Strona główna Wiadomości Protokół do cholery: oto, co powinien powiedzieć król Karol podczas swojej wizyty...

Protokół do cholery: oto, co powinien powiedzieć król Karol podczas swojej wizyty w USA | Szymon Tisdall

12
0


Będzie to decydujący moment dla króla Karola III i monarchii brytyjskiej. I na dobre lub na złe może pomóc ocalić stosunki między Wielką Brytanią a USA po tym, jak Donald Trump obraził Keira Starmera. W najważniejszym publicznym momencie swojej wizyty państwowej król stanie 28 kwietnia na mównicy w Izbie Reprezentantów USA, aby przemawiać na wspólnej sesji Kongresu. Ze wszystkich brytyjskich monarchów w ciągu 250 lat od uzyskania przez Stany Zjednoczone niepodległości tylko jego zmarła matka, Elżbieta II, dostąpiła tego rzadkiego zaszczytu, a jej znakomite występy w 1991 r. powaliły dom. Tym razem może być trudniej.

Czasy się zmieniły, podobnie jak kraj wolnych, a największą zmianą jest Trump. Nie będzie go na Kapitolu, gdy król przemówi, ale jego mroczny cień czai się wszędzie. Trump niewątpliwie przedstawi obecność Karola na oddzielnym bankiecie stanowym w Białym Domu jako królewskie poparcie dla jego osoby i polityki. I to właśnie ta irytująca perspektywa prezydenckiego propagandowego zamachu stanu skłoniła większość obywateli Wielkiej Brytanii do sprzeciwu wobec tej wizyty. Starmer natomiast ma nadzieję, że przywróci to mocno zabrudzone „specjalne relacje” na właściwe tory.

Jeśli sądzi, że wszystko może wrócić do poprzedniego stanu, Starmer się grubo myli. Trump to potwór – wróg zarówno brytyjskiej, jak i amerykańskiej demokracji. Jego katastrofalna wojna w Iranie jest najnowszym z serii nieodpowiedzialnych, niewypowiedzianie głupich działań, które zaszkodziły interesom Wielkiej Brytanii, stabilności międzynarodowej, światowej gospodarce i praworządności. Trump oczerniał Wielką Brytanię i jej siły zbrojne, podlizywając się dyktatorom takim jak rosyjski Władimir Putin. Nałożył podatki na handel, osłabił NATO, zdradził Ukrainę i pozwolił Izraelowi zamienić Gazę, a obecnie Liban, w pola śmierci. Na gorsze zmienił się stosunek Brytyjczyków do Stanów Zjednoczonych. Trump zasługuje na naganę i zawstydzenie, a nie na schlebianie i ułatwianie mu tego.

Przejdź do Charlesa. Powinien wykorzystać swoje przemówienie do Kongresu, aby wyrazić przytłaczającą nienawiść Wielkiej Brytanii do Trumpizmu i neofaszystowskiej polityki nienawiści, strachu, kłamstw, bigoterii i tworzenia podziałów, którą uosabia. Jako głowa państwa król ma wyjątkową okazję – gdyż niepisana konstytucja Wielkiej Brytanii nie przewiduje żadnych przeszkód – aby zabrać głos w imieniu narodu brytyjskiego, Wspólnoty Narodów, Kościoła anglikańskiego i świata. Jego przyjaciel, papież Leon, odważnie wskazał drogę. Teraz Charles musi przejąć dowodzenie. Gdyby publicznie przeciwstawił się niemoralnemu tyranowi, zostałby okrzyknięty na arenie międzynarodowej orędownikiem tego, co słuszne i przyzwoite, a nie pogardzany jako czynnik sprzyjający złu. A kto wie? Mógłby sprawić, że monarchia znów będzie wielka.

Swoboda wyrażania przez króla krytycznych opinii politycznych byłaby oszałamiającym zerwaniem z konwencją i tradycją. Jednak polityka ustępstw Starmera poniosła sromotną porażkę. Z tego, co wiadomo z jego prywatnych poglądów, Karol prawdopodobnie podziela powszechną niechęć do Trumpa – na przykład z powodu jego zaprzeczania kryzysowi klimatycznemu i groźby aneksji Kanady, gdzie król jest suwerenem. Przywódcy Kongresu twierdzą, że jest to okazja do refleksji nad „założycielami republiki”. Oczekują tryskających pochwał dla amerykańskiej demokracji po roku 1776, konstytucyjnego podziału władzy i Karty Praw. Charles powinien im przekazać kilka domowych prawd o tym, jak dzisiejsi przywódcy USA zdradzają te zasady.

