Strona główna Sport „Wszystko w tym meczu było magiczne”: Southampton wciąż napędzany duchem triumfu w...

„Wszystko w tym meczu było magiczne”: Southampton wciąż napędzany duchem triumfu w Pucharze 1976 roku | Southampton

10
0


Dwa lata temu, kiedy szósta liga Maidstone zwyciężyła w Ipswich i po raz pierwszy awansowała do piątej rundy Pucharu Anglii, ich menadżer, George Elokobi, w pięciu sylabach ujął wyjątkowy i trwały wpływ zabicia giganta Pucharu Anglii: „To wiąże nas na całe życie”.

Ta sama więź, tylko jeszcze silniejsza, będzie widoczna na południowym wybrzeżu w następnym tygodniu. Wszyscy związani z Southampton mają nadzieję uczcić 50. rocznicę swojego jedynego triumfu w finale Pucharu Anglii, docierając do kolejnego finału.

Istnieją kosmetyczne podobieństwa między półfinałem Southampton przeciwko Manchesterowi City a euforycznym zwycięstwem nad Manchesterem United w finale w 1976 roku. Pięćdziesiąt lat temu Southampton zajmowało szóste miejsce w starej Dywizji Drugiej i nie miało żadnych szans w starciu z United, trzecim w Dywizji Pierwszej. W tym roku Southampton zajmuje czwarte miejsce w Championship i mierzy się z liderami Premier League.

Przewidywania Bobby’ego Charltona przed finałem w 1976 roku – „Jestem pewien, że United wygra różnicą co najmniej trzech bramek, a czuję, że równie dobrze może być ich sześć” – popadły w niesławę. Jednak różnica między dwiema czołowymi ligami Anglii wzrosła tak bardzo, że większość ludzi daje teraz Southampton jeszcze mniejsze szanse niż wtedy. W 1976 roku szanse na zwycięstwo Southampton w 90 minut wynosiły 5:1; w sobotnim meczu ich bilans waha się między 9-1 a 12-1.

Trudno o bardziej sugestywny moment rozegrania półfinału: w najbliższy piątek przypada 50. rocznica najwspanialszego momentu w historii klubu. „Dla fana Saints rok 76 jest absolutnym wydarzeniem” – mówi Tim Manns, który napisał „Tie a Yellow Ribbon”, historię historycznego występu Southampton w Pucharze. „Wszystko w tym było magiczne. To był piękny dzień; był początek maja, ale było piekielnie gorąco. Klub był tylko w dwóch finałach Pucharu Anglii – w 1900 i 1902, które przegrał – więc w żywej pamięci był to jednorazowy przypadek. Atmosfera wokół miasta budowana, budowana i budowana. To było po prostu cudowne. „

Peter Osgood mierzy się z Lou Macarim w piękny słoneczny majowy dzień w 1976 roku. Zdjęcie: Colorsport/Shutterstock

Bieg pucharowy ma kluczowe znaczenie dla tożsamości miasta Southampton, nie mówiąc już o klubie, idylliczny moment, ważny nawet dla tych, którzy nie urodzili się, kiedy to się wydarzyło. Młodsze pokolenia doceniają elegancki, pamiątkowy strój, który Southampton nosił podczas każdej rundy zawodów w tym sezonie.

Planując uroczystości na przyszły tydzień, Southampton nie miało pojęcia, że ​​znajdzie się w kolejnym półfinale Pucharu Anglii. Po kolacji rocznicowej w poniedziałek następują dwa wieczory The 76 Experience. Obejmuje pytania i odpowiedzi, pokaz meczu oraz możliwość wejścia na pokład tego samego niedawno odrestaurowanego autobusu z otwartym dachem, który jeździł po Southampton na oczach 175 000 widzów po zdobyciu Pucharu Anglii. Ich menadżer, Lawrie McMenemy, powiedział, że była to „największa frekwencja w historii Southampton na jakimkolwiek wydarzeniu”.

Szacuje się, że do Southampton przybyło 175 000 osób, aby oklaskiwać swoich bohaterów Pucharu. Zdjęcie: Mirrorpix/Getty Images

Dla graczy jest to rzadka okazja, aby spotkać się osobiście i powspominać dawne czasy. Wielu nadal mieszka blisko Southampton, ale pomocnik Nick Holmes przylatuje z USA. Powinno tam być ośmiu z jedenastki w wieku od 71 do 82 lat. Strzelec bramki Bobby Stokes miał zaledwie 44 lata, kiedy zmarł na oskrzelowe zapalenie płuc; Peter Osgood miał 59 lat, gdy zmarł w 2006 roku, dwa miesiące przed 30. rocznicą; Mel Blyth zmarła w 2024 r.

W pewnym sensie zachwyt nad triumfem Southampton narastał z biegiem czasu. „To staje się nieco surrealistyczne” – mówi Paul Gilchrist, niestrudzony pomocnik, który pomógł pokonać w finale Gordona Hilla, ekstrawaganckiego lewicowca United. „Patrzysz wstecz i myślisz: «Nie mogłem tego zrobić, to musiał być ktoś inny!»”.

Gilchrist strzelił spektakularnie kopnięciem znad głowy, gdy Southampton zmiażdżył West Brom w powtórce piątej rundy, w którym Mick Channon – występujący regularnie w reprezentacji Anglii pomimo gry w drugiej lidze – strzelił hat-tricka. Gilchrist wyprowadził także Southampton na prowadzenie przeciwko Crystal Palace w półfinale na Stamford Bridge, po wymianie podań z Osgoodem skierował piłkę w róg. „Widziałem tylko wybrzuszenie tylnej części siatki i kibiców za bramką oszalał” – mówi. „Pomyślałem: «Jezu, wszystko weszło!»”

