Mikel Arteta czuł, że w ostatnich tygodniach mury na froncie krajowym zamykają się. Z pewnością był to jeden z powodów, dla których menedżer Arsenalu rozpoczął ofensywę w związku z decyzjami sędziów po sobotnim zwycięstwie jego zespołu nad Newcastle w Premier League.
Arteta upierał się, że bramkarz Newcastle, Nick Pope, powinien był zostać wyrzucony z boiska, a nie ukarany żółtą kartką za faul na Viktorze Gyökeresie, co jego zdaniem oznaczało pozbawienie go szansy na zdobycie bramki. Przy okazji Arteta wrócił do poprzedniego meczu ligowego – porażki 2:1 z Manchesterem City – i doszedł do podobnego wniosku: uważa, że obrońca City Abdukodir Khusanov powinien był zostać zwolniony z pracy za faul ostatniego zawodnika na Kai Havertzu.
Czy Arteta czuje presję? Absolutnie, bo gorąco jest, gdy Arsenal jest tak blisko pierwszego tytułu mistrzowskiego od 2004 roku. Poza tym Arteta przeżywa każdy mecz w taki sam sposób – całkowite zanurzenie się w rozgrywkach, intensywność wykraczająca poza skalę. Kiedy czuje się skrzywdzony lub jeśli sprawy nie układają się pomyślnie, może mieć trudności z utrzymaniem tego przy sobie.
Był ukryty motyw. Podkreślając postrzeganą niesprawiedliwość, Arteta chciał zyskać przewagę. Kiedy zapadnie kolejna graniczna decyzja, być może Arsenal znajdzie się po właściwej stronie. Być może tak będzie w przypadku sobotniego meczu z Fulham na Emirates Stadium. Jednak z pewnością tak nie było w środowym pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów z Atlético Madryt.
Gdy w czwartek rano Arsenal wracał do domu, do Londynu, dominującymi emocjami były frustracja i dezorientacja. To nadal nie miało sensu. Jak sędzia Danny Makkelie zmienił swoją decyzję z 78. minuty o przyznaniu Kanonierom kary za faul Davida Hancko na Eberechi Eze?
Przy wyniku 1:1 w ferworze gry wyglądało to spokojnie. Eze dostał podanie od Bukayo Saki tuż przed Hancko, kopnął piłkę, ale, co najważniejsze, poczuł, jak przeciwnik stąpa prawą nogą i upada. Kontakt był dobry, więc kiedy Makkelie podyktował rzut karny, powrót do gry zawsze był dla niego trudny, ponieważ sędzia asystent wideo zalecił mu sprawdzenie powtórek.
Krótki przewodnik Rice twierdzi, że sędzia ugiął się pod presją fanów. Show
Declan Rice stwierdził, że Arsenal powinien otrzymać „czysty” rzut karny w meczu z Atlético Madryt i że sędzia został „sprowokowany” do zmiany decyzji przez wrogich kibiców gospodarzy.
Danny Makkelie uchylił swoją decyzję o przyznaniu Arsenalowi rzutu karnego z końcówki meczu po tym, jak David Hancko nawiązał kontakt z Eberechi Eze. Na tle 70 000 gwiżdżących kibiców Atlético holenderski sędzia oglądał całe zdarzenie 13 razy, zanim zmienił swój werdykt na boisku.
„To wyraźna kara” – Rice powiedział Stan Sport. „I nie wiem, jak to się nie stało. Myślę, że kibice sprowokowali tę decyzję i zmienili zdanie sędziego. UEFA jest zupełnie inna (w stosunku do Premier League). W obu polach trzeba być bardzo ostrożnym, ponieważ dają z siebie wszystko”.
Dwie interwencje VAR zadziałały przeciwko Arsenalowi i uznano, że Ben White poradził sobie z wolejem Marcosa Llorente i wykorzystał rzut karny, po którym wyrównał Julián Alvarez.
Rice powiedział: „Na pierwszy rzut oka pomyślałem, że jeśli coś takiego dzieje się w Premier League, nie zostanie to przyznane, ponieważ jest zbyt nisko nad ziemią. Piłka nie leci w bramkę. ” Media PA
Dziękujemy za Twoją opinię.
Makkelie mógł to zrobić jedynie poprzez stwierdzenie, że kontakt był niewystarczający, aby Eze się przewrócił. Lub, ujmując to inaczej, zawodnik Arsenalu zanurkował. Cóż, tak właśnie się stało. Według UEFA i biuletynu wyjaśnień technicznych VAR „zawodnik Atleti nr 17 (Hancko) nie dopuścił się faulu na przeciwniku”.
