Strona główna Sport Prawdziwa rozmowa: Chelsea ukarała Enzo Fernándeza za ujawnienie fatalnej wady projektu |...

Prawdziwa rozmowa: Chelsea ukarała Enzo Fernándeza za ujawnienie fatalnej wady projektu | Chelsea

11
0


Enzo Fernández i Rodri bardzo chcieliby przeprowadzić się do Madrytu; wiele osób by to zrobiło. Obaj powiedzieli to samo podczas przerwy międzynarodowej, w tych szczególnych momentach sezonu, kiedy gracze dołączają do swoich drużyn narodowych i udzielają wywiadów, najwyraźniej nieświadomi, że obecnie media mają charakter globalny: szept w Luzo TV może wkrótce stać się huraganem w Londynie. Jednak Rodri wystąpi w niedzielę w barwach Manchesteru City w Chelsea, podczas gdy Fernández nie, gdyż zostanie zawieszony przez klub za „przekroczenie granicy”.

Być może warto przyjrzeć się dokładnie temu, co zostało powiedziane. Fernández wyraził rozczarowanie odejściem Enzo Maresca w Nowy Rok. „To… bardzo bolało” – powiedział Luzo – „ponieważ mieliśmy dużą tożsamość, nadał nam porządek, ale taki jest futbol, ​​czasem jest dobrze, czasem źle. Ale zawsze mieliśmy wyraźną tożsamość, jeśli chodzi o treningi, grę i oczywiście jego odejście zraniło nas, szczególnie w środku sezonu – wszystko skraca”. Smutek z powodu odejścia menedżera z pewnością nie jest przestępstwem; może nawet wspierać Liama ​​Roseniora i trudności w przejęciu klubu w połowie sezonu.

Fernández powiedział także: „Zawsze mówię mojej żonie, że gdybym miał wybrać miasto w Europie, w którym mógłbym zamieszkać, wybrałbym Madryt, ponieważ jest bardzo podobny do Buenos Aires pod względem stylu życia i pod każdym względem”. Co wydaje się dość rozsądne. Madryt znacznie bardziej przypomina Buenos Aires, gdzie dorastał Fernández, niż Londyn. Nie jest nierozsądne, aby Argentyńczyk w Argentynie zastanawiał się nad tym.

Pomocnik spotęgował jednak wtedy wrażenie, mówiąc, jak bardzo podziwia Lukę Modricia i Toniego Kroosa. Powtórzę raz jeszcze: w izolacji nie jest to niczym niezwykłym: Fernández, podobnie jak były duet Realu Madryt, nie jest pomocnikiem imponującym fizycznie. To całkowicie rozsądne, że powinien czerpać inspirację ze sposobu, w jaki nadal kontrolowali mecze poprzez swoje ustawienie i inteligencję taktyczną. Ale wszyscy w piłce nożnej wiedzą, co robił Fernández: dawał jasno do zrozumienia Realowi Madryt i być może Atlético, co być może wydawałoby się bardziej naturalnym rozwiązaniem, że byłby otwarty na dołączenie do nich.

Podczas tej samej przerwy reprezentacyjnej Rodri wyraził się znacznie bardziej dobitnie. „Został mi rok kontraktu z Manchesterem City” – powiedział. „W pewnym momencie będziemy musieli usiąść i porozmawiać. Mimo że grałem dla Atleti, Madryt nie jest dla mnie zamkniętymi drzwiami – nie można odwrócić się plecami od najlepszych klubów. Gra na Bernabéu jest zawsze niesamowita, bardzo onieśmielająca. Nie planowałem grać poza Hiszpanią, ale pojawił się Manchester City. Chciałbym wrócić do ligi hiszpańskiej, nadal za nią podążam. Premier (liga) jest moją słabością, ale jest też bardzo dużym wyzwaniem wymagająca liga. Na razie jestem tam bardzo szczęśliwy (w Manchesterze City).”

