Strona główna Wiadomości Byłem jednym z hejterów Leny Dunham. Chcę powiedzieć, że mi przykro |...

Byłem jednym z hejterów Leny Dunham. Chcę powiedzieć, że mi przykro | Dave’a Schillinga

12
0


Lenie Dunham muszę powiedzieć, że jest mi przykro. Jestem pewien, że nigdy tego nie przeczyta, bo nie wygląda na osobę, która sama szuka w Google. Gdybym była Leną, z pewnością bym tego nie zrobiła. Internet jest pełen kpin, sarkazmu i jawnego okrucieństwa. Ja też jestem częścią problemu. Lena i ja zaczynaliśmy nasze kariery w tym samym czasie, w te spokojne dni 2010 roku, kiedy ludzie nadal subskrybowali telewizję kablową, a media społecznościowe były po prostu nowym, ciekawym narzędziem do publikowania przypadkowych przemyśleń i zdjęć z brunchu. Teraz, jeśli opublikujesz zdjęcie posiłku, ludzie będą na ciebie krzyczeć za przechwalanie się, że stać cię na jedzenie.

Czternaście lat od chwili, gdy serial „Dziewczyny” HBO zmienił Dunham z ulubienicy kina niezależnego w supergwiazdę głównego nurtu, scenarzystka i reżyserka publikuje teraz wspomnienia, w których wspomina czas, jaki spędziła na kulturowym celowniku. Nagłówek wywiadu dla „New York Timesa” brzmi: „Lena Dunham wciąż próbuje zrozumieć, dlaczego ludzie tak bardzo jej nienawidzą”.

Dziwne, że się nad tym zastanawiamy, ponieważ większość krytyki była uderzająco niesubtelna i bezmyślna. Narzekali na jej wagę, skłonność do nagości w „Girls”, wszechobecność jej w mediach i być może najpopularniejszy – jej status tzw. „nepo baby” rodziców sławnych artystów w Nowym Jorku.

Nie będę debatował nad zaletami tego ostatniego, ponieważ wszyscy mieliście ponad dekadę na wyrobienie sobie opinii na ten temat. Z pewnością jest mnóstwo mizoginii, która przyćmiewa całą spleśniałą, starą dyskusję o Lenie Dunham, ale jest to jeszcze prostsze.

Wszyscy byliśmy zazdrośni.

Pisałam wcześniej, że Lena i moja kariera zaczynały się w tym samym czasie, ale powinnam to zakwalifikować tym, że nasze kariery w ogóle nie są porównywalne. Lena Dunham była na okładce magazynu „Rolling Stone” i jedyne, co udało mi się zrobić, to przeczytać ten numer „Rolling Stone”.

Oczywiście Lena odnosi znacznie większe sukcesy niż ja, co było częścią problemu. W tamtych czasach ludziom dawało się programy telewizyjne tylko po to, żeby rozśmieszyć odpowiednich ludzi na Twitterze. Blogerzy dostawali promocje na książki, za które mogli pokazać światu swoje najskrytsze sekrety. Byłem jednym z tych nieznośnych palantów. Pracowałem w Vice Media, kiedy to była praca, która pozwalała na ominięcie kolejek w nocnych klubach w Williamsburgu i/lub darmową kokainę.

Lena Dunham była wszystkim, czym wszyscy chcieliśmy być, tymi chudymi hipsterskimi dzieciakami z Nowego Jorku i Los Angeles desperacko pragnącymi choćby okruszka uwagi. Jedna z głupszych rzeczy, jakie wtedy napisałem, nosiła tytuł „Mój list miłosny do Leny Dunham”. Próbowałem być uroczy w tym, jak się z niej naśmiewam, dodając do wszystkiego sarkazm i ironiczny dystans. Nie próbowałem być mądry ani inteligentny. Zachowywałem się zadowolony z siebie, ale miałem też nadzieję, że ona to przeczyta i… pochlebi jej to, jak sądzę? Wyobraź sobie, że jesteś tak dziecinny, że uważasz, że literacki odpowiednik szarpania dziewczyny za warkocze na placu zabaw jest rzeczywiście skuteczny.