David Peach, boczny obrońca, który zakończył karierę z ponad 80 golami, strzelił swój pierwszy rzut karny dla klubu i zakończył zwycięstwo 2:0. „Zawsze mi się podobało” – zażartował w The Big Match po meczu. „I tak mam najlepszą lewą nogę w kraju!”

Palace, choć drużyna z trzeciej ligi, ustępowała miejsca nieśmiałemu, odchodzącemu na emeryturę, palącemu cygaro i ubranemu w fedorę Malcolmowi Allisonowi. Przed meczem Allison żartobliwie przewidywała przed kamerami telewizyjnymi zwycięstwo 4:0. Położył się także z Blythem, środkowym obrońcą, który przeszedł do Southampton z Palace, o wynik. Stawka Blytha wynosiła 50 funtów, Allison to jego ukochana fedora.

Tim Manns podejmuje tę historię. „Mel powiedział, że wszyscy świętowali po meczu, kiedy drzwi do szatni otworzyły się i wleciał kapelusz, przemknął obok wszystkich i wylądował na podłodze. Mel zmarł kilka lat temu, ale kiedy ostatni raz z nim rozmawiałem, powiedział, że kapelusz wciąż jest na strychu. „

W latach 70. Wembley było miejscem mitycznym, ale dwóch strzelców półfinałów było tam już wcześniej. Peach był chłopcem do podawania piłek podczas finału Mistrzostw Świata w 1966 roku, a Gilchrist w młodości był fanem Manchesteru United i obserwował, jak drużyna pokonała Benfikę w finale Pucharu Europy w 1968 roku. Southampton miało także doświadczenie na boisku z Wembley – z pewnością większe niż United, młoda drużyna, która po powrocie do Division One oczarowała naród niesamowitą piłką nożną.

W 1976 roku kultura „Każdy oprócz United” była przyszłością. Zespół Tommy’ego Docherty’ego był tak uwielbiany za swój styl, że w kolumnie liderów tej gazety napisano: „Manchester musi wygrać. Przegrana będzie katastrofą… Piłka nożna wygra, jeśli wygra”.

Piłka nożna mimo wszystko wygrała, między innymi dlatego, że zwycięstwo Southampton nie zniosło żadnych dyskusji. To nie była akcja typu „rozwal i złap”, raczej powolna akcja, w której coraz bardziej prawdopodobne stawało się oszałamiające zdenerwowanie. Piłka nożna United przez cały sezon była porywająco nieustraszona, ale waga tej okazji – nawet sędzia Clive Thomas nazwał finał Pucharu Anglii „najwspanialszym spektaklem piłkarskim na świecie” – i wyluzowana doskonałość Southampton ich zmęczyły.

Lawrie McMenemy cieszy się półfinałowym zwycięstwem Southampton nad Crystal Palace Malcolma Allisona na Stamford Bridge. Zdjęcie: Mirrorpix/Getty Images

Nawet Claude AI nie jest w stanie kategorycznie stwierdzić, czy Stokes, kibic Portsmouth z dzieciństwa, był na spalonym, gdy wykorzystał doskonałe podanie Jima McCallioga i strzelił najsłynniejszego gola w historii Southampton. Zapytany o to Channon w 2017 roku odpowiedział w imieniu całego miasta: „Kogo to obchodzi?” Przez lata McMenemy i Martin Buchan – kapitan drużyny United w finale w 1976 roku i człowiek, który prawdopodobnie grał ze Stokesem na pozycji spalonej – wykonywali tę samą pantomimę podczas corocznej kolacji Stowarzyszenia Zawodowych Piłkarzy. Kiedy przechodzili obok siebie, nie nawiązując kontaktu wzrokowego, Buchan mówił: „Tak było”. McMenemy odpowiadał: „Nie był”.

Southampton wrócił na Wembley w ramach Tarczy Dobroczynności w sierpniu 1976 roku, ale to był ostatni raz, kiedy XI finału Pucharu rozpoczęły się razem. McMenemy zależało na awansie i zaczął przekształcać zespół. Kiedy obrona Pucharu Southampton zakończyła się powtórką w piątej rundzie na – tak – Old Trafford, tylko sześciu zawodników z drużyny z Wembley znalazło się w składzie. Gilchrist należał do tych, którzy zostali odrzuceni bez sentymentów. „Nie skończyło się tak, jak się spodziewaliśmy, ujmijmy to w ten sposób” – mówi. „Ale wcale nie plami to pamięci o 76.”.

Kibice Southampton na Wembley 2017 podczas finału Pucharu Ligi 2017 przegrali z Manchesterem United. Triumf z 1976 roku nadal stanowi dużą część tożsamości Świętych. Zdjęcie: Catherine Ivill/AMA/Getty Images

Gilchrist był oszołomiony przyjęciem, jakie on i część innego zespołu z 1976 roku otrzymali na niedawnej imprezie Fanzone w St Mary’s. „Kiedy weszliśmy na scenę, oni oszaleli! Nie mogliśmy w to uwierzyć. To było niesamowite. „

Chociaż zjazdy są najbardziej żywym przypomnieniem, nostalgia może doświadczyć w dowolnym miejscu i czasie. „W tym tygodniu szedłem do pubu w mojej wiosce” – zaczyna Gilchrist – „kiedy podszedł do mnie mężczyzna i powiedział: ‚Złamałeś mi serce’. Zapytałem: „Przepraszam?” I powiedział: „Złamałeś mi serce – Stamford Bridge”. Jestem kibicem Crystal Palace i byłem tam. A potem zaczął się śmiać. Nie wymienialiśmy ciosów ani nic w tym stylu.

Gilchrist powróci do swojego lokalnego klubu na sobotni półfinał, mając nadzieję, że kolejne pokolenie zawodników Southampton osiągnie coś, co zwiąże ich na całe życie.