Strona główna Kultura Błąd skryptu Java: dlaczego Diabeł ubiera się u Prady 2 Powiązanie ze...

Błąd skryptu Java: dlaczego Diabeł ubiera się u Prady 2 Powiązanie ze Starbucksem pozostawia dziwny posmak | Diabeł ubiera się u Prady 2

13
0


Może oczywiście okazać się arcydziełem. Jednak od chwili pierwszej zapowiedzi „Diabeł ubiera się u Prady 2” było coś niewymiernie przygnębiającego. W jakiś sposób czas powstania filmu i jego tematyka połączyły się w taki sposób, że na samą myśl o tym nie można powstrzymać się od uczucia oszołomienia aż do wyczerpania.

Diabeł ubiera się u Prady 2 to oczywiście kinowy film o błyszczących magazynach, wydawany w czasach, gdy nikt nie chodzi na kinowe filmy ani nie kupuje kolorowych magazynów. Aby naprawdę podkreślić fakt, że film istnieje w próżni nierealistycznej nostalgii, właśnie ogłoszono partnerstwo marki ze Starbucks.

Od wczoraj klienci Starbucks mogą zamawiać napoje z tajnego menu inspirowanego postaciami z „Diabeł ubiera się u Prady”. Obejmują one całą gamę produktów, od Mirandy’s Signature Order („bez piany, dodatkowy shot, wyjątkowo gorąca caffe latte z odtłuszczonym mlekiem”) po Andy’s Cappuccino („cappuccino na mleku owsianym z karmelem i cynamonem: proste, wyrafinowane i gotowe przekroczyć granicę między tym, kim była, a tym, kim się staje”). Są jeszcze inne, ale nie będę cię nimi zanudzać, bo jestem całkiem pewna, że nie często odwiedzasz Starbucks już dobrowolnie.

Czas przed Brexitem i Trumpem… Anne Hathaway i Stanley Tucci w „Diabeł ubiera się u Prady”, 2006. Zdjęcie: Everett Collection Inc/Alamy

Ponieważ w przypadku serii pełnej przestarzałych retrospekcji powiązanie ze Starbucksem musi być najbardziej niezręczne. Tak, branża filmowa jest tak niestabilna, że ​​nikt nie jest już w stanie przewidzieć, które filmy okażą się klapą. Tak, branża magazynów wpadła w szał z powodu Internetu, załamania rynku reklamowego i poczucia, że ​​w czasach świetności kolorowe magazyny mogły być z siebie zbyt zadowolone. Ale czy próbujesz przekonać ludzi, że Starbucks w roku naszego pana 2026 ma w sobie coś choćby odrobinę aspiracyjnego? To o krok za daleko.

Powtórzę: możesz ująć to w uroczy powrót do wydarzeń sprzed 20 lat, kiedy Starbucks cieszył się pewnym prestiżem. Wypicie kawy Starbucks oznaczało, że nie tylko dbałeś o jakość swojego produktu, ale lubiłeś zanurzać się w podwyższonej trzeciej przestrzeni. I Starbucks o tym wiedział. Przez pewien czas wydawał własny magazyn. Rozpoczęła sprzedaż płyt CD z takim sukcesem, że założyła własną wytwórnię płytową, wydając albumy Raya Charlesa i Paula McCartneya.

Co wydaje się dziś niewiarygodne, biorąc pod uwagę prędkość, z jaką Starbucks nadmiernie się rozwijał i poniżał. Gdzieś po drodze Starbucks próbował zamienić się w McDonald’s, ale poniósł porażkę. Miłośnicy kawy unikają tego, ponieważ cała operacja wydaje się teraz przykrywką dla branży syropów. Głodni ludzie tego unikają, bo nie chcą narażać swoich ust na wrzeszczącą agonię podgrzewanego nuklearnie panini. A wszyscy inni tego unikają, ponieważ – przynajmniej anegdotycznie – istnieje w przybliżeniu jedna do czterech szans, że na kartce A4 w przezroczystej kieszeni przyklejonej do drzwi natkniesz się na napis „Toalety nie działają”.

Doskonale ilustruje to TikTok, który robi obchód. Przypomina sytuację, w której klient Starbucks z lat 90. mówił rzeczy w rodzaju „To nie tylko filiżanka kawy java, to styl życia”, a jego udręczony odpowiednik z 2026 r. skowyczący „Tu jest kupa. Wszędzie tu jest kupa”.

Idziesz w górę? Meryl Streep i Anne Hathaway w „Diabeł ubiera się u Prady 2”. Zdjęcie: BFA/Alamy

I w tym miejscu Diabeł ubiera się u Prady 2 chce się dostosować. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać ogromnym błędem – jest to produkt umierającej branży na temat martwej branży, współpracujący z firmą, która ma wrażenie, że z miejsca docelowego stała się ostatecznością – ale zastanawiam się, czy nie dzieje się tutaj coś mądrzejszego.

Być może Diabeł ubiera się u Prady 2 to nie tyle film, co wyszukany cosplay w stylu nostalgii z połowy lat dziewięćdziesiątych. Być może istnieje ogromny rynek dla ludzi, którzy desperacko chcieliby, żeby było to 20 lat temu, kiedy wzrost finansowy wydawał się pewny, a stabilność wydawała się normą. Czas przed Brexitem i Trumpem, kiedy można było usiąść w wygodnym fotelu i zamówić grande latte, przeglądając gruby na cal egzemplarz „Vogue’a”, a potem udać się na wypełniony po brzegi seans średniobudżetowej komedii romantycznej w kinie, w którym nie unosił się niejasny zapach zdezynfekowanych wymiocin.

Oczywiście łatwo jest popaść w nostalgię za przeszłością. Może za 20 lat, kiedy wszyscy będziemy pokryci brudem i ukrywani przed robotami, które zyskały świadomość i wpadły w szał, będziemy wspominać współpracę między Starbucks i Diabeł ubiera się u Prady 2 jako złoty wiek podejmowania decyzji pod przewodnictwem człowieka. Czy jednak pójście z duchem czasu i ogłoszenie współpracy z Greggsem zabiłoby „Diabeł ubiera się u Prady 2”?