Strona główna Kultura Recenzja The Illuminated Man autorstwa Christophera Priesta i Niny Allan – niekonwencjonalny...

Recenzja The Illuminated Man autorstwa Christophera Priesta i Niny Allan – niekonwencjonalny portret JG Ballarda | JG Ballarda

8
0


Zmarły w 2009 roku pisarz JG Ballard jest kuszącym tematem dla biografa. Jego niezwykłe dzieciństwo w przedwojennym Szanghaju, późniejsze internowanie jego rodziny w japońskim obozie jenieckim i śmierć jego żony Mary w wieku 34 lat odegrały kluczową rolę w stworzeniu jego wyjątkowej wizji. Żywe i czasami szokujące obrazy, których był świadkiem na początku swojego życia, wielokrotnie pojawiały się w jego powieściach.

Jednak zawsze opierał się próbom ze strony osób chcących opowiedzieć jego historię i pod koniec życia wydał dziwnie płaskie wspomnienia, Cuda życia. Autor nowej biografii, Christopher Priest, najwyraźniej podziwiał to dzieło, przyznając jednocześnie, że przedstawia ono „starannie opracowany opis… bardziej chaotycznej rzeczywistości”. Jak podkreśla, nie ujawniło ono niczego, co nie byłoby już wiadome. Dwa lata po śmierci Ballarda ukazała się nieautoryzowana biografia Johna Baxtera, która choć krytykowana przez rodzinę Ballarda za nieścisłości, pozostaje użytecznym wprowadzeniem do życia i twórczości jednego z najciekawszych pisarzy okresu powojennego.

W Człowieku iluminowanym Priest postanawia umocnić miejsce Ballarda w literackim panteonie, co jest trudnym zadaniem, zwłaszcza że Ballard zdecydował się pracować w science fiction, gatunku w dużej mierze niedocenianym w kręgach literackich przez większą część swojej kariery. Nawet wśród pisarzy science fiction Ballard był wyjątkiem. Zamiast osadzać swoje historie w przestrzeni kosmicznej, jak ówczesne twarde SF, badał to, co nazywał „przestrzenią wewnętrzną”, zwłaszcza podświadomość. To nie przypadek, że jego pierwszym wyborem w karierze zawodowej był psychoanalityk. „Talent Ballarda jest jednym z najbardziej tajemniczych i ponurych we współczesnej literaturze angielskiej – i zdecydowanie najtrudniej go sklasyfikować” – napisał Martin Amis, recenzując powieść Ballarda „Hello America” z 1981 roku. „Nie ma żadnych oczekiwań wobec Ballarda: on nieuchronnie je obali. Jedyne, co wiemy na pewno, to to, że powieści, które napisze, nie mogłyby zostać napisane ani nawet odgadnięte przez nikogo innego”.

Jak sugeruje Amis, Ballard to pisarz inny niż wszyscy, posiadający swój własny, wyraźny, dziwny i natychmiast rozpoznawalny głos. Jego bohaterowie są nijaki, określani jedynie nazwiskami i pogodzeni ze swoim losem. Większość z nich to obsesje tego czy innego rodzaju. Przyciągają ich ekstremalne środowiska, dżungle i bagna, opuszczone miasta lub miejsca wybuchu bomby nuklearnej. Niektóre obrazy – osuszone baseny, opuszczone centra handlowe, puste bloki – powracają w kolejnych opowieściach. Jak zauważył pisarz i psychogeograf Iain Sinclair, każda jego książka „jest powtórzeniem, przedłużeniem tego samego riffu”. Słowo „Ballardian” weszło do języka. Przedwczesna śmierć młodej i pięknej Diany, księżnej Walii w wypadku samochodowym, była momentem ballardowskim, co Salman Rushdie był jednym z kilku, których rozpoznał. Kolejnym wydarzeniem były zamieszki podczas otwarcia nowego sklepu Ikea w Tottenham w 2005 roku. Ballard zyskał w oczach swoich fanów status proroka, pisarza przedstawiającego świat bez znaczenia, postprawdę planetę załamania środowiska, bezsensownej przemocy i prymitywnego regresu.

podwójny cudzysłów Kiedy Ballard przekazała Crasha wydawcom, jedna ze starszych czytelniczek napisała w swoim raporcie: „Tego człowieka nie da się już leczyć psychiatrycznie. Nie publikuj’

Wydawało się, że Ballard jest o krok od wejścia do głównego nurtu, gdy jego na wpół autobiograficzna powieść „Imperium słońca” znalazła się na krótkiej liście do nagrody Bookera w 1984 roku. Ze swej natury oznaczało to odejście od jego fantastyki naukowej, choć jak słusznie zauważa Priest, było nakrapiane znanymi ballardowskimi obrazami. W okresie poprzedzającym ceremonię wręczenia nagrody Bookera była to najgorętsza powieść, ale jurorzy zdecydowali się zamiast tego przyznać nagrodę Hotel du Lac Anity Brookner, tęsknej i dowcipnej, ale mimo to konwencjonalnej powieści.

