Strona główna Wiadomości Czy ktoś może zatrzymać Jordana Bardellę we Francji? Zatłoczone pole mogłoby podarować...

Czy ktoś może zatrzymać Jordana Bardellę we Francji? Zatłoczone pole mogłoby podarować wybory skrajnej prawicy | Pawła Taylora

11
0


Poszukiwany: polityk potrafiący zaapelować do umiarkowanej prawicy, centrum i umiarkowanej lewicy, aby pokonał skrajnie prawicowego populistę Jordana Bardellę w drugiej turze wyborów prezydenckich we Francji w 2027 r. Poszukiwania rozpoczęły się na dobre po wyborach samorządowych, które odbyły się w zeszłym miesiącu, podczas których lewica utrzymała większość dużych miast, podczas gdy konserwatyści lub skrajnie prawicowy Zjednoczenie Narodowe (RN) odkurzyli mniejsze miasta. W tym roku będzie to maraton wyścigu, którego zadaniem będzie wybranie jednego kandydata, który w rundzie finałowej zmierzy się z Bardellą (30 l.) lub jego patronką, 57 l. Marine Le Pen. Le Pen pozostanie wykluczona, chyba że w lipcu sąd apelacyjny uchyli jej wyrok za defraudację funduszy UE.

Wszystkie sondaże dają antyimigracyjnej, eurosceptycznej RN znaczną przewagę w zamiarach głosowania w pierwszej turze. Bardella, wygadany, ale niedoświadczony lider partii, ma w sondażach aż 38%. O ile nie zdarzy się cud, wydaje się, że będzie pewny miejsca w drugiej turze. Pozostaje tylko jedno miejsce dla kandydata, który będzie w stanie pogodzić konserwatywnych i liberalno-centrowych zwolenników ustępującego prezydenta Emmanuela Macrona, a następnie pozyskać wystarczającą liczbę wyborców socjalistów, zielonych, a nawet radykalnie lewicowych.

W przyszłym roku odbędzie się bitwa o to, czyje nazwisko znajdzie się na karcie do głosowania. Lewica jest beznadziejnie podzielona pomiędzy radykalny przywódca France Unbowed Jean-Luc Mélenchon i inne grupy centrolewicowe, od socjalistów po zielonych i komunistów. Szanse na zjednoczenie się wokół jednego postępowego kandydata są bliskie zeru.

Mélenchon (74 l.) kopał głębsze okopy podczas kampanii miejskiej, oskarżany przez czołowych osobistości Partii Socjalistycznej o „nieznośny antysemityzm” i odmawiając odcięcia się od grupy bojowników zamieszanej w nagrane na wideo kopnięcie na śmierć młodego działacza skrajnej prawicy. Wydaje się pewne, że w przyszłym roku wystartuje w trzeciej kadencji prezydenckiej.

Sondaże wskazują, że zdobyłby wystarczającą liczbę głosów, aby uniemożliwić innemu lewicowemu kandydatowi dotarcie do drugiej tury, ale nie na tyle, aby sam mógł przejść do drugiej tury, chyba że rozbita zostanie także centroprawica. Wszystkie badania pokazują, że Bardella pokonałby Mélenchona z dużą przewagą, gdyby jego przeciwnikiem była lewicowa podżegaczka, ponieważ wielu centrowych lub umiarkowanych wyborców lewicy wstrzymałoby się od głosu.

Po lewej stronie nie ma naturalnego kandydata, ale zarówno Raphaël Glucksmann (46 l.), jak i były prezydent François Hollande (71 l.) rozważają kandydowanie. Intelektualista Glucksmann, który przewodził kampanii socjalistów przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2024 r., apeluje do miejskich profesjonalistów, ale nie do wyborców z klasy robotniczej i wiejskiej. Największą wadą Hollande’a są jego mierne wyniki w sprawowaniu urzędu w latach 2012–2017, co sprawiło, że stał się tak niepopularny, że został przyćmiony przez Macrona, swojego byłego doradcę i ministra gospodarki, i zdecydował się nie ubiegać o drugą kadencję.

Po stronie centroprawicy wyłonił się jeden kandydat, którego los powiększył się dzięki głosowaniu w gminie – były premier Edouard Philippe (55 l.), lider centroprawicowej partii Horyzonty, który został ponownie wybrany na burmistrza Le Havre. Kilka ostatnich sondaży sugeruje, że Philippe w drugiej turze o włos pokonałby Bardellę. Nikt inny się nie zbliża. To stawia byłego gaullistę, który był pierwszym premierem Macrona, na niebezpiecznej pozycji pierwszego faworyta w wyścigu prezydenckim.

