprawidłowości. Ostatecznie to dwa gole Matsa Wieffera rozstrzygnęły mecz, potrajając jego wynik dla klubu, co wzmocniło nadzieje Brighton na występy w europejskich pucharach i pozostawiło Burnley 12 punktów do bezpiecznego miejsca na sześć przed końcem.
Bez zwycięstwa u siebie w ciągu sześciu miesięcy zrozumiałe było, że na trybunach Turf Moor było wiele luk. Ulewy i zwiększone koszty podróży sprawiły, że rozsądnie było trzymać się z daleka, ale drużyna Burnley nie zdążyła dobrze rozpocząć meczu, a Anthony trafił do siatki na zakręcie, tylko po to, by stać się pierwszą ofiarą fluorescencyjnej flagi powiewającej na wietrze. Niedługo potem skrzydłowy niemal legalnie zdobył bramkę po dobrze wykonanym rzucie rożnym, ale jego sprytne uderzenie w przedni słupek zostało zablokowane.
Z obu drużyn Brighton czuło się lepiej, nie było w tym nic niepokojącego po przetrwaniu dwóch niebezpiecznych sytuacji i bez zawieszonego Fabiana Hürzelera na linii bocznej. Ich wczesne ataki do ataku pochodziły z ataków lewą stroną, gdy chcieli wykorzystać Humphreysa przesuniętego na prawą obronę, ale Danny Welbeck i Yakuba Minteh niespodziewanie dokończyli grę, gdy byli w doskonałej pozycji do zdobycia bramki, a pinball w polu karnym zakończył się kopnięciem od bramki Burnley.
Nieuchronnie otwieracz Brighton padł po lewym skrzydle. Byli ostrzejsi z obu drużyn i nie było trudno rozbić drużynę z najgorszą defensywą w lidze. Pascal Gross wbiegł na skrzydło i zdążył wytypować nieoznakowanego Wieffera w środku pola, który po raz pierwszy w sezonie wpadł w róg. Na gościach panowała euforia, a kibice Clarets natychmiast szukali schronienia na halach.
Bashir Humphreys z Burnley trafia do siatki, ale jego uderzenie nie zostaje uznane ze względu na spalony. Zdjęcie: Craig Brough/Action Images/Reuters
Mecz stał się nierówny, przerywany licznymi faulami, z którymi sędzia Thomas Bramhall nie mógł sobie poradzić. Przynajmniej za każdym razem, gdy sędziowie podejmowali decyzję, kończyła się apatia na trybunach, pozwalając braciom Burnley skierować swój gniew na czarnoskórych.
Wczesna obietnica Burnleya została całkowicie rozwiana do przerwy i zespół miał szczęście, że do przerwy nie tracił dwóch punktów. Kolejne dośrodkowanie z lewej strony spowodowało problemy w polu karnym, ale ani Welbeck, ani Jack Hinshelwood nie byli w stanie trafić do bramki z bliskiej odległości. Kiedy zabrzmiał gwizdek kończący pierwszą połowę, powitano go licznymi gwizdami skierowanymi w stronę Parkera.
Humphreys myślał, że odłożył na bok trudności w defensywie, kiedy wrzucił piłkę w dach siatki po tym, jak Bart Verbruggen posłał go z rzutu wolnego Jamesa Warda-Prowse’a. Asystent sędziego Constantine Hatzidakis zauważył, że rzepka prawego obrońcy była na spalonym, a system VAR poparł go, ku frustracji większości. Kiedy Burnley w przyszłym sezonie będzie grać w Championship, nie przegapi wykorzystania technologii.
Początkowy kwadrans drugiej połowy był zdominowany przez Burnley, ale rzadko sprawiał wrażenie, że zdobył legalną bramkę. Zian Flemming zmusił Verbruggena do dwóch sprytnych interwencji, ale bramkarz pozostał stosunkowo niewzruszony, gdy Burnley strzelił ślepym strzałem po raz 12. w sezonie, co wyraźnie wskazywało, dlaczego przegrywają.
Brighton nie prezentowało się klinicznie, kiedy mieli okazje na zakończenie meczu i ponownie musieli polegać na bocznym obrońcy opartym na plecach. Wieffer ponownie znalazł się na właściwej pozycji, aby zakończyć mecz, w 89. minucie znalazł się na krawędzi pola karnego i znalazł rzut rożny, aby zakończyć pojedynek, wywołując masowy exodus, podczas gdy tylko jedna czwarta widzów pozostała na końcowy gwizdek.