Dwie najlepsze drużyny angielskiej piłki nożnej pochodzą z Londynu i Manchesteru. W niedzielę spotkają się, aby zdecydować o tytule Premier League w tym sezonie. Chelsea i Manchester United to nie te kluby. Obaj spadli z lokalnego znaczenia, jakim kiedyś dowodzili. Jeśli Manchester United zajmie miejsce w pierwszej czwórce, nastąpi znaczny spadek w stosunku do Arsenalu i Manchesteru City. Różnica między tymi dwoma klubami a Chelsea staje się bliska przepaści. Brentford z taką samą liczbą punktów może wkrótce wyprzedzić Chelsea jako najlepsza drużyna zachodniego Londynu.
United jest znacznie bliżej renesansu, choć od 2013 roku było wiele fałszywych świtów. Obydwa kluby łączy wiele wspólnego w zdradzie poprzednich legend. Wśród kibiców Chelsea panuje bunt. Zorganizowali protest przeciwko swojemu obecnemu właścicielowi, do którego tym razem dołączyli ultras ze Strasburga. Obie grupy wściekały się przeciwko niepożądanym zmianom, jakie przyniosło zarządzanie BlueCo, a wszystko to w imię góry długów, która nie ma oczywistego sensu.
Jeśli obecne odrodzenie ich zespołu poprawi nastroje, kibice United nie ustają z odrazą do właścicieli ziemskich na wygnaniu, rodziny Glazerów, choć Sir Jim Ratcliffe – tak długoletni czołowy zawodnik Czerwonych Diabłów, że był poważnym oferentem za 4,25 miliarda funtów za przejęcie Chelsea w 2022 roku – jest postrzegany z pogardą bliską poziomowi rodziny z Florydy.
Właściciele Chelsea to podobna dwugłowa bestia. Todd Boehly i Behdad Eghbali reprezentują różne podejścia do klasy aktywów kapitału inwestycyjnego i wcale nie są zgodni w swoich poglądach. To, że firma sprzedająca bilety powiązana z Boehly’m chłosta bilety na półfinał Pucharu Anglii za cenę ściskającą pośladki, to dla bogatych mężczyzn kolejny sposób na napełnienie swoich tornistrów.
W tym tygodniu nadeszły doniesienia, że przez cały sezon frekwencja na stadionie Stamford Bridge nie przekroczyła 40 000; W sobotni wieczór zgromadziło się 39 733 widzów. Nostalgia za Romanem Abramowiczem nie schodzi z ust kibiców. Nie ma też skandowania „chcemy odzyskać naszą Chelsea”. Ze stanowiska Matthew Hardinga jasno wynikało, że Eghbali jest niechciany w tych stronach. Frank Lampard również dostał refren po powrocie Coventry na najwyższy poziom, a poziom romantyzmu dawno temu został wykorzystany przez jego były klub.
Jeśli ich właściciele znaleźli inny sposób na zrobienie bałaganu na maszynach, które wcześniej zdobywały trofea, i przyćmienie chwały, zarówno Chelsea, jak i ubrani w chinosy władcy United znajdują nowe, niepożądane sposoby, aby zapłacić rachunek publiczności. Płacenie coraz większych sum za produkt niższej jakości w trudnych czasach może tylko doprowadzić do wrzenia urazy.
Fani Chelsea reagują po porażce u siebie 1:0 z Manchesterem United na Stamford Bridge, przez co mają trudności z zakwalifikowaniem się do Ligi Mistrzów. Zdjęcie: Julian Finney/Getty Images
Wydawało się, że Michael Carrick, który był trenerem United w pierwszych tygodniach swojej kariery, odnalazł utraconą magię klubu. W poniedziałkowym meczu przeciwko Leeds odbył się występ, który miał postawić pytanie przeciwko jego kandydaturze na długoterminowy kontrakt. Pojawiły się nazwiska takie jak Julian Nagelsmann i Andoni Iraola, nowocześni trenerzy chętnie pracujący w kontynentalnych hierarchiach, choć doświadczenie Rubena Amorima zdjęło blask takim technokratom. Jeśli Carrick przywróci United do Ligi Mistrzów, to stanowisko z pewnością będzie mu należeć, choć nie bierze to pod uwagę ego miliardera chcącego podejmować ważne decyzje. Na Stamford Bridge drużyna United była szorstka, ale znacznie bardziej opanowana niż przeciwnik, którego morale spadało w miarę upływu czasu, co było uderzające.
Ucieczka Liama Roseniora do Chelsea była powodem przeprawy delegacji ze Strasburga przez kanał La Manche. Nikt nie lubi, gdy jego klub jest dodatkiem. Pokonanie jedynie Port Vale w poprzednich sześciu meczach Chelsea postawiło poważne pytania dotyczące przydatności Roseniora. W miarę zmniejszania się szans na powrót do Ligi Mistrzów z pewnością będzie ich więcej. Nie żeby Chelsea miała nadzieję na zdobycie Pucharu Europy po raz trzeci. W zakwalifikowaniu się do zawodów liczą się pieniądze i niewiele więcej.
Pierwsza połowa Chelsea nie była obiecująca, a nieznana obrona United wywołała duży dyskomfort. Wiele wymagano od 19-letniego Aydena Heaven, z zawodu jedynego środkowego obrońcy, ale sprostał wyzwaniu. Problemem dla United był także brak nóg w środku pola. Pragnienie jakości w tej dziedzinie jest niemal trwałe. Sytuacja powtórzy się tego lata, kiedy Casemiro odejdzie. Stary chłopak zachował nawyk wiedzy, gdzie odbije się piłka, i poprowadził akcję tylnej straży, która wzmogła frustrację Chelsea.
Bramka United nastąpiła po nieostrożności Alejandro Garnacho, ku uciesze fanów gości. Nie oznacza to też, że kibice Chelsea przenieśli się do Garnacho. Jest przykładem nadmiaru graczy kupionych z innego powodu niż próba zawarcia pozycji krótkiej na rynku, aby zyskać na odsprzedaży. Bruno Fernandes, wykorzystując brak zgłoszeń Garnacho i Jorrela Hato do zaopatrzenia Matheusa Cunhy, sprawił, że Rosenior potrząsnął głową w znajomy już sposób.
Ciągłe czuwanie Roseniora na uboczu jest zgodne z szablonem współczesnego trenera, ale co to oznacza dla zawodników niereagujących na jego klaskania i wrzaski? Nie jest osamotniony w braku wiarygodności w Chelsea, ponieważ klub traci swoją pozycję niemal tak szybko, jak traci pieniądze.