Może dobrze się stało, że Ballard nie wygrał. Jego talent był zbyt anarchiczny i zbyt niepokojący, aby mógł zostać zaakceptowany przez ogół. W swojej powieści The Atrocity Exhibition z 1970 roku wyrzekł się spójności narracji do tego stopnia, że ​​dla wielu był niezrozumiały. Kiedy „Crash” z 1974 r., w którym w szczególnie niepokojący sposób badano skrzyżowanie seksu i przemocy, przekazano Jonathanowi Cape’owi, jedna ze starszych czytelniczek wydawcy (jak głosiło) napisała w swoim raporcie napisanym na maszynopisie: „Tego człowieka nie da się już leczyć psychiatrycznie. Nie publikuj”. Sam Ballard twierdził, że jest zachwycony tą krytyką, co uznał za przejaw artystycznego sukcesu. Chociaż recenzent Crasha w Guardianie wychwalał Ballarda jako „jednego z niewielu prawdziwych surrealistów, jakich stworzył ten kraj, posiadacza przerażającej i porywającej wyobraźni”, recenzent New York Times określił ją jako „bezkompromisową, najbardziej odrażającą książkę, z jaką się jeszcze spotkałem”. Kiedy Crash został nakręcony przez reżysera Davida Cronenberga, krytyk Alexander Walker potępił go jako „film przekraczający granice deprawacji”.

Ironią losu było to, że autorem tak niepokojącego dzieła był cichy i poważny człowiek rodzinny, który większość swojego dorosłego życia spędził w skromnym podmiejskim domu w Shepperton. Choć zafascynowany technologią, Ballard pisał swoje powieści odręcznie i sam je przepisywał na maszynie. Nie miał komputera i nigdy nie miał adresu e-mail. Ballard nie był zainteresowany dobrami materialnymi. Jego redaktor Malcom Edwards wspomina, jak Ballard, po otrzymaniu pierwszej płatności za prawa do filmu „Imperium słońca”, postanowił wyluzować się, odwiedzając swój lokalny supermarket. Po pewnym czasie włóczenia się po alejkach wrócił do domu z puszką łososia.

Jako autor fikcji spekulatywnej i wnikliwy krytyk Priest był dobrze przygotowany do oceny twórczości Ballarda. Wysuwa kilka ciekawych pomysłów: na przykład utrzymuje, że „Ballard popełnił błąd, pisząc „Imperium słońca”, że późniejsze dzieło było mniej intensywne, mniej radykalne, że ujawniając źródło swojej inspiracji, wyczerpał się. Jest to rzetelny i autorytatywny przewodnik po twórczości Ballarda, w pewnym zakresie. Jednak sześć miesięcy po rozpoczęciu biografii u księdza zdiagnozowano nieuleczalnego raka.

Miał nadzieję, że pożyje wystarczająco długo, aby ją ukończyć, choć okazało się, że był w stanie napisać tylko 65 000 słów – czyli być może połowę zamierzonej sumy. Książkę ukończyła jego partnerka, Nina Allan, także pisarka, która została jego żoną tuż przed jego śmiercią. Jej wkład w biografię Ballarda składa się głównie z wywiadów, które reprodukuje jako ewangelię, choć cytuje samego Ballarda, który stwierdził, że „należy pominąć wspomnienia przyjaciół i znajomych”. Są luki: książka jedynie przelotnie wspomina opowiadanie Ballarda „Sekretna autobiografia JGB******”, a całkowicie pomija prowokacyjnie zatytułowaną „Dlaczego chcę pieprzyć Ronalda Reagana”.

W narrację Allana wpleciony jest opis ostatniej choroby Priesta. Jej opis jego ostatnich dni jest niemal nieznośnie przejmujący – choć oczywiście nie ma to nic wspólnego z Ballardem. Krytykowanie Allan byłoby niewrażliwe, gdy jej smutek jest tak wyraźnie widoczny na papierze. Można argumentować, że takie niejasne, wielowarstwowe podejście mogłoby być odpowiednie dla życia tak nieuchwytnego tematu, jak Ballard – choć nie było to to, które planował Priest. Stwarza to także problemy dla czytelnika, zwłaszcza jeśli chodzi o ustalenie, kto co napisał. To odważna i poruszająca książka, warta przeczytania; ale ci, którzy szukają konwencjonalnej biografii Ballarda, powinni szukać gdzie indziej.

The Illuminated Man: Life, Death and the Worlds of JG Ballard autorstwa Christophera Priesta i Niny Allan została opublikowana przez Bloomsbury (25 funtów). Aby wesprzeć Guardiana, zamów swój egzemplarz na stronie Guardianbookshop.com. Mogą obowiązywać opłaty za dostawę.