Strona główna Sport Marie-Louise Eta, „bogini futbolu” drużyny Union Berlin, otwiera nowe możliwości w Bundeslidze...

Marie-Louise Eta, „bogini futbolu” drużyny Union Berlin, otwiera nowe możliwości w Bundeslidze | Bundesliga

13
0


Tak różne, a jednak absolutnie takie same. Jeśli chciałeś jasnego pokazu, dlaczego właśnie 1. FC Union Berlin było miejscem, w którym Marie-Louise Eta została pierwszą kobietą-trenerem w pięciu czołowych ligach europejskich, to dostałeś to w sobotnie popołudnie. Eta zadebiutowała na stanowisku szkoleniowca w meczu Bundesligi z Wolfsburgiem i po tygodniu, w którym zarówno ona, jak i Union były wiadomościami ze świata, a trener i klub byli wyraźnie zaskoczeni mediami przybywającymi do Berlina, aby zobaczyć jej inauguracyjną konferencję prasową i debiut na stanowisku trenera, sama możliwość dotarcia do pracy przyniosła ulgę.

I naprawdę nie ma gdzie handlować ani w Niemczech, ani w Europie, zupełnie jak Stadion An der Alten Försterei. Podczas odczytywania składów drużyn przed rozpoczęciem meczu następuje okrzyk i odpowiedź, a nazwisko każdego zawodnika zostaje połączone ze zbiorową odpowiedzią „Fußballgott!” (Bóg futbolu). Kiedy w sobotę ogłoszono nazwisko Ety, spotkało się to z zjednoczonym entuzjazmem „Fußballgöttin!” (Bogini futbolu). W niezwykły dzień było to wzruszająco normalne.

Było zatem całkowicie słuszne, że oficjalne konto Union X dało seksistom i niedowiarkom krótkie (a czasem dość przekleństwa) uwagi w tym historycznym momencie, upewniając się, że chwila ta należała do Ety, a nie do najgłośniejszych kretynów. Wielu sugerowało, że mogłoby się to zdarzyć tylko w innym klubie; że Unia była idealnym miejscem na tak pionierski krok, jak klub postępowy, świadomy społecznie i społecznie odpowiedzialny. Chociaż może to być w pewnym stopniu prawdą, że kobiety na stanowiskach kierowniczych nie są nowością w niemieckim futbolu, a Sabrina Wittmann zbliża się do końca swojego drugiego sezonu w trzecioligowym Ingolstadt, klubie, którego dziesięć lat temu w najwyższej klasie rozgrywkowej trenował Ralph Hasenhüttl.

Światowe media przybyły do ​​Berlina na przełomowy mecz Marie-Louise Ety. Zdjęcie: Joern Pollex/Bundesliga/Bundesliga Collection/Getty Images

Etę i Wittmanna łączy wiele wspólnego poza płcią: oboje dostrzegają krok naprzód i potencjalne pozytywne skutki swojej nominacji, ale obydwoje dotarli do tego punktu dzięki włożeniu w siebie wielu wysiłków i naprawdę na to zasłużyli. Oboje po trzydziestce, ale żaden z nich nie odniósł z dnia na dzień sukcesu, w lekkim echu tras Thomasa Tuchela czy Juliana Nagelsmanna.

W przypadku Ety była tu również już wcześniej, przejmując tymczasowo obowiązki pierwszego zespołu wraz z Marco Grotem, aby pomóc Unionowi uniknąć barażu o utrzymanie w dramatycznym ostatnim dniu sezonu 2023–2024, po odsunięciu na bok Nenada Bjelicy. Opłacała składki w Union i przez lata zdobyła szacunek graczy. Podobnie jak wcześniej Wittmann, Eta chciała pozbyć się szumu i zostać osądzona na podstawie swoich zasług; i tak będzie, jeśli uda jej się odciągnąć Unię od dna, ponieważ nie jest to łatwe zadanie.

Porażka z dolnym klubem Heidenheim w zeszłym tygodniu („naprawdę alarmujący” występ, według słów weterana Christophera Trimmela, przywróconego tutaj do jedenastki) przyspieszyła koniec rządów Steffena Baumgarta na stanowisku trenera, ale była to kulminacja zaledwie dwóch zwycięstw z 14 w 2026 roku. Sprowadzona, aby zmobilizować żołnierzy i zapobiec nieoczekiwanemu zaangażowaniu się w walkę o utrzymanie, Eta otrzymała przepustkę szpitalną w kategoriach czysto sportowych, zacząć od meczu u siebie z Wolfsburgiem, który nie był zwycięstwem, które trzeba było wygrać, ale naprawdę mógł się przydać.

Unionowi nie udało się to pomimo znacznie lepszych wyników; Eta stwierdziła, że ​​jest „zadowolona” z występu pomimo porażki z drugą od końca drużyną. Zespół Union grał spójnie i dominował, strzelając 26 do pięciu strzałów, ale udało mu się to po pięknych bramkach Patricka Wimmera, a następnie Dzenana Pejcinovica w 29 sekundzie drugiej połowy. Wygląda jednak na to, że nie jest to przesłuchanie do roli pełnoetatowej, ponieważ prezydent Dirk Zingler najwyraźniej zamknął drzwi uchylone na początku tego tygodnia przez dyrektora sportowego Horsta Heldta w przedmeczowym wywiadzie dla Sky, podkreślając, że Eta ma pełnić rolę tylko do pozostałych meczów po tym, jak podpisała kontrakt na przejęcie kobiecej drużyny Union od przyszłego sezonu. „Jeśli będzie naprawdę dobra, zostanie z mężczyznami” – zarysowała Zingler – „(a) jeśli nie będzie tak dobra, pójdzie do kobiet – nie mogę nawet o tym rozmawiać. W ten sposób wyrządzamy jej i całemu kobiecemu futbolowi krzywdę”.

