Strona główna Sport Rory McIlroy ignoruje rady Jacka Nicklausa i poskramia okropną 12-tkę Augusty |...

Rory McIlroy ignoruje rady Jacka Nicklausa i poskramia okropną 12-tkę Augusty | Mistrzowie

11
0


Jest gorąco, a w niedzielę na stadionie Augusta gra dziewiątka obrony, kiedy pięciu zawodników dzieli ją na dwa strzały od prowadzenia. Telewizyjni meteorolodzy obliczyli, że było 30 stopni Celsjusza, ale w Amen Corner nie było jeszcze na dole, kiedy Rory McIlroy stał na tee na 12. dołku Augusta National, na tym cholernym 155 jardach par 3, remisując na prowadzeniu i czekając, aż wiatr opadnie na tyle, aby mógł oddać oddany strzał. Cztery dni temu zapytali Toma Watsona, jaką jedną zmianę wprowadziłby na tym polu golfowym, gdyby mógł. Watson nie mrugnął. „Napełniłbym ten strumień przed numerem 12”.

„Touché” powiedział Gary Player.

„Dobry ruch” – dodał Jack Nicklaus.

„Szczerze mówiąc, dwunasty dołek na polu golfowym to krytyczny dołek na polu golfowym i myślę, że wszyscy tutaj to rozumieją” – powiedział Watson. Gracz skinął głową. „Ta dziura” – powiedział na swój niepowtarzalny sposób – „okaleczyła więcej ludzi niż polio”. I tak, wszyscy w pokoju zamrugali, kiedy to powiedział. Chodzi o to, że niezależnie od tego, jak duża jest twoja przewaga, nie wygrasz turnieju, dopóki twój strzał z tee nie dotrze bezpiecznie nad wodę. Wystarczy zapytać Jordana Spietha, który w 2016 roku zdobył pięciopunktowe prowadzenie, gdy zdobył tam poczwórnego bogeya, i wydaje się, że od tamtej pory gra z zawrotami głowy.

Nicklaus nazwał kiedyś 12. dołek „najtrudniejszym dołkiem w turniejowym golfie”. Miał na to zasadę: nie sięgaj po szpilkę, jeśli jest po prawej stronie. Graj na środku greenu, osiągnij odpowiedni poziom i przedostań się do 13. pola tee. „To zależy od tego, czy chcesz utrzymać grę” – powiedział, „czy też postawić na dwójkę i skończyć z piątką”. I Nicklaus o tym wie. Przez te wszystkie lata gry tutaj Nicklaus tylko raz wrzucił piłkę do wody.

Cóż, w tę niedzielę komisja konkursowa wbiła szpilkę (gdzie indziej?) daleko na dalszy brzeg. Było tak daleko na prawo, że mogło stanąć w wyborach specjalnych, które zorganizowano w tym tygodniu na miejsce Marjorie Taylor Green. 56-osobowy zespół przez cały dzień wykonał między sobą dokładnie trzy birdie, co dało łącznie 15 punktów powyżej normy.

Rory McIlroy przygląda się swojemu chip shotowi czwartego dnia. Zrobił double bogey’a. Zdjęcie: Erik S. Lesser/EPA

A oto McIlroy, który ma remis na prowadzeniu z Justinem Rosem, który gra zaledwie kilkaset metrów przed nim i tylko o jeden strzał przed Cameronem Youngiem, Russem Henleyem i Tyrrellem Hattonem, który już wrócił do Buttler Cabin i czeka, czy odbędzie się dogrywka, czy nie.

McIlroy już raz przegrał turniej, kiedy wcześniej w rundzie złamał kolejne z praw Nicklausa na innym par trójek na polu golfowym. „Żadnych pieprzonych podwójnych straszydeł” – powiedział mu Nicklaus w tym tygodniu. Jednak w czwartej rundzie McIlroy wpadł w kłopoty, gdy jego strzał z tee poleciał w lewo na skraj dużego bunkra. Udało mu się przedostać na odległość 9 stóp, ale mimo to ostatecznie trafił trzy putty po tym, jak minął małego, małego łamacza serc z dwóch stóp, który przetoczył się tuż nad tylną krawędzią dołka i ponownie wypadł. Westchnienie rozczarowania wzniosło kurz aż do budynku klubu.

Jego putter był tak zimny, że aż dziw, że nikt go nie zapytał, czy mógłby się do niego przytulić, żeby się ochłodzić. I to było zanim wykonał kolejnego straszaka na drugim par 3, 6, gdzie jego putt z pierwszego cięcia zatrzymał się na krawędzi greenu. W tym momencie McIlroy wrócił do turnieju z dziewięcioma poniżej, dwa strzały za Youngiem. Stał się już pierwszym zawodnikiem, który objął sześciopunktowe prowadzenie przed weekendem Masters. Teraz wyglądało na to, że po tym też będzie pierwszym człowiekiem, który przegra turniej.

McIlroy, będąc tym, kim jest, był teraz okrężny, kiedy w końcu pojawił się na swoją rundę. Zdobył jednego birdie w siódmym miejscu, kiedy w końcu wykonał putt, i drugiego w ósmym, dzięki magicznemu drugiemu strzale, który przeleciał wokół drzew w samo serce greenu i nagle znów wrócił do rywalizacji.

Czy ktoś, kto potrafi sprawić, że gra wygląda na tak łatwą, kiedykolwiek uznał ją za tak cholernie skomplikowaną?

A teraz jest tutaj, przy ulicy Złotego Dzwonu 12, z wiatrem szalejącym w porywach wzdłuż strumienia, trzepoczącym igłami w sosnach, a tłum jest tak cichy, że stewardzi zbesztają cię tylko za kaszel, z tą słynną żółtą flagą, która po prostu błaga go, aby spróbował do niej dotrzeć, a wszyscy myślą: „Po prostu zrób to, co ci powiedział Nicklaus”. A teraz kij opada, a piłka leci w górę, w górę, w stronę jasnoniebieskiego nieba i nad wodę, i znowu spada na mały kawałek spalonej trawy tuż za bunkrem, odbija się raz, dwa, trzy razy i toczy się prosto w stronę pucharu.

Rory McIlroy wykonuje birdie putt na 12-tym greenie. Zdjęcie: Jared C. Tilton/Getty Images

Zostało siedem stóp i birdie putt, którego nawet on nie mógł spudłować.

Wielu mężczyzn przegrało Masters na 12. Teraz McIlroy jest jednym z niewielu, którzy tam zwyciężyli.