Najlepsze filmy dają ci coś do zabrania. Nie tylko przesłanie moralne, czy jakaś transcendentalna nauka o świecie. Ale namacalna rzecz, w której możesz odnaleźć znaczenie długo po napisach końcowych, zajmująca miejsce w zakamarkach twojego umysłu jak kulturalna pamiątka odłożona na półkę.
W moim przypadku zazwyczaj przybiera to formę piosenki lub artysty. Czasami jest to miejsce lub cytat. Bardzo rzadko jest to strój. Rzadko kiedy cokolwiek daje mi wszystkie powyższe. Ale Harold i Maude są wyjątkowi, oferując torbę z różnymi smakołykami poprawiającymi samopoczucie, które natychmiast przenoszą mnie w radosne miejsce.
Może się to wydawać nazbyt naciągane w przypadku filmu o zamożnym młodym mężczyźnie mającym obsesję na punkcie samobójstwa. A jednak dychotomia tonalna jest częścią magii Harolda i Maude i powodem, dla którego film z 1971 roku uznawany jest za kultowy. Historia zaczyna się od inscenizacji przez Harolda jednego ze swoich fałszywych samobójstw, na co jego lodowata matka z wyższych sfer odpowiada przewróceniem oczami, przypominając mu, że organizuje przyjęcie o 20:00. „Spróbuj być trochę bardziej energiczny” – drwi, podczas gdy jej cierpiący na depresję syn udaje martwego.
Oprócz dręczenia matki makabrycznymi przedstawieniami, Haroldowi brakuje prawdziwego celu i miejsca. To znaczy, dopóki nie poznaje Maude, energicznej siedemdziesięciolatki ze skłonnością do kradzieży samochodów i rozbijania pogrzebów. Biorąc pod uwagę jego fiksację na punkcie śmierci, Harold również regularnie odwiedza cmentarz i mówi swojemu psychiatrze, że uczestniczy w pochówkach dla zabawy. Najpierw zauważa Maude siedzącą na pobliskiej trumnie i jedzącą pomarańczę.
Harold i Maude, grani odpowiednio przez Buda Corta i Ruth Gordon, wyruszają na misję pełną figlarnych psot, czego efektem jest jedna z najbardziej porywających – i najmniej konwencjonalnych – relacji, jakie kiedykolwiek widzieliśmy na ekranie. Oboje spędzają piknik na miejscu rozbiórki, śmiejąc się i popijając wino z kieliszków, podczas gdy buldożer wjeżdża na pobliskie śmieci. Po przesadzeniu skradzionego drzewa mieli starcia z policją; kiedy funkcjonariusz prosi o dowód tożsamości, Maude odpowiada, że nie wierzy w prawa jazdy.
Ale jeden z moich ulubionych momentów nadchodzi, gdy para spaceruje po polach kwiatów i Maude pyta Harolda, jakim kwiatem chciałby być. Osiada na pobliskich stokrotkach, „bo wszystkie są podobne”. „Och, ale tak nie jest” – odpowiada Maude, wskazując na widoczne różnice między nimi. „Widzisz, Haroldzie, czuję, że większość smutku na świecie pochodzi od ludzi, którzy są tacy, a mimo to pozwalają się tak traktować” – mówi, odnosząc się do pojedynczej stokrotki postrzeganej jako część zhomogenizowanej grupy. Jej zdaniem celebrowanie indywidualności jest sposobem na odnalezienie sensu.
Pomijając to urocze przesłanie, film oferuje nam o wiele więcej, od znakomitych zdjęć – ujęcie matki Harolda przepływającej spokojnie obok syna leżącego twarzą w wodzie jest doskonałym estetycznym ucieleśnieniem sardonicznego tonu filmu – po czarne sceny komediowe, na przykład Harold udaje, że się podpala, aby odstraszyć potencjalną randkę. Nie trzeba dodawać, że to działa.
Są też zgryźliwe, jednolinijkowe kreacje Maude („Nigdy nie zrozumiem tej maniakalności czerni” – mówi o strojach pogrzebowych) i często pomijany element stroju: rozszerzane spodnie, dwurzędowe płaszcze i kolorowe kołnierzyki Harolda prosto z kampanii Alessandro Michele Gucci.
Oczywiście jest też ścieżka dźwiękowa, którą skomponowali Yusuf / Cat Stevens, którzy napisali dwie oryginalne piosenki do filmu, w tym If You Want To Sing Out, Sing Out, który moim zdaniem najbardziej przypomina piosenkę, która brzmi jak słońce. Pomaga fakt, że usłyszałam to na żywo na festiwalu Glastonbury w 2023 roku, tańcząc i śpiewając w ciepłe niedzielne popołudnie, obejmując ramionami mojego najlepszego przyjaciela.
Tak właśnie jest z filmami poprawiającymi nastrój: część tego, co utrzymuje je w pozytywnym nastroju, to wspomnienia, które się z nimi wiąże. Jednym z powodów, dla których tak bardzo kocham Harolda i Maude, jest to, że po raz pierwszy obejrzałem go w zamknięciu, po tym, jak znajomy wybrał go do założonego przez siebie nocnego klubu kinowego, gdzie wszyscy oglądaliśmy ten sam film w swoich domach, a potem omawialiśmy go na WhatsApp. W głębi izolacji odkryłem, że obserwowanie, jak Harold uczy się patrzeć na życie przez różowe okulary Maude, sprawiło, że poczułem się szczęśliwszy i bardziej związany z grupą ludzi niż przez ostatnie tygodnie.
Nie zrozumcie mnie źle, to nieco pikantne założenie, szczególnie gdy związek między Haroldem i Maude staje się seksualny: on ma około 19 lat, a on jest od niej o 60 lat młodszy. Nie jestem pewien, czy to dzisiaj poleci. Ale jakoś to nie ma znaczenia. Bo to nie jest opowieść o związku z różnicą wieku czy o drapieżnej starszej kobiecie, która wykorzystuje młodszego mężczyznę. Chodzi o znalezienie światła w ciemności i uświadomienie sobie, że warto żyć, nawet dla dziwaków. Tak naprawdę czasami to dziwacy bawią się najlepiej. Być może wszyscy moglibyśmy się czegoś od nich nauczyć.