W przeważającej części swojego niedawnego artykułu („Pracownicy, emeryci i dzieci: wszyscy w lepszej sytuacji. Zignorujcie krytykę – naprawdę bronimy ludzi pracy”, 5 kwietnia) Keir Starmer słusznie podkreśla wprowadzenie polityki wspierającej mniej zamożnych w tym społeczeństwie. Uważam jednak, że zamieszczenie stwierdzenia o podwyższeniu emerytury państwowej było nieprzemyślanym posunięciem. Jako emeryt nie widzę bezpośredniej poprawy, a zamiast tego widzę politykę ograniczającą korzyści wynikające z tych podwyżek.
Potrójna blokada, ustanowiona przez rząd Konserwatystów i Liberalnych Demokratów w 2010 roku, miała na celu zapewnienie, że emeryci, którzy przez całe życie zawodowe płacili podatki i składki na ubezpieczenie społeczne, nie doświadczą zmniejszenia emerytury. Jednak przy obecnym podejściu jest to w rzeczywistości podważane. Skutki zamrożenia ulgi osobistej oznaczają, że znaczna i rosnąca część emerytów, których wysokość opiera się wyłącznie na dochodach związanych z emeryturą, będzie musiała zapłacić podatek, rekompensując w ten sposób zamierzoną korzyść z potrójnej blokady. Sytuacja ta pogarsza się w przypadku każdego emeryta posiadającego nawet niewielką kwotę dodatkowego dochodu i stanie się bardziej uciążliwa w miarę kontynuowania zamrożenia świadczeń osobistych w kolejnych latach.
Nawet konserwatyści w swoim poprzednim manifeście promowali „potrójną blokadę plus”, zapewniającą wzrost zasiłku osobistego dla emerytów na równi z emeryturą państwową. Jeśli więc przestaniemy się zastanawiać, kto wprowadził potrójną blokadę i która partia uznała, że nie należy jej podważać, to kto dokładnie ma zamiar w większym stopniu dbać o emerytów?
Jako wieloletni zwolennik Partii Pracy mówię to z ciężkim sercem. Oczywiście decyzje muszą być podejmowane przy ograniczonych środkach finansowych. Jeśli jednak naszym zamiarem jest rzeczywiście wspieranie tych, „którzy ciężko pracowali przez całe życie”, to należy zmienić tę politykę.James KyleEaling, Londyn