Marie-Louise Eta reaguje podczas meczu. Zdjęcie: Clemens Bilan/EPA

Unii dokonały nominacji opartej na zdrowym rozsądku, a nawet przełomowej, mają jednak świadomość potencjalnych konsekwencji. „Tutaj nie chodzi o mnie” – pomyślała Eta na swojej konferencji prasowej po meczu. „Chodzi o piłkę nożną”. Może nie jest to do końca prawdą, ale ciężka praca jej i jej zespołu w sobotę była pierwszym krokiem w tym kierunku.

Krótki przewodnikWyniki BundesligiPokaż

Mönchengladbach 1:1 Moguncja, Bayern Monachium 4:2 Stuttgart, Freiburg 2:1 Heidenheim, Eintracht Frankfurt 1:3 Lipsk, Hoffenheim 2:1 Dortmund, Leverkusen 1:2 Augsburg, Union Berlin 1:2 Wolfsburg, Werder Brema 3:1 Hamburg, St. Pauli 1:1 Kolonia.

Dziękujemy za Twoją opinię.

Punkty do dyskusji

Bardziej znajoma scena nadeszła pod koniec weekendu, gdy Bayern Monachium po raz 35. został mistrzem po zwycięstwie 4:2 nad Stuttgartem – żadna drużyna nie pokonała drugiej drużyny bardziej w historii Bundesligi. Jeden punkt by im wystarczył, ponieważ Borussia Dortmund otworzyła mu drzwi w sobotę po porażce w końcówce z goniącym za Ligą Mistrzów Hoffenheim, a na początku weekendu Bayernowi pozostało jedynie poprawić wynik BVB.

Zespół Vincenta Kompany’ego nie gra jednak pół na pół. Po stracie gola Chrisa Führicha dla gości goście strzelili trzy gole w niecałe pięć i pół minuty, aby odrobić straty, a następnie w przerwie sprowadzili na boisko Harry’ego Kane’a (który strzelił czwartego gola) i Michaela Olise’a, po dokonaniu ośmiu zmian po środowych zmaganiach z Realem Madryt. Może nie mają największego składu w historii klubu, ale mają jeden z najsilniejszych i najbardziej ekscytujących. Bayern zachwyca także w sensie statystycznym – ta salwa zapewniła mu 109 bramek w 30 meczach, pobijając w zeszłym tygodniu rekord sezonu 1971/72, który wynosił 101 bramek w sezonie Bundesligi. Kane nie pobije rekordu Roberta Lewandowskiego w liczbie strzelonych bramek w jednym sezonie, ponieważ Kompany zarządza nim w innych zadaniach (co odpowiada także Anglii), ale ustanowienie być może nigdy nie do pobicia zbiorowego rekordu na cztery mecze przed końcem jest znacznie bardziej odpowiednie.

Trener Bayernu Vincent Kompany świętuje po zdobyciu tytułu. Zdjęcie: Michaela Stache/Reuters

Leverkusen musiało wykorzystać niemożliwą misję Stuttgartu, ale zniweczyło wiele dobrej pracy z ostatnich tygodni, zmniejszając stratę do czołowej czwórki, przegrywając u siebie z Augsburgiem. Mieli swoje szanse, strzelając 36 razy na bramkę (po raz pierwszy od prowadzenia statystyk, że 35 lub więcej strzałów drużyny w Bundeslidze nie zakończyło się zwycięstwem), ale bramkarz gości Finn Dahmen spisał się słabo, mimo że jego trener Manuel Baum zauważył, że „niekoniecznie jest to pożądane z punktu widzenia obrony”. Tymczasem przeciwnik Dahmena, Mark Flekken, nazwał rozmowy o kryzysie w Leverkusen „całkowitym nonsensem” przed środowym półfinałem Pokal z Bayernem, ale nie mają już więcej jokerów w rękawie, a drużyna Kaspera Hjulmanda mierzy się z pozostałymi trudnymi przeciwnikami, w tym Lipskiem i Stuttgartem, więc mogą potrzebować pomocy Bayernu, aby przemycić Niemcy na szczyt tabeli współczynników UEFA i zapewnić Bundeslidze dodatkową Ligę Mistrzów miejsce do cumowania.

Na zatłoczonym dnie tabeli najlepszym wynikiem było zwycięstwo Werderu Brema 3:1 w Nordderby z Hamburgiem, dzięki dwóm drużynom z talizmanowej Jens Stage. Tylko jeden punkt zajmuje obecnie pozycję dzielącą Union na 11. pozycji od Werderu na 15. pozycji, ale do St. Pauli na 16. pozycji pozostaje jeszcze pięć punktów przewagi po tym, jak w piątkowy wieczór stracili wyrównanie z Köln w końcówce tabeli.