Rodri przyznał, że chciałby wrócić do klubowej piłki nożnej w Hiszpanii. Zdjęcie: Javier Borrego/AFP7/Shutterstock

To najwyraźniejszy przykład prośby „przyjdź i weź mnie”, jak łatwo się domyślić. W większości branż byłoby to niedopuszczalne, a w niektórych przypadkach nawet przestępstwo podlegające zwolnieniu. Ale futbol jest inny, między innymi dlatego, że zwolnienie zawodnika po prostu ułatwiłoby mu przejście dalej, bez konieczności niezręcznych negocjacji w sprawie wynagrodzenia. Z drugiej strony równania kariera i kontrakty zawodników są krótkie, a kluby bezlitosne w transferowaniu zawodników, którzy przekroczyli swoją przydatność. słuszne jest, aby gracz, któremu kończy się umowa, mógł negocjować przynajmniej w miarę otwarcie. Biorąc pod uwagę przepisy dotyczące podkręcania (nie żeby były szczególnie rygorystycznie egzekwowane), jest to w zasadzie jedyny sposób, w jaki gracz może zareklamować swoją dostępność i wywrzeć presję na swoich obecnych pracodawcach.

Wydaje się, że Pep Guardiola i Manchester City to rozumieją. Bernardo Silva często narzeka na pogodę w Manchesterze, najwyraźniej tęskniąc za powrotem do skąpanych w słońcu wieczorów Iberii. Nikt nie podjął wobec niego żadnych działań. Odpowiedzią Guardioli na uwagi Rodriego było wzruszenie ramion. „Nie ma ani jednego zawodnika, który według mnie odrzuciłby szansę gry w Madrycie” – powiedział. „I całkowicie to rozumiem, urodził się w Hiszpanii”.

Dla Marca Cucurelli „trudno byłoby odrzucić przeprowadzkę do Barcelony”. Zdjęcie: Daniel Weir/Sports Press Photo/Shutterstock

Dlaczego więc Chelsea zareagowała w taki sposób, zawieszając Fernándeza na dwa mecze? Pierwszym mógł być remis w szóstej rundzie Pucharu Anglii z Port Vale, który i tak z łatwością wygrali, ale drugi, niedzielny mecz, jest kluczowym meczem dla Chelsea, która stara się zająć miejsce w pierwszej piątce i zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. Zawodnicy Chelsea, świadomi, jak ważny jest mecz z City, podobno bezskutecznie zwracali się do Roseniora o pozwolenie na grę Fernándezowi. Decyzja może nie należeć do menedżera; wyraźnie podkreślił, że „klub” nałożył zakaz i od tego czasu stwierdził, że jego relacje z Fernándezem są dobre.

Być może, jak zasugerował Rosenior, dzieje się coś innego, co może wyjaśnić, dlaczego Fernández został ukarany, podczas gdy Marc Cucurella, który podczas przerwy międzynarodowej powiedział, że przeprowadzki do Barcelony „trudno byłoby odrzucić”, nie. Jednak różnica w podejściu pomiędzy City i Chelsea jest uderzająca, być może dlatego, że dla Chelsea problem ma charakter egzystencjalny.

Kiedy Todd Boehly i Clearlake przejęli stery, obiecując przerwać spokojny stary futbol, ​​ich plan zakładał podpisywanie młodych zawodników długimi kontraktami, ze stosunkowo niską płacą podstawową, ale wysokimi premiami. Pozwólmy im się rozwijać i wzrastać razem. I jest w porządku, dopóki nie zaczniesz mieć do czynienia z piłkarzami, z których bardzo niewielu spodziewa się podpisania kontraktu, a już na pewno nie ośmioipółletniego, bez ulepszeń lub ewentualnego ruchu. Istnieje hierarchia klubów i prawda jest taka, że ​​jeśli zawodnik warty 107 milionów funtów radzi sobie w Chelsea wystarczająco dobrze, aby uzasadnić tę opłatę, istnieje prawdopodobieństwo, że do klubu przyjdzie jeden lub więcej zawodników z absolutnej elity, niezależnie od tego, jak dobrze radzi sobie Chelsea.

Pomijając oczywistą kwestię, że warto mieć w pobliżu kilka doświadczonych głów, jest to powód, dla którego kluby nie mogą budować zwycięskich drużyn wyłącznie na dzieciach. W miarę rozwoju młodzi gracze będą chcieli więcej: więcej pieniędzy, więcej wyzwań, więcej sukcesów. Przyznać się do tego oznacza jednak przyznać się do fatalnej wady projektu Chelsea. Fernández jest w istocie dzieckiem, które zwróciło uwagę na nagość cesarza.