Francuska polityka, podobnie jak klasyk cyklu Tour de France, rzadko kiedy pierwszy lider ma na sobie żółtą koszulkę zwycięzcy, zanim wyścig osiągnie punkt kulminacyjny na Polach Elizejskich. Pomiędzy nimi znajdują się niebezpieczne etapy górskie. Biorąc pod uwagę, że Francuzi byli w ponurym, antysystemowym nastroju jeszcze zanim rozpoczął się szok inflacyjny wywołany wojną w Iranie, bezpieczniej jest być outsiderem niż człowiekiem, którego na tym etapie należy pokonać w czołówce wyścigu.

Zamiast więc wykorzystywać impet, jaki wyniósł z wyborów lokalnych, Philippe odłożył plany rozpoczęcia ogólnokrajowej kampanii i postanowił poczekać do końca lata. Sumiennie pełni obowiązki burmistrza, okazjonalnie komentując sprawy krajowe lub międzynarodowe, aby przypomnieć wyborcom, że jest „en réserve de la République” (wezwaniem republiki).

To jednak pozostawia przestrzeń dla innych centroprawicowych niedoszłych zwolenników do popchnięcia się do przodu. Ambitny przywódca centrowej partii Renesansu, 37-letni Gabriel Attal, kolejny były premier, przygotowuje kandydaturę na prezydenta, która może podzielić znacznie zmniejszony obóz centrowy Macrona, choć sondaże wskazują, że pozostaje on daleko w tyle za Philippe’em.

Były premier Dominique de Villepin, widziany tutaj za Jacques’em Chiracem w Paryżu w listopadzie 2015 r., rozważa możliwość ubiegania się o urząd prezydenta w 2027 r. Zdjęcie: Régis Duvignau/Reuters

Bruno Retailleau (65 l.), który stoi na czele niegdyś potężnej partii gaullistów, obecnie znanej jako Les Republicains, w lutym rzucił kapelusz na ring. Retailleau, konserwatywny, rzymskokatolicki polityk zajmujący się prawem i porządkiem, który podczas swojej kadencji jako minister spraw wewnętrznych Macrona starał się rozprawić się z nielegalną migracją, chce, aby jego partia nominowała go w wewnętrznym referendum w tym miesiącu. Jednak spotyka się ze sprzeciwem ze strony swojego odwiecznego rywala, 51-letniego Laurenta Wauquieza, przewodniczącego partii w parlamencie, oraz kilku innych gaullistowskich kandydatów na prezydenta.

Wauquiez zaproponowała zorganizowanie prawyborów, w których wyłoniłby się jeden kandydat ze środkowej i skrajnej prawicy (z wyjątkiem RN), ale na tym etapie zainteresowanie wykazały jedynie postaci drugiej rangi, takie jak skrajnie prawicowa Sarah Knafo (32 l.) i jej antyislamski towarzysz i były kandydat na prezydenta Éric Zemmour (67 l.). Philippe odrzucił ten pomysł jako absurdalny. Centroprawica i centrolewica organizowały już wcześniej prawybory, ale w miarę jak francuska polityka stała się bardziej fragmentaryczna i spolaryzowana, takie konkursy nie zapewniają już tej samej jednoczącej legitymizacji, co w poprzednich wyborach.

Tymczasem kilku starszych mężów stanu wykorzystuje ekspertów telewizyjnych, aby zachwalać swoje referencje jako potencjalnych „hommes Providentiels”. Dominique de Villepin (72 l.) nadal robi awanturnicze wrażenie jako były minister spraw zagranicznych, który odważył się powiedzieć „nie” amerykańskiej inwazji na Irak przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w 2003 r. Od czasu odejścia ze stanowiska premiera w 2007 r. zarabiał pieniądze jako konsultant chińskiej prywatnej grupy inwestycyjnej, ale w zeszłym roku powrócił na scenę krajową, tworząc mikropartię o nazwie Humanistyczna Francja, aby wesprzeć swoje prezydenckie ambicje.

Thierry Breton (71 l.) jako opatrznościowy outsider spełnia kilka kryteriów. Jako energiczny komisarz UE kierował europejskimi regulacjami technologicznymi i wysiłkami w dziedzinie obronności, zanim został zmuszony do odejścia przez nielubianą we Francji przewodniczącą Komisji Ursulę von der Leyen. Pokłócił się z Elonem Muskiem w sprawie przepisów technicznych i administracja Trumpa zabroniła mu wjazdu do USA. We wcześniejszym życiu był dyrektorem naczelnym firm technologicznych i telekomunikacyjnych oraz ministrem finansów za prezydentury Jacques’a Chiraca. Brakuje mu jednak własnej machiny politycznej.

Wybór jednego mistrza, który utrzyma RN z dala od Pałacu Elizejskiego, to zagadka, której francuscy politycy wydają się niezdolni do rozwiązania. Im więcej z nich zdecyduje się na rywalizację w pierwszej turze, zamiast zjednoczyć się za najlepiej sklasyfikowanym kandydatem, tym większe jest prawdopodobieństwo, że kolejnym prezydentem zostanie Bardella.