Po zmianie decyzji Makkeliego menadżer Atlético Diego Simeone machnął w powietrzu wyimaginowaną kartką, prawdopodobnie chcąc żółtej kartki dla Eze, a odcinek pozostawił Artecie gorzki posmak. Większość bezstronnych widzów uważała, że obraza Pope’a wobec Newcastle nie zasługiwała na czerwoną kartkę i że Chusanow uczciwie obronił swoje stanowisko przeciwko Havertzowi. Ale jeśli te decyzje wystarczyły, aby wywołać paranoję w Artecie, to co z tą? Bo to było nielogiczne. A jeśli chodzi o kickera pod względem uczciwości Eze…
Rzut karny pierwotnie przyznany po tym, jak David Hancko nadepnął na stopę Eberechiego Eze, został anulowany po interwencji VAR. Zdjęcie: Ángel Martínez/Getty Images
Można odnieść wrażenie, że Arteta znajduje się w trybie oblężniczym i jest gotowy, aby rywale go skubali. Niektóre komentarze Simeone po pierwszym meczu, który zakończył się wynikiem 1:1, wydawały się przesadzone. „Widzieliśmy trochę zmęczenia, jakie Arsenal narósł po tak wielu meczach, dużej odpowiedzialności i próbach wygrania Premier League, gdzie jest czołowy” – powiedział. „Muszą wygrać Ligę Mistrzów, wygrali 10 meczów (w rozgrywkach), nie odnieśli żadnej porażki, więc wszystko się kumuluje…”
Simeone krytycznie odniósł się do decyzji Makkelie o przyznaniu pierwszego rzutu karnego w meczu za faul Hancko na Gyökeresie. Napastnik Arsenalu podwyższył na 1:0. Następnie Atlético samo podyktowało rzut karny, którego golem strzelił Julián Alvarez po tym, jak VAR poinformował, że strzał Marcosa Llorente trafił w wyciągniętą rękę Bena White’a.
„Moim skromnym zdaniem przy pierwszym karze następuje kontakt w plecy, on (Gyökeres) czeka na kontakt, rzuca się…” – powiedział Simeone. „W półfinale Ligi Mistrzów musi to być rzut karny. Dzięki VAR doszło do zagrania piłki ręką, która nie została (podana), a dzięki VAR nie została przyznana kara. Czasem VAR ci zabiera, czasem daje.”
To, co Arteta musi zrobić, patrząc na wtorkowy mecz rewanżowy, to wykorzystać przeczucie, że Arsenal jest prześladowany, jako paliwo. Musi także opracować plan gry, który lepiej przebije się przez linie Atlético. Z końcowej analizy ze środy wynika, że największym pozytywem dla gości było to, jak przejęli kontrolę nad piłką i tempo po trudnych pierwszych 10 minutach.
Kibice Atlético Madryt zauważyli, że w drugiej połowie ich zespół grał skuteczniej. Zdjęcie: Kieran McManus/Shutterstock
Od tego momentu do przerwy byli zespołem lepszym. Ale co stworzyli z wyraźnej nuty? Noni Madueke kilka razy rzucało się w oczy, a Martin Ødegaard miał okazję do kontrataku. Do tego kara Gyökeresa. W drugiej połowie niewiele z nich wynikło, poza karnym Eze, którego nie było. Atlético odwróciło sytuację, naciskając skuteczniej i mogło strzelić więcej niż raz. Ademola Lookman zmarnował dwie świetne okazje, a Antoine Griezmann trafił w poprzeczkę i mógł lepiej sobie poradzić przy dwóch innych otwarciach.
„Chcieliśmy wygrać” – powiedział bramkarz Atlético Jan Oblak. „Nie udało nam się tego zdobyć, ale to nie zmienia faktu, że zagraliśmy dobrze. Arsenal nie miał miejsca, ledwie stwarzał okazje, a my je mieliśmy. Wychodzimy z dobrym samopoczuciem. Ważne jest to, że z pozytywnym nastawieniem patrzymy w przyszłość.”
Arteta ma nadzieję, że Eze i Saka będą dostępni od początku i być może Havertz powróci po kontuzji. Ci gracze zrobiliby różnicę. Tymczasem Alvarez z Atlético musi pozbyć się problemu, który zmusił go do wyjścia z boiska w 77. minucie. Ostatnie słowo należało na razie do Llorente i trudno się z nim nie zgodzić. „To dwa zespoły z bardzo jasnymi pomysłami” – powiedział. „To będzie kolejna wojna”.