W wywiadzie dla „New York Timesa” Dunham przytacza niektóre negatywne portrety, z którymi musiała się wówczas zmagać: „Krótkowzroczne myślenie milenijne, nieszczęsny feminizm, nienawiść do mężczyzn lub liberalna głupota”. Nie wiem, czy to prawda, bo nie znam Leny Dunham, ale wszyscy tak myśleliśmy w tamtej epoce.

Jest to, jak się przekonaliśmy, produkt uboczny sztuki konfesyjnej, romansów z kluczem i czegoś, co wydaje się być emocjonalną przejrzystością. O to właśnie chodziło w tym milenijnym momencie w mediach. Nic nie było poza zasięgiem. „Nadmierne dzielenie się” stało się odznaką honorową. Bycie tak bezbronnym sprawiało, że ludzie myśleli, że cię znają. Co gorsza, ludzie mogą chcieć być tobą.

Błyskotliwość Leny Dunham odzwierciedlała w nas „krótkowzroczne myślenie milenijne”, pokazując nam, kim chcemy być i kim, o czym wiedzieliśmy, że nigdy nie będziemy. Wiem, że jestem bardzo blisko starej szkoły „nadmiernego dzielenia się”, ale chciałam być Leną Dunham. Nie dosłownie, ale chciałam być na jej poziomie, cieszyć się tym sukcesem i tą aprobatą. Ale nienawidziłem jej też za to, że to zrobiła, za to, że to ona zdobyła trofeum na koniec wyścigu. Rzadko myślałem o negatywnych skutkach przekształcenia jej w totem w stylu wiklinowego człowieka, który mogliśmy podpalić. Dla wielu z nas przestała być osobą i stała się symbolem. Nie mogę sobie wyobrazić nic bardziej niesprawiedliwego.

To odurzające, gdy wracam myślami do tych młodszych dni, pełnych wysiłków, nadziei i żebractwa. Życie to nieutwardzona droga. To też trochę żałosne. Po czterdziestce możesz jasno myśleć o wykonywaniu dobrej pracy, z której jesteś dumny, która wnosi coś znaczącego do świata. W młodym wieku bardziej pragniesz aprobaty niż kiedykolwiek wcześniej. Media społecznościowe właśnie to wzmocniły, zapewniając każdemu stały strumień Leny Dunham, która może być awatarem dowolnej kliki społecznościowej, którą subskrybujesz. Była influencerką, zanim w ogóle powstało to określenie. Duża różnica polega na tym, że starała się stworzyć sztukę wrażliwą, rezonującą emocjonalnie, a nie TikTok kazał ci dodawać proszek z siary do koktajli.

Pokolenie Z odkrywa dziewczyny, ponieważ nigdy nie była to rozrywka jednorazowa, jak ją przedstawiali krytycy. Chodziło o to, jak samotne może być życie po dwudziestce, gdy próbuje się znaleźć jakiś sens życia. To nigdy nie było „krótkowzroczne”. To było uniwersalne. Gdybyś mógł wyjść poza scenerię lub jednorodną naturę demografii obsady, zobaczyłbyś, że te uczucia są czymś, z czym wielu z nas mogłoby się utożsamić.

Było to zjawisko fenomenalne, ponieważ wyrażało idee, o których większość milenialsów nawet nie marzyła. Nie miałem wtedy dojrzałości emocjonalnej, aby to dostrzec, ale na szczęście upływający czas daje nam wszystkim dar przejrzystości, jeśli jesteśmy gotowi to zaakceptować.

Przykro mi Lenie Dunham, ale naprawdę czuję się gorzej z powodu młodszej siebie. Szkoda, że ​​nie mogę wrócić i powiedzieć mu, że wszystkie rzeczy, których pragnął na świecie, nadejdą w chwili, gdy przestanie tego pragnąć tak bardzo.