To transmitowane na całym świecie przemówienie króla nie będzie wymyślonym filmem. To dramat z życia wzięty. Pilnie potrzebny jest szczery, rzeczowy i twardy stan miłości w adresie typu związkowego. Pochodząc od Charlesa, zapewniłoby bardzo potrzebną terapię szokową amerykańskiej polityce. Byłby to jednak także akt solidarności. W końcu po co są starzy przyjaciele, jeśli nie oferują szczerej krytyki, gdy sprawy wyjdą na wierzch? A kto lepiej podaruje go w 250. rocznicę buntu kolonistów niż bezpośredni potomek Jerzego III, pierwotnego „tyrana”? Ryzykując popełnienie obrazy majestatu, oto sugerowany projekt przemówienia króla:

„Panie Marszałku, członkowie Kongresu, znamienici goście… Dziękuję za powitanie. Zwracam się do pana i do wszystkich obywateli tego wspaniałego kraju jako przyjaciel, wieloletni sojusznik i dozgonny wielbiciel. Przyznaję jednak, że jestem głęboko zaniepokojony. Największym darem Stanów Zjednoczonych dla świata jest miłość do wolności i demokracji. Jednak dziś, w kraju i za granicą, ich osiągnięcia są poważnie zagrożone. W USA prawa wyborcze, wolność słowa i prawo do protestów są zagrożone. Kraj zbudowany przez imigrantów traktuje teraz imigrantów jak wrogów. Szerzy się korupcja, kumoterstwo i chroniczne nadużycia władzy. Konstytucyjne „kontrole i równowaga” nie zapobiegają przechyleniu się w stronę tyranii.

„W dużej części świata Stany Zjednoczone nie są już postrzegane jako siła dobra, ale jako drapieżnik. Arbitralne protekcjonistyczne cła dławią handel, szkodzą krajom rozwijającym się i osłabiają współpracę międzynarodową. Starzy przyjaciele, sojusze i traktaty są dyskredytowane i ignorowane. NATO, gwarant bezpieczeństwa transatlantyckiego od 1949 r., jest niesłusznie potępiane jako ciężar, podczas gdy w rzeczywistości jest to zasadnicza, wspólna bariera dla rosyjskiego ekspansjonizmu. Faktyczne porzucenie Ukrainy przez USA Agresja Putina stanowi straszny precedens na przyszłość. Państwa autorytarne, zwłaszcza Chiny, wykorzystują zachodni chaos.

„Ledwo skrywana pogarda dla ONZ, wielostronnego systemu współpracy, który reprezentuje, oraz prawa międzynarodowego, zwłaszcza prawa wojennego, ma charakter samobójczy i głęboko niepokojący. Czy Stany Zjednoczone muszą być teraz uważane za państwo zbójeckie? Czy naprawdę myślą, że to może być słuszne? Czy ich przywódcy naprawdę wierzą, że mogą działać, jak chcą, z arogancją i bezkarnością, przeciwko słabszym sąsiadom, takim jak Kuba, Wenezuela, Kolumbia, Panama i Grenlandia? Czy naprawdę wierzą w ludobójstwo w Gazie? i masowe morderstwa w Iranie służą sprawie trwałego pokoju i sprawiedliwości na Bliskim Wschodzie?

„Równie alarmujący jest sposób, w jaki administracja wyśmiewa kryzys klimatyczny jako mistyfikację, bezwstydnie eksploatuje zasoby Ziemi po niezrównoważonych kosztach dla środowiska, lekkomyślnie promuje toksyczne media społecznościowe i monopole technologiczne oraz pomimo niezrównanego bogactwa Stanów Zjednoczonych bezmyślnie ogranicza pomoc humanitarną i rozwojową dla najbiedniejszych narodów. Takie zachowanie odzwierciedla podłą, samolubną, a nawet barbarzyńską niemoralność, która zawstydza ten bogobojny kraj.

„Panie Marszałku, członkowie Kongresu: wypowiadam te trudne prawdy nie ze złości i wrogości, ale z przyjaźni. Jak zawsze Brytyjczycy chcą, abyście odnieśli sukces. Ale jako przyjaciel muszę was dzisiaj ostrzec, Stany Zjednoczone są na złej drodze. Smutne jest obserwowanie, jak wiecznie atrakcyjne, lśniące „miasto na wzgórzu” Johna Winthropa, do którego słynnie przywołuje się Ronald Reagan, wycofuje się za mury zabarykadowanej fortecy, z której legiony najemników wykorzystuj, zarabiaj, dominuj i tocz wojnę ze światem. Stany Zjednoczone są lepsze. Nadszedł czas, aby odkryć na nowo prawdziwą amerykańską wielkość zakorzenioną w odwadze, altruizmie i wierze, a nie strachu i nienawiści.

„Życie, wolność i dążenie do szczęścia nie są wyłączną domeną jednego uprzywilejowanego narodu. Są niezbywalnym prawem przyrodzonym całej ludzkości. Niech Bóg błogosławi Amerykę – i niech Bóg błogosławi także wszystkich innych. „