Istnieje film dokumentalny, do którego obejrzenia zachęcam wszystkich, zatytułowany „Długa nocna podróż w dzień”. Po raz pierwszy zobaczyłem to, gdy byłem studentem, ponad 20 lat temu. Gra słów na temat słynnego tytułu Eugene’a O’Neilla wystarczyła, aby wzbudzić moje zainteresowanie na poziomie licencjackim, już na samym początku. Jednak to, co wydarzyło się przez następne 90 minut, nigdy mnie nie opuściło.
Jest to następstwem czterech przesłuchań w sprawie amnestii przed Komisją Prawdy i Pojednania w Republice Południowej Afryki po okresie apartheidu. Widzisz, jak członkowie rodzin zamordowanych bliskich stają twarzą w twarz ze sprawcami przemocy. Celem tych spotkań było sprawdzenie, czy rodziny mogą im przebaczyć. Konieczność spotkań, które w niektórych przypadkach przypominały raczej rytuały, biorąc pod uwagę dokonane katharsis, opierała się na przekonaniu, że tylko dzięki przebaczeniu kraj naprawdę zostanie uzdrowiony.
Nosiłem ten film ze sobą. Wierzę, że widziałem w tym nieuchronność – co oznacza, że pewnego dnia, w pewnym stopniu, ten rytuał będzie dla mnie dostępny. Nie musiałabym tracić bliskiej osoby w wyniku przemocy, żeby stanąć przed gorzką propozycją przebaczenia komuś, kto mnie skrzywdził. Podobnie z pewnością sama prosiłam o przebaczenie wystarczająco dużo razy, aby wiedzieć, że zrobię to ponownie.
Moja córka urodziła się w 2016 roku. Wkrótce zaczęłam martwić się światem, w którym będzie dorastać. Choć ten świat wydaje się teraz dość osobliwy, rosnąca polaryzacja polityczna połączona z powtarzaniem się niegdyś niewyobrażalnej przemocy z użyciem broni stała się przytłaczająca. Przełomowy był dla mnie ten moment 14 lutego 2018 r., w dniu strzelaniny w szkole średniej Marjory Stoneman Douglas w Parkland na Florydzie. Ból rodziców był teraz znacznie bliższy.
Pomnik przed liceum Marjory Stoneman Douglas po strzelaninie w 2018 r. Zdjęcie: Angel Valentin/The Guardian
Próbowałem szukać schronienia w badaniach. Pomyślałem, że trochę spokoju może przynieść lepsze zrozumienie przemocy, a nie tylko przerażenie. Nie było wówczas żadnych zamierzeń artystycznych. Po prostu byłem głęboko zmartwiony.
W swoich badaniach natknąłem się na coś niezwykłego, ale znajomego. Prywatnie, po strzelaninie, rodzice, którzy stracili dziecko, spotkali się z rodzicami strzelca. Teraz, będąc ojcem, nie mogłem powstrzymać się od postawienia się w ich sytuacji. Obie strony poruszyły mnie w równym stopniu. Było coś tak pokornego i ludzkiego w tym, czego szukali – drodze naprzód. Natychmiast rozpoznałem podstawowe elementy sprawiedliwości naprawczej. Po raz kolejny zostałam skonfrontowana ze znaczeniem przebaczenia i tajemnicze poczucie, że dokument miał dla mnie jakiś cel, objawiło się teraz w formie swego rodzaju powołania.
To był katalizator, a raczej synteza, która zainspirowała mnie do napisania Mszy. Wcześniej nie było scenariusza, ale nawet później pisanie często sprawiało wrażenie bardziej poważnego sprawdzenia mojej własnej zdolności do przebaczania niż tradycyjnej historii. Wiedziałem, że chcę, żeby te postacie gdzieś dotarły, ale nie wiedziałem, jak i czy w ogóle mogą.
Przebaczenie to dziwna waluta. Nie da się z góry określić jego wartości, zwłaszcza gdy jest szczera. Doszedłem do wniosku, że jest to akt prawdziwej wiary. Odważna propozycja, że można ją postawić przed karą, gniewem lub trwałą urazą, czyni z niej niezwykłe poświęcenie. To zamiana pierwotnej satysfakcji na nadzieję na coś lepszego w zamian. To właśnie sprawia, że jest to takie trudne. Nie można tego przekazać wyłącznie w języku. Musi to być, według słów franciszkanina Richarda Rohra, ból, który się przekształca, a nie przekazuje.
„Przebaczenie to dziwna waluta”… Monica Dolan podczas Mszy św. Zdjęcie: Richard Hubert Smith
Być może większe wyzwanie – i to, przed którym stoimy dzisiaj – pojawia się, gdy sprawca jest bardziej nieuchwytny. Może już ich tu nie ma. Być może jest to cały naród lub partia polityczna. Tworząc Komisję Prawdy i Pojednania, Desmond Tutu powiedział: „Kiedy nie ma miejsca na sprawiedliwość odwetową, może istnieć jedynie sprawiedliwość naprawcza”. Ogłosił to jako podstawową zasadę, ponieważ rozumiał tę większą prawdę; czasami musimy zadać sobie pytanie, jak jeszcze może wyglądać sprawiedliwość? Co można postawić przed gniewem i urazą, gdy sama kara nie przywróci złamanego życia lub podzielonego społeczeństwa?
Minęło siedem lat, odkąd skończyłem pisać Mszę. Minęło siedem lat, odkąd wydarzyła się tragedia w opowiadaniu, kiedy rodzice w końcu się spotkali. Jedna z matek występujących w spektaklu mówi: „Nic się nie zmieniło”. Słyszę to teraz dotkliwiej niż wtedy, gdy to pisałem. Wielka Brytania postąpiła słusznie, jeśli chodzi o kontrolę broni po Dunblane. Oglądanie, jak zdecydowanie zwyciężył tu rozsądek, jest dla Amerykanina demoralizujące. Nie oznacza to, że Msza św. będzie mniej istotna w Wielkiej Brytanii niż w USA. Nie pisałem mszy z powodu przemocy z użyciem broni. Napisałem to ze względu na jego trwałość. Myślę, że istnieje rozróżnienie. Gdzieś u podstaw naszej bierności leży fundamentalny brak empatii. W naszym złożonym społeczeństwie po prostu nie rozciąga się to już wystarczająco daleko. Rozdarcie materiału mogło nie być wynikiem gniewnej retoryki, ale po prostu naszej uwagi skierowanej gdzie indziej. Tkanina zużywa się wówczas naturalnie, podobnie jak odzież, o którą już nie dbamy.
Dlatego starałem się zbudować most dla naszej empatii. Próbowałem umieścić nas wszystkich w pokoju; siedzieć w czasie rzeczywistym i słuchać. Patrzeć na czworo ludzi pogrążonych w wielkim bólu, wykorzystujących całą swoją godność, aby lepiej się zrozumieć i wyzdrowieć. Kiedyś podejrzewałam, że ten rytuał miał dla mnie jakiś cel. Mając ogromne szczęście oglądać, jak Msza św. dociera do widzów w formie filmu, a teraz także sztuki teatralnej, mogę potwierdzić, że ten rytuał ma cel dla nas wszystkich.
Msza św. będzie odprawiana w Donmar Warehouse w Londynie do 6 czerwca