Strona główna Kultura Wygląda na to, że Marvel ma zamiar obalić sagę Multiverse. Czy to...

Wygląda na to, że Marvel ma zamiar obalić sagę Multiverse. Czy to nie jest oszustwo? | Film

6
0


Saga Marvel’s Multiverse, na którą składa się kilkanaście filmów i niezliczona ilość programów telewizyjnych, które pojawiły się od czasu Avengers: Endgame siedem lat temu, miała składać się z wielu rzeczy: nowego, odważnego kalejdoskopowego rozdziału, narracyjnego placu zabaw rozgrywającego się w nieskończonych równoległych rzeczywistościach, szansy na udowodnienie, że ta słynna seria może regenerować się niczym napromieniowany międzywymiarowy gekon. Ale jeśli Marvel Studios naprawdę wkręca nowy materiał Avengers: Doomsday do Avengers: Endgame przed ponownym wydaniem tego ostatniego w multipleksach we wrześniu, nieco mniej udana faza Multiverse wydaje się teraz czymś, o czym studio chce zapomnieć.

Przemawiając w weekend na międzynarodowym festiwalu filmowym Sands w St. Andrews, reżyser (obu filmów) Joe Russo ujawnił, że Endgame zostanie ponownie wycięte i ponownie wydane we wrześniu, najwyraźniej z jakimś schludnym przejściem do nadchodzącego Avengers: Dzień Sądu. W komentarzach opublikowanych w Deadline Russo powiedział: „Ponowne wydanie filmu jest niezwykle ważne i tak naprawdę ponownie wypuścimy film z materiałem osadzonym w historii Doomsday, który dodaliśmy do Avengers: Endgame. To okazja, aby w wyjątkowy sposób stworzyć pomost między Endgame a Doomsday, a ponieważ film odniósł tak duży sukces, mamy okazję go ponownie wypuścić.

„Nie zawsze masz szansę na ponowne wydanie, ponieważ to kosztuje, więc fakt, że możemy ulepszyć historię Doomsday, łącząc ją z Endgame i postaciami, z którymi współpracowaliśmy przez lata, a których tak bardzo kochamy, i kontynuując ich historię… to naprawdę wyjątkowa szansa”.

Jest to fascynujące na kilku poziomach, zwłaszcza dlatego, że wydaje się sugerować, że najskuteczniejszą drogą pomiędzy dwoma filmami o Avengersach może być siedmioletni wiadukt narracyjny. Jest to kosztowne przyznanie, że być może droga pomiędzy nimi stała się tak zatłoczona pobocznymi zadaniami Disney+, że teraz najłatwiej jest po prostu ją ominąć. Czy naprawdę tak może być? Czy widzowie mylili się, sądząc, że muszą wiedzieć, co wydarzyło się w „Tajnej inwazji”? Czy nie było konieczne zachowywanie szczegółowej wiedzy o She-Hulk: Attorney at Law lub Moon Knight? Czy mogę zapomnieć o dokładnej mechanice filmu Ant-Man i Osa: Quantumania, filmu, w którym wyjaśnianie wieloświata zajęło dwie godziny? A co z Lokim, serią niegdyś przedstawianą jako święty tekst całej nowej ery? Czy pokolenia fanów zapamiętały frazę „Ten, który pozostaje” tylko po to, aby historia Marvela wzruszyła ramionami i poszła dalej?

A co najważniejsze, jeśli można teraz obejrzeć Avengers: Koniec gry, wchłonąć kilka minut świeżo zainstalowanej tkanki łącznej i wkroczyć bezpośrednio do Avengers: Dzień Sądu, co zrobimy z tymi 25,6 godzinami naszego życia? Nie wszystko poszło na marne – nawiedzony, czarownicy serial komediowy, jakim był WandaVision; Oscar Isaac kłócący się sam ze sobą w Moon Knight; krokodyla wersja półboga Toma Hiddlestona w Lokim – były wystarczająco przyjemne. Jeśli jednak wielki, wielostronny środkowy rozdział Marvela uda się teraz zredukować do dodatkowego materiału dołączonego do poprzedzającego go filmu, wówczas era wieloświatów raczej nie zostanie zapamiętana jako rozległa, epicka, magiczna makrosaga, jaką miała być.

Dla tego fana Marvela wszystko to jest w porządku. Beczka zawsze po jakiejś dekadzie w pewnym momencie wyschła. To saga o superbohaterach tak imponująco ze sobą powiązana i wszechogarniająca, że ​​pomysł, że filmy komiksowe mogłyby przez około pół wieku być w większości bzdurami, a potem nagle wyłonić się jako doskonale wybrana, spandexowa pajęczyna inteligentnie powiązanych superhistorii, wydaje się czymś wywodzącym się z najbardziej nieprawdopodobnej alternatywnej rzeczywistości.

A mimo to umożliwienie widzom szybkiego przejścia od „Końca gry” do „Doomsday” nadal sprawia wrażenie, jakbyśmy wszyscy zostali oszukani. Istnieje też podejrzenie, że jeśli najczystsza droga do przyszłości Marvela okaże się ominąć połowę jego niedawnej przeszłości, niektórzy z nas spędzili ostatnie siedem lat na powtórce egzaminu, który właśnie został odwołany.